sobota, 31 stycznia 2015

Od Naomi

Umierać a jednak nie umierać. To strasznie męczące. Kolek nasączony w werbenie tkwił tuż obok mojego serce dotykając go. Żyłam ale nie mogłam się ruszać, nawet oczu otworzyć nie mogłam czy też czegoś powiedzieć. Męczyłam się. Chciałam już zginąć. Do głowy przychodziły mi różna myśli np.: dlaczego moi przyjaciele mnie nie ratują, co z nimi się dzieje, czy spisali mnie już na straty. Wrzała we mnie złość ale i smutek. Chciałam umrzeć ale jednak pragnęłam żyć. Pełno było we mnie w tej chwili sprzeczności. A chciałam po prostu przeżyć swe życie w spokoju. Czy to aż tak wiele? Chciałam przeżyć chociaż te 40 lat bo jak na tamte czasy w których się urodziłam był to wiek spokojnej starości. Doczekać wnuków a może i prawnuków. To było to me marzenie. Jednak miłość, marna nadzieja, naiwność i mały spisek przekreśliły to wszystko. Czy dane mi żyć w nieszczęściu, bólu, smutku i troskach? Ale jak tu nazwać takie życie życiem? Jak żyć skoro jest się przeklętym? Dane mi najwyraźniej życie pełne tego czego nikt by nie chciał a nawet swemu najgorszemu wrogowi bym tego nie życzyła.
Oddech bym łapała z trudem jednak oddychać nie musiałam. Byłam bowiem żywym, nieżywym trupem! Wampir to nie istota żywa ale jednak żywa! Sprzeczności ciągły się za mną od setek lat. Od dawna nikogo nie kochałam a teraz trafił się Mike. Bolało mnie to uczucie którym go darzyłam. Jego przeznaczeniem jest być łowcą, zakochać się w człowieku, mieć duży dom a w nim dzieci i psa. A moim? Moje życie pełne jest bólu. Nie chce go wnosić do życia ukochanego. Nie jestem go warta. Nawet dzieci nie mogłam mieć. Śmierć byłaby najlepsza. A mogę przecież umrzeć. I nie muszę nic czuć. Mogę to wyłączyć. Wyłączyć uczucia. Jest to takie łatwe jak naciśnięcie przycisku. Tak, to jest dobre porównanie. Po prostu wyłączyć to. I tak też uczynię. Wyłączę to a kiedy ( o ile wyciągną mi kołek ) zabije ich a potem sama się jakoś zabije albo nie zabije ich tylko sprawie by oni mnie zabili.
Wyłączyć.
I tak też uczyniłam.
Poczułam jakby.. coś we mnie sie przełączyło. Znikły wszystkie uczucia. Nic nie czułam. Po prostu tak jakby.. nawet tego opisać nie mogłam. Ból który czułam teraz aż do wyłączenia musiał być na prawdę silny skoro przez całe swe życie tego nie uczyniłam a dopiero teraz. 
Miałam teraz tylko jeden cel. Zginąć. 

***

Musiało minąć parę dni.. a może i tygodni? Wreszcie ktoś wyjął mi kołek. Poczułam ulgę w klatce piersiowej. Jednak jeszcze nie mogłam "odżyć". Musiało minąć trochę czasu. Aż wreszcie otworzyłam oczy. Byłam głodna. Zorientowałam się że jestem w klatce a ręce i nogi mam zakute w tytanowych kajdankach które są dodatkowo przykute krótkim łańcuchem do ściany. Serio? Teraz nawet za bardzo sie ruszyć nie mogłam. 
Rozejrzałam się. Zobaczyłam wilkołaka siedzącego naprzeciwko klatki. Zapragnęłam go zabić. 
-Twoje oczy sie zmieniły. Nabrały krwistego koloru. Głodna?-zaśmiał się. 
-Oj pieseczku.. lepiej zamknij pyszczek i idź do budy zanim sie uwolnię i urwę ci tą śliczna główkę. -powiedziałam słodkim głosem.
-Tym razem ci sie nie uda. Flynn jest wściekły na ciebie. Mam się z tobą bawić dopóki nie wróci Flynn i cienie zabije. 
Strzelił mi w głowę. Upadłam i "uparłam".

***

Odzyskałam przytomność jakieś dwie godziny później. Podniosłam się i poczułam ból w czaszce. Musiałam wyciągnąć drewnianą kule. Kiedy to zrobiłam zobaczyłam na nowo tego wilkołaka. Złość wzrastała. 
-Wyciągnęłaś kulę nie ładnie.-odparł.-Jednak mam wiele drewnianych kul i innych zabawek. To bedzie długa noc. 
Strzelił we mnie kolejny raz jednak tym razem w klatkę piersiową. Krzyknęłam. Może uczucia miałam wyłączone jednak ból odczuwałam. 
-Mike nie bedzie zadowolony na wieś o tym że wyłączyłaś człowieczeństwo.-odparł.
-Od kiedy to interesujecie się tak nim i jego szczęściem?
-A to już nie twój interes pijaweczko.-odparł i zaczął strzelać do mnie wodą z werbena z pistoletu na wodę. 
Kiedy werbena dotyka skóry.. czuć to tak jakby kwas dotknął ciała. Szczypało, piekło. Jednak musiałam być silna.. Z wyłączonym człowieczeństwem było jakoś lepiej. Czułam tylko ból fizyczny a nie psychiczny. Dzięki temu tak nie cierpiałam. I to mi pasowało jak na chwilę obecną. 

( troch jak wierszyk ale co tam xD krótkie bo na tel. Dobranoc :* )

Od Chrissy

   Po południu nareszcie przyszedł Mike, z którym nadal próbowałam rozmawiać. Jednak tym razem to on chciał tego spotkania, nie ja. Nawet nie spodziewałam się, że do mnie zadzwoni sam z siebie po ostatnim. Mama siedziała i odpoczywała w sypialni, a brata goni mój pies dla zabawy. Louis wołał pomocy, jednak i tak nikt na to nie reagował.
   Mike oparł się o blat w kuchni. Odwróciłam się siedząc na kanapie do przyjaciela obserwując jego minę. Nie był zadowolony z czegoś i to bardzo. Martwiłam się o niego, co się z tym człowiekiem wyrabia? Chciałabym mu pomóc.
-Po pierwsze - zaczął.- Damon nie jest sam. Ma kogoś, pomocnika, tak to można nazwać. Po drugie, Naomi ma kłopoty. Chciałbym jej pomóc, potrzebuję tej małej dziewczynki żeby uwolnić Naomi. Jest ranna, boli mnie to jak cierpi.
-Masz klucze, uwolnij ją.
-Nie wpuszczają mnie tam.
-Ehm... No... To...-Zawahałam się. Po ostatniej akcji nie wiedziałam, czy dobrze robię wchodząc do ich siedziby.- Może ci pomogę...?
-Nie, nie mogłabyś mi pomóc. Są uważni i na pewno się zorientują.
-To po co ci Annalice?
-Zamiast Naomi wezmą tą małą. Zależy im bardziej nie na Naomi tylko na dziewczynce. A poza tym, uważaj na siebie... Ten facet który współpracuje z Damonem na pewno coś planuje. Albo cię zaatakuje, albo nastraszy.
-Skąd to wiesz?
-Wilkołaki węszą wszędzie.
-Mike, to zły wybór.
-Ale o co ci chodzi, Chris?
-O to, że źle robisz zostając łowcą. Wiesz, że mógłbyś być z Naomi nie obawiając się niczego. Obroniłbyś ją... W razie czego. Skoro twój ojciec był dowódcą, to musiałbyś po jego śmierci także nim zostać. Czemu tak nie jest?
-Bo nie chciałem nim być. Kiedy odmówiłem, zgłosił się Flynn. Dopiero jak zrezygnuje sam albo umrze, ja go zastąpię jeśli będę tego chciał.
-Rozumiem cię, ale chyba jako przywódca ma się jakieś zdolności, prawda?
-Zgadza się, jednak nigdy mnie to nie interesowało.
-Mike,Mike,Mike..-Szepnęłam.-Ale ty jesteś niemądry.
-Odezwała się, ta mądra.
-W przeciwieństwie do ciebie gnojku, to tak.-Uśmiechnęliśmy się do siebie rozluźniając troszkę atmosferę.
   Do domu nagle wbiegł mój brat upaćkany ziemią  i trawą. Dyszał i krzyknął przerażony, bym uspokoiła swojego psa, jednak wcale nie miałam na to ochoty. Z uwagi na młodszego brata zastanowiłam się czy słusznie robię. Jako siostra - owszem - ale jako dorosła osoba i odpowiedzialna - nie.
   Psa zamknęłam w kojcu i pożegnałam się z Mike'em. Louis zszedł na dół wcinając chipsy i usiadł koło mnie. Spojrzałam na niego kątem oka zdziwiona, że mnie zauważył i sam z siebie przyszedł posiedzieć ze mną. Zakład, że przyszedł tu bo czegoś chce.
-Chris, nudzi mi się.
   Wiedziałam.
-Rozbierz się i popilnuj swoich brudnych ubrań. -Wzruszyłam ramionami jedząc ciastko.
-Nie, będzie mi zimno. A chciałabyś?
   Roześmiałam się i rozczochrałam jego miękkie czarne włosy wprowadzając je w nieład.Odepchnął mnie i znudzony odłożył chipsy.
-Nudziiii mi sięęęęęę...
-Czy ty nie masz własnego życia towarzyskiego?
-Mam siedem lat, jak mam mieć życie towarzyskie?
-Jesteś inteligentny jak na swój wiek chłopcem, co za problem mieć kolegów?
-Mam kolegów. Tylko problem jest jeden, nie chce mi się wstać.
-A no to sorry młody, ale nikt cię nie zaniesie na drugą stronę ulicy do kolegi.
-Pójdę, ale nie wyjdziesz z domu?
-Ale Lou, mama jest na górze.
-A no dobrze.
   Wreszcie sobie mały gnidek polazł, więc miałam spokojnie dużo czasu dla siebie. Usłyszałam jak Trumpet szczekał, niestety - nie miałam ani pięciu minut wolnego bo ten kundel zawsze musi drzeć pysk jak mam raz na ruski rok wolne.
-Wpuść go, Chrissy!-Krzyknęła z góry mama.
-Boże,Boże,Boże,Boże...-Powtarzałam i w krótkim rękawku i spodenkach wyszłam na zewnątrz.
   Piździło, jak mogłam się tego spodziewać. Mama by mnie zamordowała widząc mnie tak ubraną. Jednak już dziś zacznę przeprowadzkę do nowego mieszkania. Niestety - biorę tego futrzanego psiaka ze sobą.
   Pies usiadł i nie chciał ruszyć. Nie podniosę takiego bydlaka, więc kucnęłam przy nim i zastanawiałam się jak mogę go wpierniczyć do domu.
-Po co szczekałeś głupku?-Mruknęłam.
   Polizał mnie w rękę.
-Nie zostawię cię tu, ale jest problem, bo marznę...-Siedział dalej jak słup i gapił się na mnie jak debil.-No dobra.
   Wstałam i kiedy weszłam do domu pies zaczął szczekać. Ooo nie.
-Chrissy, mówiłam ci coś!
-Ale on robi to specjalnie!
-Pies robi coś specjalnie? Weź ty się puknij wariatko!
-Ja pierniczę.-Wrzasnęłam i poszłam tym razem się przebrać.
   Kiedy wróciłam do psa ten uciekał przede mną. Nie zamierzałam gonić tego idioty za żadne skarby świata. Po moim trupie.
-Pieprz się.-Machnęłam ręką.
   Skoczyłam do sklepu bez celu szukając czegoś do jedzenia albo palenia, cokolwiek. Jednak niczego nie znalazłam. Naprawdę, nic ciekawego w tych sklepach nie ma?
 
   Wieczorem zaczęłam pakować swoje rzeczy do samochodu taty. Mama miała mnie zawieźć, bo sama o to prosiłam. Ojciec był spoko,ale dziś nie miał najlepszego humoru. Widocznie coś w pracy, bo z mamą nigdy się nie kłócił. Może czasem droczył dla żartów, ale to inna sprawa.
   Było już prawie ciemno, a mama zaczęła się specjalnie ociągać by mnie wkurzyć. Chciałam jak najszybciej być w tym domu. Można powiedzieć, że jest średniej wielkości, ale w środku jest wypasiony - jak zwykle moi rodzice musieli wybrać coś na ich upodobania i ich skalę jakości.
   Mama poszła do domu a ja miałam siedzieć przy samochodzie. Mój głupi pies gapił się na mnie przez ogrodzenie pojękując.
-Zamknij się.-Mruknęłam zła na niego za dzisiaj.
   Spuściłam głowę i zaczęłam bawić się sznurkami od bluzy. Potem zrobiłam dwa supły których już nie umiałam rozwiązać. Nagle ktoś za mną walnął delikatnie w samochód, krzyknęłam i odskoczyłam od  samochodu.
-Boże, nigdy tak nie rób!-Krzyknęłam na uśmiechniętego od ucha do ucha Ethana.
-Nie mogłem się powstrzymać.-Zaśmiał się.-Co to za pudła, wyprowadzasz się?
-Niedaleko. Rodzice kupili mi dom przed urodzinami. Czemu wróciłeś, myślałam,że... Mnie nienawidzisz?
-No a widzisz, wróciłem. Twoje przeprosiny nie były zbytnio przekonujące.
   Przekrzywiłam głowę i zaśmiałam się. Kiedy usłyszałam jak otwierają się drzwi, wiedziałam, że to mama albo ojciec. Oby to pierwsze, albo żeby to był mały gnojek Lou!Nie, to mama która akurat podśpiewała sobie idąc do samochodu z jakimiś rzeczami.
-O nie...
-Twoja mama, tak?-Wychylił się ale go walnęłam lekko w bok.
-Przestań. Moja mama jest w porządku ale nie należy do normalnych ludzi.
-To dobrze, nie?
-No... nie zawsze. Zacznie zadawać pytania albo będzie coś komentować...
-Nie aż tak źle.
   Przewróciłam oczami i spojrzałam na siebie na mamę.
-Mamo, psa przywieziesz mi jutro!-Krzyknęłam do niej.
-Cicho bądź.-Mruknęła z uśmiechem i podeszła do samochodu ignorując w zupełności Ethana.
-Mamo?-Szepnęłam.
-No?
-Czy wszystko dobrze?
-Tak, jak najbardziej.
-To świetnie.-Kiwnęłam głową zdziwiona jej zachowaniem.
-Dobra, te wszystkie pudła mają być w samochodzie.-Powiedziała śpiewnie i podskakując usiadła w środku wyjmując coś.
-No pewnie. Matka wariatka.-Mruknęłam pod nosem a ona odchodząc pokazała mi język.
   Naprawdę, można było się za nią wstydzić.
-Mógłbym ci pomóc z tymi gratami.
-Gratami.-Powtórzyłam mierząc go.
-Mhm. Ale przewieziemy je moim samochodem.
-Ale wszystkie te pudła spakujesz ty.
   Wzruszył ramionami i zgodził się.
   Na szczęście mebli nie musiałam kupować teraz i przewozić. Mama zadbała o to, by dom wyglądał ''luksusowo i czysto''. Matko, czasem ta kobieta przechodziła samą siebie, jednak miała dobry gust.

Od Ethana

 Stałem nad obumarłym kotem i wpatrywałem się w niego ponuro. Byłem już wystarczająco najedzony, jednak jak zawsze w tych momentach brakowało mi.... ludzkiej, świeżej krwi...
 Otarłem usta z czerwonego płynu i westchnąłem. Wiecznie nienasycenie...
- Wracajmy już, Emilie się będzie niepokoić - zmaterializowała się obok mnie Elise i powiedziała to o dziwo na głos. Zerknąłem na nią.
- Masz rację.
Gdy braci nie było w pobliżu polowania były spokojniejsze. Chodziło tylko o pożywienie się, a nie rozrywkę. W sumie nie potrzebowałem krwi, jednak Elise mnie poprosiła o towarzyszenie.
Gdy wracaliśmy do domu niespodziewanie spytała.
- Jak tam z tą Chrissy?
Powoli pokręciłem głową.
- Nie odzywa się do mnie - mruknąłem obserwując ptaki kołujące nad drzewami.
Wyczułem zdziwienie u Elise.
- Nie odzywa? Myślałam że tak jak większość ludzi cię chociaż przeprosi.
Wzruszyłem ramionami i kopnąłem kamień. Oczywiście nie przetoczył się metr, tylko poleciał paręnaście i zniknął za widnokręgiem drzew.
- Czemu ja nie mogę być normalny?! - wybuchnąłem nagle, a Elise spojrzała na mnie z przestrachem - Tylko w kółko jedno i to samo! Krew, krew, krew. Wszystko się wokół tego jednego słówka obraca.
- Ależ Ethan... - zaczęła siostra, lecz przerwałem jej.
- Nie mogę być sobą. Zawsze muszę udawać kogoś innego. Nigdy nie umiem się do końca odprężyć, bo stracę nad sobą kontrolę. Prędzej czy później moja własna dziewczyna skończy życie. Ale nie w wypadku pod kołami samochodu, czy przez jakąś śmiertelną chorobę. Ja ją zabiję...
Przystanęliśmy obaj naprzeciwko siebie. Ze mnie dalej wylewał się potok słów, a Elise wpatrywała się we mnie czujnie.
- Mam już tego dość Elise, nie mam siły dalej tego ciągnąć. Moje życie po prostu nie ma sensu - odwróciłem się i wyrzuciłem ręce w górę. Zrezygnowanym krokiem ruszyłem przez ciebie.
Dogoniła mnie szybko i złapała za rękę.
- Posłuchaj mnie Ethan - przemówiła tym magnetycznym głosem.
Ciężko było mi się jej sprzeciwić. Westchnąłem cicho.
- Myślę, że zależy ci na tej dziewczynie - przemówiła poważnie.
Parsknąłem.
- Mi na niej? Nie, Elise.
A nie? Widzę że cię to boli, że cię olewa. 
Drgnąłem.
- Olewa mnie? Ty to tak widzisz?
- Em no Ethan... Jak komuś na kimś drugim zależy to no... odzywa się do niego nie żeby coś.... Ethan! - krzyknęła za mną jeszcze ludzkim głosem, lecz ja już zniknąłem w zaroślach.

Od Chrissy


   Damon nie był sam, to było oczywiste. Nie było go dawno w szkole, a wilkołaki którzy jeszcze byli moimi przyjaciółmi wiedzieli co i jak no i rzecz jasna z kim Damon planuje kolejny atak na mnie czy na ludzi. Wilkołaki pomagające łowcą to pustaki które nie widzą błędów Flynna. Dziwiłam się, bo to był mój przyjaciel, a nie zabójca który ma gdzieś nawet Allie, albo to chodzi też o nią. Możliwe, że głównie o nią, bo przecież ją kocha. Nie spuszcza z niej oka.
   Ze mną co prawda nie było lepiej, wręcz przeciwnie - pogarszało mi się. Rany nie goiły się, co zdziwiło Mike'a. Powiedział mi, że ugryzienia u ludzi goją się zazwyczaj po trzech dniach a od napadu Aidena minęło sporo czasu. Dowie się czegoś od wilkołaków lub Flynna, chociaż nie chciałam by Mike miał coś z nim wspólnego... Jednak nie wiedziałam jak mogę mu wybić z głowy to, by zaczął myśleć normalnie.
   W szkole nawet nie patrzyłam w stronę Ethana,bałam się nawet na niego zerknąć. Skoro nie chce ze mną rozmawiać to nawet na niego nie spojrzę. Głupio mi było, że po tym wszystkim co dla mnie zrobił ja mu tak powiedziałam, chociaż wcale tak nie uważałam.
-Chrissy, co się dzieje?-Spytała Allie zmartwiona.-Wyglądasz marnie... Jesteś bledsza niż wcześniej.
-Byłam...-Zacięłam się szukając wytłumaczenia.- chora...
   Allie widząc moje ugryzienie na nadgarstku zamilkła rozumiejąc powoli co się stało, jednak przy Riley'u nie zadała pytań. Umilkła wpatrując się gdzieś w dal pijąc zapewne jakieś wino w plastikowej butelce po jakimś soku dla dzieci, a wszyscy myśleli zawsze, że to sok wiśniowy. Miała takie pomysły, lubiła pić, ale nie dużo. Ja od jakiegoś czasu przestałam palić i pić... Nie miałam na to czasu ani ochoty.
   Na lunch weszła dziarskim krokiem Jessica i stanęła nade mną zła. No tak, ona pewnie też się o mnie martwiła. Zero znaku życia od kilku dni... Zaniedbałam ją jak i resztę przyjaciół.
-Gdzieś była cały ten czas?!-Wybuchnęła.
-Em...-Spojrzałam na Allie szukając ratunku, jednak ona też nic nie mogła wymyślić.-Byłam chora, tyle.
-A telefon masz do czego?!-Usiadła koło Riley'a który najwyraźniej martwił się o Mike'a.
   Riley wiedział o łowcach i o całym życiu Mike'a bo przyjaźnili się od kołyski. Byli jak bracia, wszystko robili razem, taka przyjaźń zdarza się raz na milion. Mają po dziewiętnaście lat, czyli osiemnaście przeżyli razem, to niesamowite. Mike i tak teraz myśli, że ma Flynna i tylko jego. To jest dziwne, nie powinno tak być. Zawsze dla Mike'go Flynn był ostatnią osobą z którą zacząłby się zadawać, ale widocznie namieszali mu w głowie dość, by przestał czuć cokolwiek i stał się maszyną bez mózgu i serca jak cała reszta popapranych łowców.
-No dobra... Fajnie, że jesteś. -Westchnęła Jess i zaczęła pić swoją kawę.
-Pogadaj z nim, Riley...-Poprosiłam przyjaciela.
-Co ja mam zrobić? Wiesz, że nawet nie słucha Flynna. To co dopiero mnie?
-Porównujesz się do niego? Jesteś dla niego najlepszym przyjacielem, bratem... Błagam cię, potrzebuje pomocy...
-Dobra, Chris. Pogadam z nim.-Wstał i wyszedł. Byłam sama z dziewczynami.
-Kiedy wracają twoi rodzice?
-Dzisiaj.
-Bo jest mecz?-Uśmiechnęła się Allie.
-Oczywiście. Mama nie przepuściła żadnego meczu.
-Zakład, że wygrają Niemcy.
-Oczywiście, że nie.-Pokręciłam głową.-Od kiedy się interesujesz sportem?
-Od kiedy byłam u ciebie na noc i widziałam ciebie i twoją mamę. Padłam ze śmiechu. Kibicujecie jak nienormalne! Dlatego wspomniałam o zakładzie.

   W domu jeszcze nie było rodziców. Pomyślałam, że pewnie wrócą późno, a ja mam czas na posprzątanie burdelu w domu. Kiedy sms mamy pobudził mnie do działania od razu wszystko zaczynało lśnić czystością. Gdyby był tu jakikolwiek brud mama by mnie zamordowała i nie obejrzałybyśmy meczu razem. Byłabym martwa, zamordowana przez własną matkę.
   Tęskniłam też za swoim futrzanym przyjacielem, który rano zawsze lizał mnie po twarzy, szczekał na mnie i nienawidząc mojego brata co rano obsikiwał mu łóżko pokazując swoją nienawiść. Ten pies był skarbem.
   Trzy godziny później padłam na łóżko wyczerpana od sprzątania. Ja tylko czekam aż będę miała swój dom/mieszkanie w mieście i to będzie mój syf. Tylko jeden minus jest taki, że mama zawsze będzie tam łazić i karcić mnie za syf, który będzie wyglądał tak - jedna puszka po jakimś napoju i gdzie nie gdzie kurz.
   Mama przyjechała akurat na mecz, usiadła koło mnie popijając piwo. Ojciec pewnie w pracy i wróci późno.Ja z mamą mogłyśmy wydzierać się do woli kibicując zawodnikom. Wygrała Brytania, a nie Niemcy. Miałam rację, odwróciłam się do mamy i krzyknęłam.
-JEST! Wygrali!
-Cholera! Jak zwykle.
-Rok temu wygrałaś ty.-Zaśmiałam się i przytuliłam ją.
-Masz.-Dała mi pieniądze a wtedy wszedł ojciec.
-A wy znów robicie beznadziejne zakłady o pieniądze? Kto wygrał?
-Brytania ze mną na czele.-Odparłam uśmiechnięta.
   Tata poczochrał mi włosy i przerzucił przez ramię. Byłam zaskoczona. pierwszy raz od dwóch lat zauważył mnie i potraktował jak swoją córkę. Jak małą córeczkę, którą dawno przestałam być. Postawił mnie na ziemię i zawołał mamę, kiedy ta doszła do wniosku, że nigdy więcej nie założy się ze mną o mecz ani o nic innego.
-Kupiliśmy ci mieszkanie.
-Słucham?-Szepnęłam zaszokowana.-Jak to?!
-Doszliśmy do wniosku, że tak będzie najlepiej. Będziesz sama i zaczniesz dorosłe życie.
-Mam osiemnaście lat, już dawno je zaczęłam!-Uśmiechnęłam się i przytuliłam rodziców.-Dziękuje wam.
   Na dół spełzał mój brat od siedmiu boleści i spytał, co się dzieje. Jak zwykle grał w gta czy inną beznadziejną grę nie wartą ani minuty.
-Co się dzieje?
-Twoja siostra się wyprowadza.-Odparła mama.
-Nareszcie!!! Taaaak! Zaczynam dopiero czuć, że żyję!
-Będę was odwiedzać smarku.
-To będę udawał martwego oposa.
-Pasujesz do niego, śmierdzisz i ledwo co się poruszasz.
-Zamknij się.-Odparł i poszedł na górę.

   Rano przyjechała po mnie Allie. Stanęłam koło jej furgonetki witając się z nią, a ona zadała mi pytanie, którego się nie spodziewałam.
-Ostatnio byłaś w szkole z Ethanem... To u niego byłaś?
-Nie, skąd.
-A czemu teraz nawet się z nim nie przywitasz?
-Allie, ktoś taki jak ja nie ma szans na to, by zadawał się z kimś takim jak on.-Odparłam.
-Na pewno na odwrót.
-Nie. To ja źle robię mówiąc to co mi ślina na język przyniesie pod wpływem przerażenia i ciągłego uciekania przed prawdą i innymi rzeczami.
-Co masz na myśli?
Wsiadłam do jej auta i zapięłam pas.Spojrzałam na nią i zaczęłam jej opowiadać o tym, co się dzieje w moim życiu.
-Jak to wampir chce cię zabić?! Mówiłaś to łowcom?
-Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego, Allie. Ty nic nie wiesz o tym co ci mówiłam i nikt ma o tym nie wiedzieć. To ma być między nami.
-Dobrze, ale...
-Jedźmy już.-Przerwałam jej wyłączając się ze świata myśląc tylko o tych rzeczach, z którymi nie wiedziałam już jak sobie poradzić...


piątek, 30 stycznia 2015

Od Naomi



Krew tej dziewczyny uleczała mnie powoli. Będę jej za to wdzięczna do końca życia. Odzyskiwałam powoli pełną przytomność. Klatka zrobiła sie jeszcze mniejsza. A przynajmniej wydawało mi sie tak. Kiedy ta dziewczyna wybiegła z tą dziewczynką do pomieszczenia wszedł Mike. Wiedziałam ze nie jest mu na rękę oglądanie mnie.
-Zamierzałaś mi powiedzieć o tym kim jesteś?-zapytał.-W ogóle co ty sobie myślałaś?!
Spojrzałam się na niego.
-Na początku nawet nie wiedziałam ze zabrnie to tak daleko jednak zakochałam się. Byłeś dla mnie taki dobry. Kiedy zabrnęło to dalej.. bałam się. Nie mogłam ci normalnie patrzeć w oczy. Chciałam ci powiedzieć.. jednak kiedy zobaczyłam cie w lesie.. z łowcami.. wiedziałam ze tego nie zaakceptujesz. Ten wypad do kina miał być pożegnaniem. Miałam zamiar odejść.
Usiadł na krześle.
-Ile masz lat?
-Zostałam przemieniona w wieku 13 lat a urodziłam sie w 1233 roku. Wampirem jestem od 769 lat.
Był zdziwiony.
-Kto cie przemienił? Jak to sie stało?
-To trudne dla mnie...
-A dla mnie nie?
-Przemienił mnie mój niedoszły mąż którego wybrał mi ojciec. Był jednym z pierwszych.
-Jak do tego doszło?
-Może opowiem ci moja historię? Tak będzie łatwiej.
-Dobrze.
-Urodziłam się w 1233 roku. Miałam 5 starszych braci, 2 starsze siostry i jedna siostrę bliźniaczkę. W tamtych czasach w wieku 12 lat dziewczynki były już mężatkami i często miały bądź oczekiwały dziecka. Mój tato znalazł mi męża. Wszystko wspaniale tylko byłam wtedy już zakochana. Moim kochankiem był pewien rycerz który miał rodzinę. Kochałam go dlatego moja siostra Mea poświeciła się i podała sie za mnie w dniu ślubu. Mój niedoszły małżonek zorientował się i zabił ją a mnie uczynił wampirem. Rzucił na mnie i Mea'e klątwę. Mea co 100 lat odradza się na nowo i na moich oczach ginie. Niedługo bedzie kolejny taki raz. Kiedy sie odradza nie pamięta swoich poprzednich żyć ani mnie. Nie da sie tego zatrzymać. Próbowałam nie raz. Jak obudziłam sie jako wampir... leżałam pod ołtarzem. Nie wiedziałam co sie stało. Obok mnie leżało ciało Mea'y. Płakałam. Pobiegłam do domu a tam zastałam wszędzie krew i ciała moich bliskich, rodziców, rodzeństwa i ich rodzin. Byłam rozbita. Uciekłam. Przez lata byłam sama, uczyłam sie wszystkiego sama. Nie miałam nikogo kto by mi pomógł. Powiedział co i jak. Dopiero kiedy w 1515 roku.. zamieszkałam w pewnym miasteczku. Pewnej pełni wilkołaki zamordowały cała rodzinę. Uratowałam jednego chłopaka. Jest nim mój przyjaciel jak i przybrany brat Samuel. W 1594 roku także przemieniłam Katherine. Ona także była prawie martwa kiedy ja znalazłam. Od tamtego czasu nie byłam już sama. Nigdy więcej nie pokochałam żadnego mężczyzny. Aż do teraz.
Mike milczał. Nagle do pomieszczenia weszli łowcy. Kiedy Flynn zobaczył że nie ma dziewczynki wściekł się.
-Gdzie ona jest? Co tu sie stało?
Mike mu na ściemniał trochę a ten wpadł w jeszcze większą złość. Czułam że miał ochotę zrobić coś Miki'emu.
-Zostaw go!!!-krzyknęłam.
Flynn spojrzał sie na mnie.
-Co powiedziałaś?
-Zostaw go.-odparłam.
-A ty co nagle odzyskałaś tak siły?
-To ja wpłynęłam na niego by to zrobił. Dał mi również swoja krew. A teraz jak tylko sie wydostane rozszarpię cię.
Flynn wziął broń i wycelował ze mnie. Strzelił mi w brzuch dwa razy. Zaczęłam szarpać za kraty ściskając zęby z bólu. W końcu puściły ale ja byłam już słabsza. W moim ciele było piec pocisków z drewna. Dźwignęłam sie i zaatakowałam przywódce łowców. Złapałam go i już miałam go ugryźć kiedy nagle poczułam ból. Spojrzałam sie na niego zdezorientowana i puściłam go. Zatoczyłam sie do tyłu zdziwiona. Spojrzałam w dół i zobaczyłam drewniany kołek wbity w mój brzuch. Kołek był nasączony dodatkowo werbeną. Łowcy sadyści.
-I co teraz zrobisz pijawko?-powiedział Flynn.
-Nie!!!-krzyknął Mike i podbiegł do mnie kiedy upadłam.
Złapał mnie i nie pozwolił mi upaść jednak łowcy go odciągnęli ode mnie. Kołek nie przebił mojego serca jednak go drasnął i znajdował sie tuż obok. Jednak bolało tak jakby tkwił prosto w sercu. Zaczęłam kaszleć i osunęłam sie na ziemię. Po chwili zobaczyłam tylko ciemność a przed tym widziałam jak Mike coś krzyczał a łowcy wyciągali go na zewnątrz....

Od Chrissy

   Nie było mnie w szkole dwa dni. Czułam się coraz gorzej, nie miałam pojęcia co się ze mną dzieje. Powinnam to komuś mówić? Nawet nad tym się nie zastanawiałam. Nie miałam ochoty być w szkole, siedzieć tam i zbierać informacje które i tak już wiem, bo wyprzedzam materiał o kilka rozdziałów. Rodzice zatrzymali się u znajomych, na dodatek mój brat Louis się rozchorował i nie ma siły – podobnie jak jego siostra – jeździć/chodzić i nawet oddychać.
Co jakiś czas pokasłiwałam tak głośno, że pewnie było słychać pod drzwiami w domu. Siedziałam na górze zastanawiając się, kiedy Allie,Jessica i Riley przestaną się na mnie boczyć o to, że nie poinformowałam ich gdzie jestem i co się ze mną działo w ostatnich dniach. Jednak uważam, że to im nie jest potrzebne. Wróciłam, chyba dobrze, że nie w jednym kawałku a nie poćwiartowana. Na dodatek miałam wyrzuty sumienia po tamtej sytuacji z Ethanem. Nie wiem jak mogłabym go jeszcze przeprosić, bo naprawdę tego żałuję. Może tak wybuchnęłam, bo za dużo się ostatnio działo? Pewnie tak jest. Damon,Dante i ta dziwna dziewczynka Annalice z jakimś niewidzialnym towarzyszem o imieniu Aiden... To naprawdę za dużo. Na dodatek cała ta trójka to wampiry...
Właśnie, co z małą dziewczynką? Obawiam się, że kiedy zemdlałam mała została zabrana przez łowców, a ta myśl była nie do zniesienia. To nie ona mnie skrzywdziła, tylko Aiden. Na pewno ją skrzywdzą, o ile już tego nie zrobili dwa dni temu. Nawet o nią nie zapytałam...
Mimo braku jakichkolwiek sił wstałam i ubrałam się. Wyszłam kierując się do domu Mike'a, to mój cel. Przyjaciel na pewno powie mi gdzie jest Annalice, a kiedy dopisze mi szczęście mogłabym jej pomóc uciec. Mike może jest łowcą ale nie musi wykonywać tej roboty do której zmusza go Flynn czy ktokolwiek z ich głupiej grupy.
Mike był w domu, na razie szczęście mnie nie opuszczało. Przyjaciel wpuścił mnie do środka najwyraźniej bojąc się o mój stan zdrowia. Nie wyglądałam najlepiej a rana od ugryzienia Damona nadal widniała na mojej szyji – to jeden z głównych powodów ''kurowania'' się w domu – a wstępną wymówką nie pójścia do szkoły jest ''mam zapalenie płuc'', chociaż i tak kaszlę jakbym naprawdę je miała.Kaszel jest spowodowany małym przeziębieniem, bo jak wiadomo mieszkam w najbardziej pochmurnym mieście w stanie – Forks. To miejsce jest tak ponure, rzadko wita tu słońce i choć troche grzeje, ale takie dni co prawda każdy świętuje całodniowym wylegiwaniem się ze znajomymi czy coś.
-Mike... Co się stało z Annalice?-Zapytałam po dłuższym zastanowieniu się nad tym, czy dobrze robię przychodząc tu i zadając pytania o to, gdzie mają swoją ''siedzibę'', czy jak inaczej ja mam to nazwać.
-Zabraliśmy ją.-Odparł.-Jest poszukiwana przez wampiry w każdym stanie, przez łowców i wilkołaki.
-Co takiego zrobiła mała siedmioletnia dziewczynka?
-Ona ma siedemdziesiąt lat, Chrissy. Każdego oszukuje, kłamie i mąci w głowie. Aiden to tylko jej część, czyli razem stanowią samo zło nic więcej. Nie może chodzić po świecie jak zwykły człowiek.
-Ale dlaczego chcecie pozabijać wszystkie wampiry?-Westchnęłam zdziwiona jego informacjami.
-Bo to nasz obowiązek.
-Znowu ta sama śpiewka! Mike! Dlaczego chcecie pozabijać wampiry? Nie wiecie czy są dobre czy złe... Może akurat niektóre czują więcej od nas. Obiecałeś mi... Obiecałeś mi, że z tym skończysz.
-Wiem... Wiem, że nienawidzisz nie dotrzymywania obietnic ale... Flynn mi kazał. Nie popuści.
-Zaraz ja mu popuszczę w zęby.-Szepnęłam jednak Mike usłyszał to, bo lekko się uśmiechnął.-Mike, ja nie chcę by mój przyjaciel niszczył sobie tym życie, rozumiesz? Pokażesz mi Annalice? No i Naomi?
-Po co chcesz widzieć akurat Naomi?-Podniósł ton i wyprostował się.
-Bo chcę zobaczyć jaki z niej potwór.
-Jest głodzona. Kiedy wejdziesz do pomieszczenia chyba rozwali kraty żeby cię dorwać.
-Mike... Jeśli pozwalasz na to by tak traktowano kogoś kogo kochasz, to jesteś naprawdę potworem bez serca i krzty rozumu.

Byliśmy w ich siedzibie sami. Była to piwnica, z dwoma piętrami, tak jakby.
  Po co chcesz widzieć akurat Naomi?-Podniósł ton i wyprostował się.
-Bo chcę zobaczyć jaki z niej potwór.
-Jest głodzona. Kiedy wejdziesz do pomieszczenia chyba rozwali kraty żeby cię dorwać.
-Mike... Jeśli pozwalasz na to by tak traktowano kogoś kogo kochasz, to jesteś naprawdę potworem bez serca i krzty rozumu.

Byliśmy w ich siedzibie sami. Była to piwnica, z dwoma piętrami, tak jakby. Na dole były klatki, jedne były puste i brudne od krwi, a inne puste i w miarę czyste. Na ścianach wisiały pistolety a na stoliku pod nimi naboje drewniane,metalowe i inne. Mike wskazał palcem gdzie była Naomi i Annalice. Tam więc poszłam. Widocznie Mike nie chciał tam wchodzić.
Otworzyłam drzwi i weszłam. Jakiś chłopak, prawdopodobnie wilkołak – sądząc po indiańskiej urodzie i kolorze skóry – wymierzył we mnie pistolet. Zlękłam się i chciałam zawołać Mike'a by powiedział temu wilkołakowi że jestem człowiekiem i jestem tu na legalu! Jednak nie miałam możliwości się ruszyć.
-Kim jesteś?
-Przyjaciółką Mike'a. Chrissy, pewnie Flynn o mnie mówił...
Opuścił broń i Mike krzyknął zza drzwi, żeby zostawił mnie samą z więźniami. Kiedy wyszedł, poszłam w strone klatek i odosobnionego pustego pomieszczenia. Annalice była związana, jej ręce i nogi... Naomi ciężko dyszała z braku krwi, widziałam jak cierpi. Była postrzelona w kilku miejscach, aż mnie zabolał ten widok. Podeszłam do niej powoli, nie miałam pojęcia, czy zrobię dobrze, jeśli się obudzi...
No i stało się. Mój zapach pewnie przywrócił ją do życia. Naomi miała czarne oczy, jakbym patrzyła w ciemną otchłań. Była głodna, na pewno.
-Kim jesteś?!-Warknęła chrapliwie.
-Em... Chrissy... Przyjaciółka Mike'a. Wiem, że nie chcesz pewnie o nim słyszeć... Ale przyszłam tu by uwolnić tą dziewczynkę, a ty wiesz gdzie jest tylne wyjście. A tobie mogę pomóc.
-Jak chcesz to zrobić, hę?
-Dam ci wypić moją krew.
-Proszę?
-Wypijesz moją krew.-Powtórzyłam.-Odzyskasz siły, skoro pachnę inaczej niż inni to pewnie coś jest z moją krwią dziwnego...
-Twoja krew leczy i regeneruje siły, Chrisyy.-Odezwała się Annalice.
-Skąd wiesz?
-Po to do ciebie przyszłam... wtedy do twojego domu.
Przegryzłam wargę i kazałam dziewczynie napić się z mojego nadgarstka. Zrobiła to, co jak się dowiedziałam ostatnio, przeraźliwie bolało i bardziej niż u przeciętnego człowieka. Naomi opanowała się bez problemu, kiedy poprosiłam, by przestała. Wyglądała lepiej, rany na rękach i nogach, na brzuchu zaczęły się goić, jak zauważyłam. Krew na ubraniu została, jednak wampirzyca podziękowała mi za uratowanie jej.
-Nie umieraj, Mike jest zagubiony.-Szepnęłam do niej.-Gdybym mogła ci jakoś pomóc...
-Nie pomagaj. Dam sobie radę sama. Ale naprawdę,dziękuję za uratowanie tyłka.Tylko czemu mi pomogłaś?
-Bo chyba nie zasłużyłaś na takie traktowanie ze strony łowców, bo nic takiego nie zrobiłaś. Ludzie giną na co dzień, a oni tego nie zmienią.-Wzruszyłam ramionami.-Powiesz mi, gdzie jest tylne wyjście stąd?
-Łowcy cię zabiją za zabranie Annalice. Wierz im, ona jest niebezpieczna. Zabije każdego...
-Jest taka przez Aidena. Nie pomogę jej ale muszę ją stąd wyciągnąć.
Naomi powiedziała mi, gdzie są klucze zapasowe i wyjście tylne. Udało mi się wyjść bez problemu a Annalice była zaskoczona, że pomogłam jej i tej dziewczynie. Rana na nadgarstku od kolejnego ugryzienia nie mogła się zagoić jak na razie. Wyssanie kolejnych kropli krwi mnie osłabiło bardziej niż wcześniej, ale nawet nie zwracałam na to uwagi, dziewczynka jest cała i zdrowa.
-Musisz stąd wyjechać.
-Ale mama mi nie pozwoli.
-Masz Aidena, czego się bać?Namów ją.
Odeszłam zostawiając dziewczynkę samą z dala od łowców. Dostałam milion telefonów od Mike'a ale bałam się odebrać. Nie wiedziałam, co mnie czeka po całej akcji a nie miałam siły na dyskusję na ten temat, dobrze zrobiłam,to się liczyło.
Sms od Mike'a jednak był inny niż się spodziewałam.

Powiem reszcie, że Annalice wypuściłem ja, bo prosiła. Wypuściłem cię tylnym wyjściem, jasne? Tylko następnym razem bez takich akcji Chrissy...

Byłam zaskoczona. Mike mnie zadziwiał, dobrze, że to zrobił. Mam u niego dług wdzięczności. Musze wrócić do domu i zamknąć się na cztery spusty. Damon w każdej chwili może wrócić chociaż nie było go ostatnio... Wszystko zaczynało robić się dziwniejsze. 

czwartek, 29 stycznia 2015

Od Naomi

Byłam cały czas na pół przytomna. Trzymali mnie już 3 dni. Czułam głód i byłam bardzo słaba. Strzelili do mnie chyba z dwadzieścia razy. A przynajmniej tyle pocisków jak na razie udało mi sie wyjść. Rany goiły sie ale zaraz powstawały nowe. Mimo wszystko najbardziej bolało to ze nie wiedziałam co sie dzieje z moimi przyjaciółmi oraz to że Mike mnie znienawidził.
-Nie martw się. Twoje cierpienie w końcu sie skończy.-powiedział ze śmiechem wilkołak który mnie pilnował.
-Zabij mnie.-powiedziałam.
-Co?-zdziwił się.
-Zabij mnie. Proszę. Błagam. Zabij mnie. Wiem ze tego chcesz.-mówiłam słabym głosem.
-I co? Ja podejdę i będę chciał cie zabić a ty zaatakujesz mnie? Nie ma mowy.
-Proszę, wiem ze nie ufasz wampirom ale daję ci słowo że nic takiego nie zrobię .Chcę umrzeć.
-Mam wytyczne od Flynna i tego sie trzymam.
Westchnęłam rozczarowana. A miałam nadzieje że moje cierpienia zakończą sie szybciej.
-A poza tym.. Mike to zrobi. Nie odbiorę mu tej przyjemności.
Zamknęłam oczy. Czy może być coś gorszego widzą twarz twojego zabójcy a ta twarz należy do twojego ukochanego? Nie wydaje mi się.
Wszystko było jak przez mglę. Słyszałam jak serce biję temu wilkołakowi. Bum, bum, bum, bum, bum.. rytmiczne uderzenia trafiały do moich uszu. Kły wysuwały sie boleśnie. Kiedy wampir jest na głodzie i jest bardzo osłabiony.. kły są wysunięte.. nie chcą sie schować. A to boli tak jak by wyrywano zęby bez znieczulenia i grzebano w poranionych dziąsłach.
-Głodna?-zapytał wilkołak.
Zaśmiałam się i odwróciłam wzrok. Przełknęłam ślinę której już prawie nie miałam.
Wilkołak podszedł do mnie i pistoletem z drewnianymi nabojami zaczął stukać w kraty.
-Przestań.-powiedziałam.
Czułam jak głowa mi pulsuje i jakby zaraz miała mi eksplodować.
-Przestań.-powiedziałam głośniej a on zaczął sie śmiać.
-Wiesz.. nieźle poraniłaś moją siostrę. Wylądowała w szpitalu. Ma połamane 3 żebra i nogę.
Nie zrozumiałam na początku. Jednak po chwili do mnie dotarło.
-Ja tylko broniłam swoich.
-Wtargnęliście na nasze terytorium.
-A wy dorwaliście mnie pod kinem, nie na waszym terytorium. Weszliście do mojego domu bez prawnie i szukaliście mojej rodziny by ja zgładzić.-powiedziałam.-Szkoda że jej nie zabiłam.-dodałam z uśmiechem
Ten zacisnął zęby i wycelował mi w głowę.
-Wycofaj to.
-Nie.-odparłam przybliżając głowę do krat gdzie była wycelowana we mnie broń.
-Strzałem w głowę nie zabijesz mnie skutecznie. Kołek w serce załatwi wszystko.
-A kto powiedział ze chcę cie zabić od razu? Może chcę cię zabijać wiele razy?
Nagle weszli łowcy a w tym Mike. Spojrzał przelotnie w moja stronę jakby był ciekawy czy jeszcze tam jestem, czy to nie sen. Zgromadzili sie po drugiej stronie.
-Rick zostaw ją.-powiedział obojętnie Flynn.
Wilkołak spojrzał się na mnie i wyszeptał.
-Do następnego.
Podszedł do nich.
-Jakieś nowiny?
-Damon poluje. Trzeba go zgładzić jak najszybciej.
-Mike..-powiedziałam szeptem.
Nie usłyszał albo po prostu to olał. Nie mogłam za bardzo głośniej powiedzieć. Miałam całe gardło wyschnięte.
-Mike.-powiedziałam głośniej.
Zobaczyłam ze jego ciało drgnęło. Usłyszał.
-Może ktoś ją uciszyć?-powiedział wściekły Flynn.
Wilkołak podszedł do mnie i strzelił mi w brzuch. Krzyknęłam co wyszło bardziej jak skrzek żaby przez co że mam zaschnięte gardło.
-Chodziło mi skutecznie, nie mam ochoty słyszeć jej jęków.
Wilkołak uśmiechnął się i wstrzyknął mi werbenę. Na mojej twarzy był widoczny ból jednak ja nie krzyczałam, jęczałam ani nic.. po chwili poczułam spokój.. i zasnęłam widząc zmartwioną, pełną bólu, smutku, złości oraz zdezorientowania.. bezsilności.. twarz Mike'go wpatrzoną we mnie...

Od Chrissy

Byłam zdenerwowana tym wszystkim. Tyle wiadomości mnie zaszokowało. Mała dziewczynka jest jakimś niebezpiecznym wampirem który zabija swoją matkę i nagle jest w nowej rodzinie, ma na imię Annalice i ma niewidzialne stworzenie o imieniu Aiden który prawie mnie przejechał, jakimś cudem uruchomił samochód pozbawiony kierowcy... To było chore i nie logiczne. Musiałam się uspokoić. Rodziców nie będzie, więc muszę pozbyć się Damona i tej młodej dziewczynki. A raczej jej jakoś pomóc a potem dopiero zająć się wampiryzmem.
Głupio mi było potem za swoje zachowanie, pierwszy raz byłam aż tak nie miła dla kogoś, kto w sumie dla mnie zrobił tyle ile mógł. Próbował mnie chronić przed wampirem... Co się ze mną działo? Byłam inna, dziwna, poddenerwowana i jeszcze odepchnęłam Allie,Jessicę,Rileya a Mike w ogóle zmienił się jeszcze bardziej. Odstawał od nas bardziej niż kiedykolwiek...
Chciałam przeprosić Ethana, jednak nie pójdę do niego teraz. Po 1. mieszka za daleko, po 2. nawet nie wiem jak tam dojść ani dojechać... Nawet nie miałabym transportu. Położyłam się na kanapie i schowałam głowę w poduszkę. Westchnęłam głęboko i po dziesięciu minutach wstałam zbierając się do kupy. Jutro szkoła, więc trzeba się poucz... A w dupie ze szkołą! Raz mogę sobie odpuścić...
Usłyszałam pukanie do drzwi. Pobiegłam w ich stronę mając nadzieję, że to Ethan któremu zdecydowanie należą się przeprosiny. Boże... było mi tak głupio...
Jednak w drzwiach stanęła ta dziewczynka. Annalice podniosła głowę i weszła bez pytania do domu. Zajęła miejsce w kuchni gdzie miałam zamiar robić coś do jedzenia. Miała czerwone oczy jak we śnie i wtedy na ulicy. Była z tym różowym króliczkiem pluszowym – Aidenem.
-Poszedł już.-Odezwała się kiedy zaczęłam wyjmować z lodówki co nieco.
-Kto?-Zdziwiłam się.-Aiden?
-Nie, ten facet który tu był.
-Kto...? Ach... Ethan...A co z nim nie tak?
-Nie widzisz tego, ale ja tak. Wyczuwam ich. Ale jeszcze ktoś tu jest.
-Czekaj, sama mi mówiłaś, że nie możemy się widywać ani...
-Wiem. Ale przyszłam tu bo widziałam Damona. Wie, że tu jestem. Potrzebuję pomocy.
-Nie mogę ci pomóc, Annalice. Jak człowiek może pomóc wampirowi ? Jak mam cie obronić?
-Przemienię cię. Potrzebuję kogoś kto by mnie chronił. Masz dar, ale nie mogę rozszyfrować jaki... Ciekawe. Czuję cię z daleka. Jesteś taka kusząca. Cudownie pachniesz, ale nie mogę cię zabić.
-Dlatego atakuje mnie Damon?
-On to normalne. Jednak każdy wampir w mieście cię wyczuje. Słyszałam, że wilkołaki też.
-Ale jak to...
-O nie... Muszę iść..
-Czekaj!-Odeszłam od blatu i nagle coś odrzuciło mnie na ścianę.
Spojrzałam na dziewczynkę. Annalice siedziała na swoim miejscu i miała zamknięte oczy, z nosa leciała jej krew. Trząsła się dziwnie, a w kuchni noże uniosły się do góry w moją stronę. Runęły na mnie, prosto w moją stronę leciały ostrza, a ja nie mogłam się ruszyć. Nie zdążyłabym wstać, gdyby nie w tym przypadku wejście Damona. Zdziwił się lewitującymi nożami które w tem upadły na ziemię przy mojej twarzy. Jedynie jeden zdążył mnie drasnąć w policzek rozcinając małą część skóry. Niespodziewany gość kucnął przy mnie i spojrzał na Annalice która nadal była w dziwnym transie.
-Annalice...-Szepnął.-Jesteś cudotwórcą, Chrissy. Dzięki tobie ta mała wredna wampirzyca wreszcie jest w moich rękach.
-Zostaw ją... -Próbowałam się podnieść. Jednak na próżno.
-No coś ty... Och... Twoja krew jest cudowna.-Zbliżył się do mnie i wziął na palec z policzka krew.
Odsunęłam się od niego lecz on zatopił zęby w mojej szyji i pił. Nie wiem ile minęło, lecz dopiero po całej akcji zjawił się Mike,Flynn,Simon i Harry. Jednak Damonowi udało się uciec. Moje cierpienie było nie do opisania. Od chwili kiedy zatopił we mnie kły... Czułam ból. Zwijałam się, nie odzywając. Jeden z nich wstrzyknął mi coś, a potem nic już nie widziałam ani nie słyszałam...
   Obudziłam się w pokoju pełnym łowców. Razem z Mike'em rozmawiali o mnie, najwyraźniej. Czułam się dziwnie... Osłabiona i to bardzo. Ledwo co mogłam się podnieść, a Mike stanął koło mnie jakiś nie w sosie, jednak próbował to ukryć.
-Jak się czujesz,mała?
-Źle... Co mi się stało?
-Inaczej odczuwasz wysysanie krwi przez wampira. Bardziej boleśnie. Im więcej tracisz krwi tym bardziej boli.Normalne, że ci słabo.
-Czemu cię nie widziałam? Co się działo?
-Nic...Po prostu miałem małe problemy.
-Mike, co się dzieje. Rządam odpowiedzi.
-Naomi... Jest inna, niż mi się wydawało...
-Jest wampirem... tak?
Kiwnął głową. Bolało go to. Widziałam to, ale nie rozumiałam mojego przyjaciela jak nigdy wcześniej.
-Ale... co za problem? Miałeś odejść, a jeśli nawet, to chyba coś do niej czułeś... Mike, miłość jest ważniejsza niż obowiązek i przeszłość zmarłego ojca.
-Nie mieszaj mu w głowie.-Odezwał się Flynn.
-To wy mu mieszacie!-Próbowałam krzyknąć, jednak na marne. -To co zrobiliście z nim jest straszne! Kocha Naomi, a wy... chcecie go zabić! Nie możecie tak robić.
-Gdybyś kochała wampira będąc łowcą, co być poczuła? Byłaś okłamywana.
-Ale robiła to, by cię nie stracić idioto.-Mruknęłam.-A teraz wyjść.
-Jest poniedziałek, Chrissy. Zawieziemy cię do szkoły sama nie dasz rady dojść.
-Dobrze. Ale potem odczepicie się ode mnie, zgoda?
Wzruszyli ramionami i pojechaliśmy.
Mieli rację. Nie byłam w stanie chodzić, ledwo co udawało mi się to. Dzięki Mike'owi mogłam normalnie w miarę funkcjonować w szkole. Słabo oddychałam, ciężko mi było. Brakowało mi krwi, przez Damona. Nie zjawił się w szkole co bardziej mnie przeraziło. Co się stało z małą Annalice i Aidenem? Żyją w ogóle?
W szkole tylko wypatrywałam Ethana. Dopiero na lunchu udało mi się przy wejściu go dopaść. Jednak on próbował odejść.
-Ethan... Nie mam siły za tobą biec. -Szepnęłam.
-Czego chcesz?
-Przepraszam Cię... Za wczoraj. Nie chciałam tego powiedzieć. Zrobiłeś dla mnie dużo, a szczerze powinnam ci podziękować za to. Nie wiem czemu tak powiedziałam... Nie jesteś taki jak oni. Proszę Cię, nie ignoruj mnie... Przepraszam.
Zacisnął zęby i po chwili odszedł.
-Boże, co ja zrobiłam...-Pomyślałam i oddaliłam się ze spuszczoną głową.













Od Ethana

 Zawahałem się z dłonią przed drzwiami. Intensywny zapach tego domu... i właścicielki pobudził moje zmysły.
 Zacisnąłem zęby... I wreszcie zapukałem.
Usłyszałem gdzieś z góry szuranie po podłodze kapci dziewczyny.
Schodziła.
Otworzyła drzwi.
Zdziwienie.
- Ethan? - wykrztusiła po chwili zdziwienia.
- No ja... - mruknąłem i oparłem się o futrynę.
Ilustrowała mnie przez chwilę wzrokiem. Cisza się przedłużała.
- Może mnie wpuścisz? - spytałem cicho.
Bez słowa odsunęła się i popatrzyła gdzieś w dal.
Poczułem się trochę dziwnie. Chyba nie byłem tu mile widziany...
- Stało się coś? - spytała poprawiając włosy i założyła ręce pod pachami.
Buntownicza postawa.
Leniwie przejechałem wzrokiem po wystroju wnętrza.
Ładny dom.
- Dzięki - ze zdziwieniem zerknąłem na nią. Nie wiedziałem że  wypowiedziałem tą myśl na głos.
Zapadła cisza. Ale krępująca. To była raczej ta z tych przyjemnych cisz.  Chrissy ilustrowała mnie wzrokiem niemo pytając "Kim ty jesteś Ethan i co do cholery robisz w moim życiu?". Nie było w tym wzroku nic wrogiego, raczej zaduma i szczera ciekawość...
- Pomóc ci w czymś czy coś? - spytała zagubiona kładąc sobie dłoń na karku.
- Chciałem się dowiedzieć, co u ciebie.
- To już wiesz. Wszystko dobrze - wzruszyła ramionami.
Chrząknąłem i popatrzyłem się w okno.
- Damon nadal cię prześladuje, tak? - to nie było pytanie, raczej bardziej odpowiedź.
Nie odpowiedziała tylko wygodnie rozsiadła się na kanapie i spytała ironicznie.
- Jak tam Dante?
Przewróciłem oczami i westchnąłem.
- Już ci to tłumaczyłem...
- Taka prawda że Dante i Damon są tacy sami - wyrwało jej się.
Zmrużyłem oczy i syknąłem przez zęby.
- Jak możesz tak mówić...?
- Ten i ten obaj chcieli... a może nawet nadal chcą mnie zabić - wzruszyła ramionami - Nie widzę żadnej różnicy.
- Ale ja widzę - odparłem zły - Dante chciał, ale nie mógł się kontrolować. Natomiast Damon... To po prostu mściwy, wredny krwiopijca.
Prychnęła.
- A Dante niby nie? Widzę to w jego oczach. Najchętniej by wszystkich pozabijał. I wiesz co ci jeszcze powiem...?
Spiąłem mięśnie wyczuwając jej buntowniczy nastrój.
- Że jesteście tacy sami.
Zamilkłem. Tego się nie spodziewałem. To był dla mnie cios poniżej pasa.
Nie skomentowałem tego. Ruszyłem ku wyjścia, a dumna Chrissy nie ruszała się z kanapy nieruchomo patrząc w okno. Masz chłopie to co chciałeś... - mruknąłem do siebie w myślach. Zainteresowałeś się zwykłą, kruchą dziewuchą, która i tak umrze niemalże za chwile, a ona tak ci się pięknie odwraca. Zdenerwowany zatrzasnąłem drzwi i podszedłem szybko do mojego samochodu.
- Koniec wtykania nosa w nieswoje sprawy Wood - pomyślałem i wsiadłem do samochodu.

środa, 28 stycznia 2015

Od Naomi

Przyszłam lekko przed czasem pod kino. Była 17.30. Nie wiem dlaczego przyszłam aż tak przed czasem ale musiałam. Nagle poczułam tę woń. Na początku byłam przerażona jednak w końcu zaciągnęłam się zapachem zamykając oczy. W mgnieniu oka znalazłam się przy wejściu w zaułek za kinem. Zobaczyłam tam dziewczynę. Stała do mnie tyłem. Byłą ranna. Znalazłam sie za nią. walczyłam ze sobą. Odkąd ten wilkołak mnie zranił.. i wtedy dostałam napadu łaknienia krwi ludzkiej.. nie mogłam sie opanować jak już jakoś poczułam. Stałam nieruchomo za dziewczyną. Ona odwróciłam sie i krzyknęła. Nie potrzebnie. To sprawiło ze ja zaatakowałam. Kiedy wzięłam pierwszy łyk od razu puściłam i upadłam na ziemię. Zaczęłam sie krztusić. Dziewczyna ukucnęła przy mnie z uśmiechem.
-Tak kochana. Werbena. Pije ją od dziecka.-powiedziała.
Nagle zjawiła sie grupa wilkołaków. Jeden pocałował dziewczynę i podał jej chusteczkę.
-Dziękuję kochana. Byłaś dzielna.
Podeszli do mnie i złapali mnie za ramiona i podnieśli.
Wstrzyknęli mi werbenę w szyję. Czułam jak całe moje ciało pali sie od środka. Straciłam przytomność.

***

Ocknęłam sie w jakimś domku letniskowym. Byłam w małej, ciasnej klatce jak dla jakiegoś zwierzęcia. Werbena była nadal w moim organizmie. Z bólem starałam się wymacać telefon w kieszeni. Nie było go. Nagle ktoś wszedł do budynku. Dopiero wtedy dostrzegłam że nie byłam tu sama. Było też ze mną trzech wilkołaków no i teraz jeden łowca.
-Flynn zrobiliśmy to o co nam powiedziałeś. To ona.-powiedział chłopak-wilkołak.
-Hmm...-powiedział najwyraźniej przywódca łowców zbliżając sie do klatki.-wiedziałem że jesteś jedna z nich. Wpadłaś kręcąc się obok Mike. Choć już wcześniej miałem cie na oku. Powiedz.. co zamierzałaś z nim zrobić? Zabić? Zabawić się? Przemienić?
Spojrzałam sie prosto w jego oczy.
-Nie twój interes.-wysyczałam.
-Zła odpowiedź.-powiedział i strzelił mi w nogę.
Krzyknęłam. Kula była z drewna.
-Ile ty masz w ogóle lat? -zapytał.
-Więcej niż ci sie wydaje.-wysyczałam.
-Odpowiedz bo następnym razem strzelę ci między oczy.
-Gdzie Mike? -zapytałam.
Strzelił mi w bok brzucha. Krzyknęłam ponownie przyciskając rękę do rany.
-Ja tu zadaje pytania.-odparł.-Gdzie są twoi przyjaciele? Dom był pusty.
Odetchnęłam z ulgą choć nie dałam mu tego zauważyć.
-Zemszczą się za mnie.-powiedziałam.-Nie darują wam tego.
-Nie wiem co Mike w tobie widzi. Ale już niedługo. W końcu zobaczy twoją prawdziwą twarz. I nie szukaj telefonu. Mam go ja. Mike dzwonił do ciebie parę razy i wysłał trochę wiadomosci. Martwi sie. Ale wiesