Zamieszkałam w mojej willi przy granicach miasta w lasach. Była ona moja już od tych nieszczęsnych 283 lat.
Pierwszy dzień szkoły. Widząc ucieszone, zdenerwowane, przerażone lub nawet szczęśliwe czy smutne twarzyczki ludzi.. czułam wstręt. Ludzie to nędzy gatunek. Są tacy. .delikatni.. kruchy.
Dołączyłam do Katrin i Sama przy stoliku w stołówce. Oczywiście nic nie jedliśmy. Nie musieliśmy.
-Czujecie?-zapytał Sam.
-Tak. -odparła Katrin uśmiechając się i wzdychając.
-Nie. Zero polowania. Ostatniej nocy przesadziliście. Mówiłam wam.. nie możecie znów poddać się głodowi! Ledwo co tu przyjechaliśmy a już giną ludzie! Myślicie że dokąd będą sądzicie to zwierze? Chcecie znów sie spotkać z tymi durnymi łowcami?-wysyczałam zniesmaczona.
-No dobrze. .ty tu rządzisz. -powiedziała Katrin.
Miałam nad nimi władzę poniekąd. To ja ich przemieniłam.
Po szkole pojechaliśmy każdy swoim samochodem do domu. To trochę dziwne ze grupa "19 latków" ma własne drogie samochody i w dodatku własny wieeeelki dom no ale nie musieliśmy nikomu mówić jak to i dlaczego bo nikt nas nie pytał a jak już sie ktoś doczepił to stała gatka "bogate rodziny".
-Jestem głodny..-wyjęczał Sam wchodząc do salonu i siadając w fotelu.
-Ja też... Naoo..... możemy?
Przewróciłam oczami.
-Wczorajsza akcja powinna was nasycić. W lodówce macie co nie co.
Nie byli zadowoleni ale mieli tyle lat na koncie bycia wampirem że wiedzieli jakie ryzyko przynosi każde polowanie. Łowcy mogli być dosłownie wszędzie. Mogli by nas nawet teraz obserwować. Oni byli zwykłymi ludźmi.. tylko że wiedzieli o nas i byli wyszkoleni.. w zabijaniu nas. Gdyby jacyś byli niedaleko domu wyczulibyśmy ich. Ich zapach.. pulsującą krew. Wampiry maja to dobrego ze wczują każdą istotę w odległości nawet do paru kilometrów. Nawet wampira.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz