wtorek, 7 kwietnia 2015

Od Ethana

- Choć szybciej, bo się spóźnimy - mruknąłem zirytowany stojąc pod drzwiami łazienki.
- Jeszcze chwilę tato - odparła Ayibige i puściła wodę.
Westchnąłem i poszedłem do salonu.
- Nie denerwuj się tak, zdążycie - mruknęła rozbawiona Elise.
 Dziś moja córka kończyła szkołę średnią.
Jak ten czas zleciał...
Emilie stanęła w drzwiach i uśmiechała się lekko.
W końcu wyszła Ayibge.
- Kochanie, jak ty ślicznie wyglądasz! - podeszła do niej Elise.
Ay uśmiechnęła się w odpowiedzi.

http://media.tumblr.com/tumblr_m8s8cd0Fnm1r9a1xh.gif
- To co? Jedziemy? - spytałem znużony.
- Tylko błagam, nie spóźnijcie się - mruknęła Ayibige do reszty rodziny.
- Bez obaw, dojedziemy na czas - odparł Dante który pojawił się w salonie.
Teraz z Ayibige jechałem tylko ja. Mieli mieć jeszcze jakieś krótkie zebranie.
 Gdy jechaliśmy autem, mała dziwnie zasępiała.

http://media.tumblr.com/9b0d68022b497cec9fb07f7661ad5b81/tumblr_inline_mrdrcz7JWe1qz4rgp.gif
- Co się dzieje? - spytałem zaniepokojony.
Westchnęła.
- Tato, z każdym dniem się starzeje, nie widzisz tego?
Teraz ja zmarkotniałem.
- Proszę cię córeczko nie gadajmy teraz o tym...
- Tato, a kiedy? Cały czas odkładasz tą rozmowę..
Ayibge o tym kim jest uświadomiłem gdy miała 14 lat, czyli 2 lata temu. Od jej narodzin minęło dziesięć ludzkich lat, a ona już kończyła szkołę. Nasz rodzinny lekarz powiedział, że zatrzyma się w końcu. Nie był w stanie powiedzieć kiedy, ale on i my wszyscy łącznie z samą Ay, zauważyliśmy, że rośnie już ona wolniej.
- Wiesz, że czuje się przez ciebie staro - roześmiałem się by poprawić jej humor.
Przewróciła oczami, ale teraz parsknęła śmiechem.
Gdy dojechaliśmy, zgasiłem auto. Ayibige pocałowała mnie w policzek i pobiegła od razu do swoich znajomych. Ja zostałem w środku uśmiechając się zamyślony.
Miałem już taką dużą córkę...
Wkrótce odejdzie i nie będę już miał dla kogo żyć.






























sobota, 4 kwietnia 2015

xDDDDDDDDDDDD

Wszystkiego co najlepsze życzę wam kochane :*
PS: Mam nadzieje że tym razem pójdzie w tyłek i cycki xDDDDDDD



piątek, 3 kwietnia 2015

Od Jo

   Stanął przed moim domem, miałam się zbierać do wyjścia. Zatrzymał mnie.
-Nie gryzę panno Steele. 
   Przegryzłam wargę wpatrując się w niego zakłopotana. 
-Jest pani spięta. - stwierdził. 
-Zgadza się, odrobinę. Proszę mi mówić Jo. 
   Nie wiedziałam, czy stosownie jest prosić go o to, ponieważ był kimś wyższym, nigdy nie miałam z kimś takim do czynienia, jednak wiedziałam doskonale jak z takim kimś rozmawiać. 
-Pełne imię?
-Jocelyne.
-Myślę, że ja nie muszę się przedstawiać. 
-Nie, znam pana... 
-Przejdźmy na ty? - zaproponował. 
-Tak, chętnie. - uśmiechnęłam się lekko. - Muszę już iść. 
-Do zobaczenia Jocelyne. 
   Wyszłam z samochodu i gdy weszłam do domu uświadomiłam sobie co powiedział. ''Do zobaczenia''... Na pewno się przejęzyczył. Takie osoby według mnie nie zwracają uwagi na kogoś takiego jak ja. 

   Rano spotkałam się z Eleną, właśnie pakowałyśmy bagaże i kartony do nowego mieszkania. Ona wybierała, czyli wiadomo... podcierać można się złotym papierem toaletowym. 
   W Seattle w nowym mieszkaniu rozmawiałam z nią o moim spotkaniu z Alanem.
-Jaki jest? - spytała. - Przystojny nie?
-Owszem. - szepnęłam. - Jest błyskotliwy...
-Mów od rzeczy! - zaśmiała się.
-Nie wiem, nie da się go opisać...
-Aż tak z nim źle?
-Nie, wręcz przeciwnie. Gdy odbierałam dyplom i zobaczyłam go na żywo... wyglądał tak cudownie... Ale tajemniczo. Nie wiem czy rozumiesz miej więcej o co mi chodzi...
-Trudno to pojąć, nigdy nie rozumiem nic z tego jak chaotycznie tłumaczysz. A szczególnie gdy rozmawiamy o facetach. Zaraz, ty nigdy o nich nie mówisz.
-Bo nie potrafię o nich opowiadać w słowach... Jestem oczarowana nim, naprawdę. Zrobił na mnie wielkie wrażenie, jeszcze gdy czytałam o nim... osiągnął wiele, jestem zaskoczona i pod wielkim pozytywnym wrażeniem tego człowieka.
   

Od Alana

Po rozdaniu dyplomów wsiadłem do samochodu i ruszyłem. Nie zajechałem daleko kiedy zobaczyłem tę dziewczynę. Stała przed szkołą na parkingu.
-Podwieźć Panią?-zapytałem
-Emmm... czekam na przyjaciółki..
-A może jednak?
-Nie wiem. Nie powinnam wsiadać do samochodu obcych.
-Widzę że Pani rodzice dobrze Panią wychowali.
Zaczął wiać wiatr i padać deszcz. Spojrzałem sie na dziewczynę.
-No to jak nie chcesz to jadę. Do zobaczenia. -już miałem zasuwać szybę kiedy ona sie namyśliła.
-Dobrze! Niech mnie... Pan podwiezie.
Wsiadła i ruszyłem.
-Gdzie?
Podała adres.
-Ale to nie w tą stronę!-powiedziała.
-Tak wiem. Muszę jeszcze coś załatwić. Dopiero odstawię cie panno Steele do domu. Nie martw sie będzie to przed wieczorynką.
Spojrzała sie niepewnie jednak oburzona na mnie a ja to olałem.
Po parunastu minutach zaparkowałem w podziemnym parkingu w swoim biurowcu.
-Zostajesz czy idziesz ze mną?
-Emm..
-Szybka decyzja. Nie lubię przeciągania.
-Idę?
-W takim razie szybko.
Ruszyłem a ona za mną. Wsiedliśmy do windy.
-Na jakie studia idziesz?-zapytałem.
-Dziennikarskie.
-Odpuść sobie .Są lepsze kierunki.
-Ale to jest moja pasja.
-Pasja? W takim razie dobrze. Ale polecałbym bardziej inne kierunki.
-Na przykład?
-Literaturę angielską, medycynę, prawo? Bardziej są interesujące moim zdaniem.
-Literatura? Jesteś romantykiem?
-Wręcz przeciwnie.
Winda sie zatrzymała a drzwi sie otworzyły. Wszedłem do środka.
-Poczekaj tu. Dziewczyny ci potowarzyszą.-powiedziałem zostawiając ja z moimi sekretarkami.
Może jej nie zjedzą? Jednak sądzę że nic jej nie bedzie.
Wszedłem do swojego biura i podszedłem do biurka. Wziąłem to co było mi potrzebne i wyszedłem.
-Do widzenia dziewczynki.-odparłem do pracownic.
Panna Steele poszła niepewnie za mną. Zjechaliśmy winą do parkingu i wsiedliśmy do samochodu.
-Teraz odwieziesz mnie do domu?
-Zastanowię się. -odparłem a na widok jej przerażonej twarzy zaśmiałem się lekko-Odwiozę cię.
Ruszyłem.

Od Jo

   Dziś rozdanie dyplomów. Podchodziłam do tego obojętnie gdyż cieszyć się mogłam wtedy gdy pierwszy rok studiów będzie udany z wielkim plusem. Jestem ambitną osobą, zawsze musiałam być najlepsza. Dziś nie było inaczej - wyróżnienie i takie tam.
   Zeszłam na dół a tam siedziała moja siostra. Cieszyła się z nadchodzących wakacji. Radosna skakała po domu podśpiewując. Zjadłam płatki i włożyłam naczynie do zmywarki. 
-Cieszysz się?- spytała siostra. 
-To samo co zwykle. 
-No tak, zawsze byłaś tą najlepszą i nie musiałaś się uczyć. - mruknęła a ja się zaśmiałam. 
-Mamy nie będzie i taty prawda? - spytała zawiedziona. 
   Nigdy rodzice nie mieli czasu na to by z nami być. Ja przywykłam od czwartej klasy nikt z rodziców nie przychodził na żadne wywiadówki i końce roku. Mi było z tym dobrze. Jednak moja siostra... brakowało jej tej osoby. 
-Nie. - odparłam i poszłam poszukać jakiś czarnych butów na obcasach. 
   Zachowywałam zimną krew, wychodziło mi to najlepiej. Miałam dziesięć minut do przyjazdu Eleny i Bea. Mogłam przypuszczać, że El ubierze się jak pierwszej klasy światowa modelka, zawsze się tak ubierała. Ja wolałam skromnie ale elegancko. Czasem jednak lubiłam szaleć i ubrać się tak jak przyjaciółka. 
   Zmieniłam strój na sukienkę, czarną. Na dekolcie koronka, z tyłu rozcięcie. I tak to wszystko zasłoni ''czerwona płachta na byka'', jak to nazywałam. 
   Elena przyjechała po mnie dość szybko. Byłam przygotowana na to, że jak co roku dyrektor wręczy mi najlepszy dyplom i w ogóle. Dziękowałam i odchodziłam, to było moje ''wszystko'' na tą część tego dnia. 
   Miałam nadzieję, że mój starszy brat będzie w stanie wyrobić się tak, by zdążyć do mojej siostry. Mich był niekompletny, zawsze robił wszystko jak chciał, ale gdy poszedł w stronę dziennikarstwa stał się inny. Ja nie musiałam się zmieniać, byłam taka jaką być powinnam. 
   Gdy dyrektor skończył mówić byłam pewna, że zaraz zawoła mnie do dyplomu, jednak myliłam się. Do mikrofonu podszedł znany mi nie od dziś Alan Wood. Tutaj wszystkie dziewczyny zaciągnęły się powietrzem gdy zapiął garnitur. 
   Nauczyciele klaskali po mowie dyrektora a ja wpatrzona byłam w Wooda jak w obrazek. Czytałam wiele o takich ludziach jak on, ale akurat był najmłodszym biznesmenem który tyle osiągnął. Byłam pod wrażeniem takich osiągów jakie miał na liście. 
-Ale ciacho. - przegryzła wargę Beatrice. 
-Słyszałam, że jest gejem. - szepnęłam do przyjaciółki a dziewczyny obok zaraz się zniechęciły. 
   Zaśmiałam się z nich pod nosem. Gdyby wiele czytały o świecie i co się w nim dzieje zorientowałyby się, że wkręcam im kit. Elena wiedziała o nim także sporo, ponieważ też interesowała się tym światem. Szła razem ze mną w stronę dziennikarstwa, już planowała jaki pokój w Seattle weźmiemy. Oczywiście, że chce wielki i z klasą, ona w innych nie umiała żyć. Mnie to było na rękę, choć wolałam skromniejsze progi. Ona zawsze lubiła pozłacane ściany i złoty papier toaletowy, wszystko by się wyróżnić swoim bogactwem, a raczej bogactwem rodziców. 
   Gdy zostałam zawołana przez Pana Wooda aż mnie zatkało. Uniosłam brwi i poszłam w jego stronę, za sobą usłyszałam gwizdy chłopaków z innych klas którym zawsze się podobałam i starali się mnie jakoś poderwać jednak nigdy nie pozwalałam im dojść do siebie bardziej niż ''tylko przyjaciel''. Takie miałam zasady i trzymałam się ich, jednak lubiłam je naginać... czasem. 
-Jo! Ładne nogi! - wrzasnął Paul, jeden ze szkolnych podrywaczy. 
   Zaśmiałam się i podeszłam do Wooda. 
   Gdy na mnie spojrzał mogłabym powiedzieć, że rozpłynęłam się od samego spojrzenia. Podał mi dyplom patrząc na mnie z lekkim uśmiechem. Odważyłam się na niego wreszcie spojrzeć... 
-Gratuluję panno Steele. 
   Uśmiechnęłam się delikatnie i podziękowałam. Gdy odeszłam czułam jego wzrok na sobie, albo mi się zdawało. Chciałam się obejrzeć ale... za bardzo byłam nieśmiała by to zrobić drugi raz. 

czwartek, 2 kwietnia 2015

Od Alana

Wstałem rano równo o 5. Ubrałem się w dresy i wyszedłem pobiegać. Padał deszcz lecz to mi nie przeszkadzało.
Dopiero o 6.30 wróciłem do domu. Wykąpałem się i przebrałem w garnitur. Zawiązałem krawat i wyszedłem z garderoby. Poszedłem do kuchni i zrobiłem sobie kawę oraz kanapkę. Kiedy zjadłem i wypiłem dochodziła 8.30. Byłem typowym perfekcjonistą i zawsze co do minuty planowałem każdy dzień. Zjechałem windą do podziemnego parkingu i wsiadłem do samochodu. Pojechałem do biura.
Personel przywitał mnie z szacunkiem a moja sekretarka od razu powiadomiła mnie o wszystkim co zostało zaplanowane na dziś.
-O 10 przyjdą dziennikarze zrobić wywiad. O 10.30 ma Pan sesję zdjęciową. O 12 jest spotkanie w sprawie reklam. O 14 jest spotkaniew sprawie wręczania dyplomów uczniom na zakończenie roku a o 17 jest spotkanie w sprawie budowy szpitala na które daje Pan pieniądze.
-Dobrze. Dziękuje Diano.
Wszedłem do swojego biura i wreszcie zostałem sam. Dzisiejszy dzień wbrew pozorą nie zapowiadał się pracowicie. Bywało gorzej. Jednak byłem właścicielem tej firmy więc musiałem zadbać o wszystko.

****

Pod koniec dnia kiedy byłem już wolny postanowiłem coś jeszcze załatwić.
Wsiadłem do samochodu i pojechałem w pewne miejsce. A mianowicie na cmentarz gdzie była pochowana moja matka. Po drodze kupiłem kwiaty.
Podeszłe. Do grobu. Zodtawiłem kwiaty i w ciszy wpatrywałem się w napisz.
"Katherine Pierce"
Kochałem ją. Niestety los mi ją odebrał. Przyzwyczaiłem się. Z resztą rodziny nie utrzymywałem kontaktu.
-Witaj braciszku-usłyszałem za sobą.
-Witaj siostrzyczko.-odparłem nie odwracając się.
-Dawno cię nie widziałam.
-A ja dawno nie słyszałem o tobie. Czyżby odwyk?
-Co ty szalony?
-A już miałem nadzieję.
-Ja to nie ty i ludzkie jedzenie mi nie wchodzi.
-I dlatego zabijasz ludzi.
-Oj przesadzasz.
-Ja? Nigdy.
Kochałem moją siostrę lecz nie pasowało mi to że wyłaczyła człowieczeństwo. A to wszystko zaczęło się od śmierci matki.

Od Chrissy

   Dobijała się do domu Allie. Groziła nawet, że zadzwoni na policję. Jednak ja tylko wykonywałam podstawowe czynności. Brałam prysznic. Nic innego nie robiłam. Nie jadłam, nie rozmawiałam z nikim. Allie dobijała się do mnie ale ja nie otwierałam. Siedziałam teraz w fotelu załamana ze łzami w oczach.
-Otwieraj! Błagam! Czuję twój zapach Chrissy!
-Zostaw mnie.- szepnęłam słabo tak, że chyba ona nie była w stanie usłyszeć tego co powiedziałam.
   Zignorowałam ją całkowicie. Po jakimś czasie zrezygnowała i powiedziała, że wróci i wejdzie do domu czy tego chcę czy nie. Jednak nie obchodziło mnie to.

   Tak jak powiedziała tak zrobiła, weszła oknem w łazience. Stanęła koło mnie i wytarła moje łzy. Kucnęła przede mną.
-Czemu taka jesteś? Co się dzieje?
   Milczałam wpatrując się w jeden punkt. Przegryzłam wargę.
-Chrissy...- dotknęła mnie a ja odsunęłam kolano do tyłu.
-Nie... dotykaj mnie. - szepnęłam.
-Ale... - westchnęła zrezygnowana. - Chcę ci pomóc...
-Zabiłam swojego syna... Nienawidzę siebie... Jestem potworem...
-Chris...
-Proszę... chcę być sama... Nie chcę istnieć...
   Allie wyszła smutna.
   Miała Dantego, swojego męża. Niech będzie z osobą którą kocha a nie z osobą, która zabiła syna. Która przyniosła tak wiele złego do życia innych. Mam dość...

(Sorry że krótka ale piszę na telefonie  i podrywam kuzyna więc soreczka xD)

Od Jo

   Impreza Eleny trwała w najlepsze. Piłam piątego drinka i obserwowałam przystojnych facetów znajdujących się przede mną. Nie mogłam ich dotknąć, posmakować. Czułam się jakbym była małym dzieckiem i zabraniano mi brać lizaka. A nie chciałam doprowadzać do tego żebym z byle kim wylądowała w łóżku. Jednak... gdy piłam byłam inna. Zbyt wiele alkoholu w kilka minut zmieniało mnie w rozrywkową Jo która nie ma granic i żadnych zasad. No i tu przyznaję, dziś nie było inaczej.
   Przysiadł się do mnie chłopak który miał piękne złote oczy, brązowe włosy i był odrobinę wyższy ode mnie.
-Jestem Taylor.- uśmiechnął się do mnie. - Może po imprezie pójdziemy razem do mnie albo do ciebie?
   Aż tak pijana nie byłam.
   Spojrzałam na niego z uśmiechem.
-Ile myślałeś nad tym żeby do mnie zagadać? - spytałam ze śmiechem pijąc butelkę whisky.
-Sekundę.
-Wydaje mi się, że dłużej. Przepraszam ale czuję potrzebę bycia gdzie indziej. - Wstałam i odeszłam.
   Piłam więcej. Postanowiłam że zaraz wrócę do domu. Wyszłam przed dom Eleny i spojrzałam w gwiazdy. Było mroźno, ale gwiazd było pełno.
   Pewnie rodzice się zdenerwują moją nieobecnością i tym, że nie pomogłam im dziś w domu chociaż mamy i tak nie ma w domu a ojciec ma dyżur w szpitalu.
   Byłam bardzo pijana jednak udało mi się wrócić do domu. Dziwiłam się jak ja to zrobiłam ale no cóż... Nie pierwszy i nie ostatni raz tak się dzieje.
   Elena pogodziła się z Harrym, skakała z radości. Jutro szkoła... jak ja wstanę?
   Weszłam do domu a... zaskoczyła mnie mama w ręku z patelnią. Siostra stała koło mamy dumna z siebie. Ona wygadała o imprezie? Przecież mam osiemnaście lat na litość...
-Jestem dorosła. - ostrzegłam mamę.
-Wiem, ale co z pracą?
-Miałam dziś wolne mamo.
-Oczywiście. - prychnęła.
-Mamo, błagam. Jeśli jeszcze raz siostra ci wcisnie kit o czymś to jej nie słuchaj.
-Co ja?!
-Nic. Dobranoc.
   Ostatnie dni szkoły i idę na studia. Tylko to mnie obchodziło. Miałam dość oszczędności by wyprowadzić się stąd. Elena i ja mamy plany, będziemy mieszkać razem. Tak chciałyśmy od dziecka.

  Było gorąco w pokoju, sama się zdziwiłam. W Forks grzało cudownie słońce, więc wyszłam z łóżka i pomyślałam jak się ubrać.
   Założyłam sukienkę i buty na obcasie. Poszłam na dół, jestem sama... tak, nareszcie.
   Zjadłam śniadanie, wykąpałam się... wymalowałam delikatnie i czekałam na Elenę i Beatrice. Wzięłam czarną torbę i zapakowałam do niej wodę i książki.
   Usłyszałam klakson Eleny.
   Wyszłam z domu i zamknęłam na klucz drzwi. Gdy wsiadłam na przednie siedzenie do czerwonego cabrio przyjaciółki przywitałam się z nimi.
    Elena mówiła o tym jak pogodziła się z Harrym...
   Beatrice słuchała...
   Spojrzałam na nią i zaśmiałam się.
-Mówiłam, że się pogodzicie!
Dzisiejszy dzień zapowiadał się tak samo jak poprzednie... nudno.

Od Chrissy

   Leżę w szpitalu. Nie było żadnego pogrzebu, nie wiem czy żyję. Ale chyba... chyba tak, żyłam. Oddychałam, a ja nie mogłam się obudzić i powiedzieć mamie, że nie może płakać, że ja istnieję, żyję. Maszyna obok pikała, Lili przychodziła kontrolując mój stan. Leon zniknął a co z moim synem? Nie wiem czy żyje. Leżałam tu te miesiące, dni, godziny... 
   Gdy do szpitala przyszła Elise z Ethanem... 
   Płakałam pod ścianą jako duch. Byłam w szpitalu ale nikt mnie nie widział ani nie słyszał. Miałam nadzieję, że się obudzę jednak... Nie wiedziałam czy to możliwe. 
   Podbiegłam do Elise i Ethana, waliłam w drzwi choć wiedziałam, że się nie obudzę. Widziałam swoje ciało, krzyczałam na siebie żebym się obudziła. Nikt mi nie był w stanie pomóc, nie wiedziałam czy mogę coś zrobić.
   Lili wzięła mnie na operację, moje serce stanęło. Poszłam za nimi, Lili nachyliła się i szepnęła do mnie.
-To czy się obudzisz zależy wyłącznie od ciebie. 
-Co mam zrobić?!- krzyknęłam. 
   Nagle zrobiło się ciemno, zamknęłam oczy... Nie wiem co działo się później. 
   
   Otworzyłam oczy. Była przy mnie mama... boże, jak się cieszyłam, że ją widzę. Uśmiechnęłam się do niej.
-Mamo... co z Chrisem?- zadrżał mi głos.
   Ale mama milczała.
-Co z nim mamo?!
-Nie żyje...
   Mój świat się zawalił.
   Właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że Naomi zniszczyła mnie... Wiedziała, że nie umrę. Chciałam drzeć się na Lili dlaczego mnie uratowała. Dlaczego to zrobiła.
   Chciałam wrócić do domu. Lili nie pozwalała mi na to ale nadal byłam wampirem, nadal mogłam ją zahipnotyzować by wyjść. Jednak do tego wykorzystałam Damona. Poszedł zauroczony i nakazał Lili by mnie wypisała. Damon nadal zahipnotyzowany zawiózł mnie do domu. Zamknęłam drzwi, zasunęłam rolety w oknach. Położyłam się na łóżku i zamknęłam się w sobie. Byłam najgorszą osobę na świecie, przez moje problemy z Naomi mój syn nie żyje.
   Do nikogo się nie odzywałam, nie odbierałam telefonów od Allie i Elise. Wyłączyłam go i wyrzuciłam gdzieś. Nikt więcej się do mnie nie zbliży. Nigdy.

Od Ethana

- Ethan, Aybige na ciebie czeka! - usłyszałem głos matki przez drzwi.
Bez słowa wyskoczyłem przez okno i skierowałem się do pobliskiego parku. Było już późno. Nie martwiłem się o córkę. Miała dobrą opiekę, a ja nie byłem w stanie teraz się nią zająć.
 Gdy wreszcie tam dotarłem, usiadłem bez słowa na ławce.
Od śmierci Chrissy minęły dwa miesiące.
A ja wciąż reagowałem tak samo.

http://31.media.tumblr.com/tumblr_mdlnaqhb0y1rlna6wo1_500.gif

Byłem świadom że kiedyś odejdzie. Życie bez niej, nie było życiem, jednak miałem świadomość, że istnieje. Że wstaje codziennie rano z tą samą kapryśną miną. Że schodzi na dół zrobić sobie jak zwykle kanapkę z szynką z łososia. Że biegnie na uczelnie jak zwykle zapominając jakieś rzeczy, a potem się wraca. Że potem jedzie po Chrisa do przedszkola. Wysłuchuje skarg przedszkolanek, ale za bardzo się tym nie przejmuje. Potem wraca do domu. Gotuje synowi i zabiera się do nauki. Kładzie się zawsze spać, patrząc w sufit i marząc o rzeczach, które wie, że nigdy się nie spełnią.
 Byłem jej w życiu, jednocześnie nie będąc. Nauczyłem się kontrolować myśli innych członków rodziny, aby wychwytać informacje z życia Chrissy. Sam często, nie mogąc się powstrzymać, zaglądałem do niej gdy spała. Gdy przyszedł dzień starałem się o tym nie myśleć. Najpierw miałem Sophie... A potem Aybige. Musiałem jakoś żyć z ciągłą świadomością, że już nigdy nie przytulę Chrissy. Że nigdy jej nie pocałuję.
 Tyle razy wybierałem się do niej do domu, aby błagać ją o wybaczenie i drugą szanse. Tyle razy próbowałem...
Ale zawsze w ostatniej chwili tchórzyłem.
Była moim aniołem stróżem. Choć nigdy nie była przy mnie ciałem... Zawsze czułem ją duszą.  Udaremniła moje samobójstwo. Ten okres kiedy byliśmy parą... Zmienił mnie na lepsze. Wtedy poczułem że żyję.
A teraz? Przy życiu trzymała mnie tylko córka.
 Nie chciałem się nad sobą użalać. Siedzieć w dole nie wiadomo ile.
Ale czasem były takie momenty, że już nie wytrzymywałem.
 Teraz siedząc na tej brudnej ławce, uświadomiłem się, że miałem tyle okazji by ją odzyskać. By przywrócić stan rzeczy...Przecież mogłem zaopiekować się Chrisem, a ona Aybige.
Ale ja, zawsze uważałem, że "lepiej będzie jej beze mnie".
Mogłem choć raz w życiu zostać egoistą i pomyśleć jak mi jest bez niej.
Nie wiem ile siedziałem na tej ławce. Znalazła mnie Elise. Bez słowa wzięła mnie za rękę i pociągnęła w stronę domu.
  W środku powitała mnie córka. Wskoczyła mi na ramiona i mocno mnie przytuliła.
- Tati gdzie byleś! - wysepleniła.
- Miałem parę spraw do załatwienia kochanie - odparłem nienaturalnym tonem.
Gdzieś w tle przemknął Nathan. Był w podobnym stanie co ja, jak nie gorszym. Zawsze wszystko bardziej przeżywał... Starał się nie mówić o tym na głos, ale słyszałem w jego myślach, że obwinia Chrissy o to co się stało Kat. Nie odzywałem się w tej sprawie. Jeszcze gdy Katherine żyła, nie tolerował Chrissy. Nie mnie było oceniać, czy miał rację. Żal mi go było tak samo jak i Alana...
  Ten, teraz bawił się z Ayibige, niczego nie świadomy. Był inteligentny i wiedział, że coś się dzieje. Ale Nathan postanowił nie mówić mu o tym na razie, że jego mama zmarła.  Mały często pytał ojca i nas, gdzie jest Katherine. Zawsze odpowiadaliśmy to samo.
"Mama wyjechała".
Czułem jak coś spływa mi do gardła. Zirytowałem się na samego siebie. "Będziesz beczeć jak baba? Znowu?" - spytałem się sam w myślach. Otrząsnąłem się i zacząłem bawić się z dziećmi.
Było naprawdę ciężko. Czułem, że długo tak nie pociągnę.
































środa, 1 kwietnia 2015

Od Jo

   Wstałam wcześnie i zeszłam na dół. Znalazłam paczkę papierosów, zła podejrzewałam moją siostrę o to. Gdy zeszła do salonu czekałam, aż przyjdzie do kuchni. Gdy podeszła obojętnie do lodówki,wyjęła jogurt i usiadła przy stole, ja postanowiłam zacząć rozmowę.
-Ty nie palisz, prawda? - spytałam powoli.
-Palę. Zapomniałam wyrzucić opakowania.- machnęła ręką dalej jedząc jogurt. - Dobrze, że rodzice tego nie znaleźli. No i testu ciążowego.
-Słucham?!- wydusiłam z siebie tylko to co udało mi się wypowiedzieć. Byłam zaszokowana.
-To co słyszysz.
-Jak to w ciąży?!
-No jeju, żartowałam, pryma aprilis. - zaśmiała się i wywaliła
-Wariatka. - krzyknęłam za nią i wyrzuciłam opakowanie.
   Do pracy miałam pięć minut drogi, więc zaczynałam się szykować. Bea miała po mnie podjechać więc czekałam na nią. Gdy była pojechałyśmy do kawiarni. Stałam za barem, a moja przyjaciółka była kelnerką. Gdy ludzi już nie przybywało podeszła do mnie z szerokim uśmiechem.
-Idziesz na imprezę do Eleny prawda?
-Idę. - uśmiechnęłam się.
   Podszedł jakiś młody facet i poprosił o setkę. Obojętnie nalałam mu do kieliszka ale po drugim zaczął prosić o wszystkie po kolei. Zaskoczona odmówiłam.
-Oszalał pan?
-Co pani do tego?
-To, że nie powinien pan tak dużo pić. - westchnęłam zaskoczona.
-Jak się pan nazywa?  - spytała Elena.
-Filippe.
-No to francuziku drogi do widzenia. - zaśmiała się Elena i wywaliła gościa.
-Oszalałaś? Wywali nas z roboty jak nic... - mruknęłam niezadowolona.
-Jesteś zbyt miła i ułożona. Musisz czasem nagiąć zasady.
-Nie podoba mi się takie zachowanie El.
   Wieczorem poszłam na tą imprezę u Eleny. Była tam większość osób których nie znałam. Wzięłam butelkę whisky i patrzyłam na ludzi w okół mnie.

Od Katherine

Byłam w domu kiedy przyjechała Allie. Kiedy tylko ja zobaczyłam wiedziałam ze coś sie stało.
-Co sie stało?-zapytałam zaniepokojona.
-Chrissy i Chris...
-Co oni?
-Mieli wypadek.. oni..
-Co?!
-Oni..
Powoli docierało to do mnie.
-Nie... oni żyją prawda?!
Allie ze łzami w oczach pokręciła głową.
Poczułam nagły ból w sercu... Osunęłam sie na kolana.

***

Lekarze długo walczyli o moje życie. Jednak ból po stracie przyjaciółki był tak silny że moje serce tego nie wytrzymało. Umarłam. Umarłam po raz kolejny jednak tym razem na zawsze. Nie ma odwrotu.
Na ziemi zostawiłam narzeczonego i dzieci. Oby wiodło im sie dobrze.


**************Oczami Valentiny*******************

Stałam w poczekalni i nasłuchiwałam. Kiedy usłyszałam pisk maszyn.. zamarłam. Po paru minutach przyszedł lekarz.
-Przykro mi. Serce Katherine nie wytrzymało.
-Co?!-krzyknęłam.
-Przykro mi.
Spojrzałam na Nathana. Przemieściłam sie z prędkością wampira i zabiłam lekarza.
-Nie zrobiłeś wszystkiego co w swojej mocy by uratować moją matkę wiec ty też nie będziesz żył!
-Valentina!-usłyszałam słaby głos Nathana.
Spojrzałam sie na niego lecz było już za późno. Nie było we mnie nawet odrobiny z człowieka. Wyłączyłam swoje człowieczeństwo bez możliwości odwrotu i zniknęłam zostawiając braciszka i narzeczonego mojej zmarłej matki.

Od Jo

   Dziś piątek, więc jak co rano o ósmej musiałam pomóc mamie. Dla siostry przygotowywałam śniadanie, no i dla taty. Mama podskakiwała po kuchni szczęśliwa, a tata gdy zszedł na dół od razu wziął kanapkę z pomidorem... i zniknął za drzwiami. Usłyszałam tylko dźwięk silnika.
   Siostra zaspana zeszła na dół. Od razu miała problem z kanapkami. Nie lubiła akurat tej szynki, więc była na mnie wściekła. Zignorowałam to i zaczęłam jeść swoje płatki gdy wraz z mamą zasiadłyśmy do stołu.
   Spojrzałam na zegarek. Już ósma czterdzieści. Elena ma po mnie przyjechać, więc czekałam na przyjaciółkę cierpliwie wpatrując się w swój pusty talerz. Po chwili usłyszałam trąbienie pod domem, więc wsadziłam talerz do zmywarki,pożegnałam się z mamą i siostrą a następnie poszłam do samochodu.
-No nareszcie!
-Czekałaś dwie minuty.- uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
-Za długo!- zaśmiała się i pojechała.
   Pod szkołą, na parkingu było mnóstwo ludzi i samochodów. Poznawałam większość, ale nie znałam ich osobiście. Elena wręcz przeciwnie - znali ją w całej szkole - była popularna i lubiana. Jej chłopak, Harry, jest strasznie opiekuńczy. Ostatnio się często kłócą... Elena często przez niego płacze.
   W szkole nie myślałam o nauce, w ten dzień akurat nie to mnie zastanawiało. Wraz z Eleną i Beatrice siedziałyśmy w szkolnej stołówce, rozmawiałyśmy o pracy i innych sprawach. Elena była zmartwiona, znów pokłóciła się z Harrym.
-Nie mam do niego siły.
-Dobrze, że nie mam faceta. - westchnęła Beatrice. - Dziś widzimy się w pracy, Jo?
-Jasne. - błysnęłam zębami popijając sok pomarańczowy.
-Praca to strata czasu. - machnęła ręką Elena.
-Jakieś pieniądze zawsze są...- wzruszyła ramionami Bea. - W kawiarni wiele się nie dzieje, ale są dodatkowe pieniądze.
- Moje życie jest czasem nudne. - westchnęła Elena.

   Gdy wróciłam do domu zajęłam się nauką. Był późny wieczór, skończyłam pracę w kawiarni... została mi tylko nauka. Ale gdy dostałam telefon od Eleny...
-Zerwał ze mną...- płakała w słuchawkę przyjaciółka.
-Ech... Przestań płakać, zaraz tam będę dobrze?
   Rozłączyłam się i wyszłam z domu. Nie miałam prawa jazdy, więc musiałam iść z buta do miejsca gdzie mieszkała moja przyjaciółka. Przeszłam przez dwie ulice i zakręciłam w lewo, no i zobaczyłam znajomy mi biały dom Eleny. Zapukałam do drzwi, a przede mną pojawiła się jej wysoka, szczupła mama.
-Dzień dobry proszę pani. - uśmiechnęłam się do niej.
-Cześć Jocelyne. Proszę, wejdź. Do Eleny, prawda?
-Tak. - kiwnęłam głową i zdjęłam buty.
-To nie muzeum, na litość boską, Jo! - westchnęła mama Eleny.
   Ja tylko się zaśmiałam i poszłam na górę do pokoju Eleny. W prawdzie można było uznać ten dom za muzeum, bo było tu wiele kosztownych pamiątek i dekoracji które miały na pewno swoje lata. A dom wyglądał bajecznie...
   Na górze Elena przywitała mnie mocnym uściskiem. Odsunęła się ode mnie i wytarła policzki mokre od łez. Czekała na to co powiem ale... akurat w sprawach miłosnych byłam niedoświadczona. Co jej powiem? Jakąś tanią,skopiowaną gadkę z idiotycznego filmu o miłości? Chciałabym jej coś powiedzieć by ją pocieszyć... ale co?
-Na pewno do ciebie wróci. - zapewniłam ją. - Co ci powiedział?
-Że ma dość naszych kłótni... i nie chce tego ciągnąć...
-Na pewno pożałuje tego co zrobił.
-Nie wiem... Pierwszy raz tak mnie potraktował...
-Może był pijany albo coś?
-Nie wiem...! Pijani ludzie mówią często co myślą naprawdę...
-Dasz radę, jesteś silna baba. - dałam jej kuksańca z uśmiechem.
   Przytuliła mnie bez słowa.
-Obejrzysz jakiś film ze mną?
-Nie romantyczny.- zaśmiałam się.
-No dobrze... To może dramat?
-Może o obejrzymy pogrzeb mojej babci! - zaproponowałam ze śmiechem. - Komedię.
-Dobra. Chodź, zrobimy popcorn.
-Proponuję babeczki czekoladowe twojej mamy.
-Może Olga zrobi?
-Tak!
   Zeszłyśmy na dół. Olga tu gotowała, chociaż czasem zachowywała się jakby to był jej dom. Tu traktowali ją jakby była z rodziny. Była kochana. Miała pięćdziesiąt pięć lat. Nie należała do chudych osób. Miała cudowne serce.
   Na dole przybiłam z nią piątkę i zrobiłyśmy z nią babeczki.

   Gdy wróciłam do domu oczywiście tata zrobił mi awanturę. Weszłam do domu niczego się nie spodziewając.
-Gdzie to się było młoda damo?- tata stał przy blacie w kuchni.
-U Eleny.
-A patelnią w ten blond pusty łeb chcesz?
   Zaśmiałam się. To był mój kochany tata. Przytuliłam go i westchnęłam głęboko.
-Kocham cię.
   Zostawiłam go zdziwionego na dole i poszłam spać. Jutro sobota... Wyspać to się nie wyśpię... bo praca mnie czeka z samego rana.

Od Chrissy

   Allie stroiła się na ślub,była podekscytowana. Zawsze chciała wyjść za tego jedynego... To było jedno z jej marzeń. Teraz dokonała tego, co chciała. Tak, to był właśnie ten dzień. Ślub Allie i Dantego. Byłam oczywiście zaproszona, byłam jej druhną. Elise kazała mi się odstawić, wolałam jej posłuchać. ''Perfekcyjna Elise'' właśnie pomagała Allie z fryzurą.
   Moja przyjaciółka miała nadzieję, że nigdzie nie zniknę ze ślubu, ja też miałam nadzieję, że nic mnie nie odciągnie od tej chwili. To dla niej ważna chwila w życiu, chciałabym przy tym być, chociażby dla niej. Christoph rozrabiał, podlizywał się Allie i robił słodkie oczka kiedy coś chciał zepsuć.
-Jak wyglądam?- spytała Allie.
-Seksownie, taki miałam zamysł... To do ciebie pasuje. - mruknęła pod nosem Elise.
   Uśmiechnęłam się tylko. Chociaż jej się życie układa.
   Dostałam telefon, odebrałam i odeszłam na bok.
-Słucham?
-Nie pamiętasz mnie? - zaśmiała się dziewczyna.
   Spoważniałam i się rozłączyłam.
   Zero kontaktu z Naomi.
   To był błąd... to wszystko co zrobiłam. Że odebrałam telefon... Żałowałam tego do końca życia, miałam nadzieję, że trafię do piekła za to co się stało potem...

   Telefony od Naomi były coraz częstsze. Gdy Chris wsiadł do samochodu, a ja podeszłam do miejsca kierowcy zobaczyłam Naomi.
-Wsiadaj tam.
   Milczałam zaszokowana wpatrując się w jej twarz.
-Już. - warknęła. - Bo młodemu stanie się krzywda.
   Wykonałam polecenie, a Naomi ruszyła z piskiem opon spod domu Woodów. Przegryzłam wargę. Allie będzie zła... Pewnie słyszała moje myśli, wiedziała, kto mnie zabrał. Może dopiero potem to do niej dotrze? Oby nic nie słyszała.
-Zniszczyłaś mi życie. - warknęłam wściekła. - Czego chcesz?
-Twojej śmierci. No i tego młodego. Łowcy mnie szukają, myślałaś, że nie zorientuję się, że to twój braciszek ich na mnie nasłał? W całym stanie jestem poszukiwana. Jeśli ja umrę, ty razem ze mną.
   Ruszyła samochodem przed siebie i skręciła nagle. Samochód spadł w urwiska a potem do wody. To już koniec. Zawsze przeze mnie musi ktoś odejść. Teraz doprowadziłam do śmierci syna... i swojej.

Gada teraz: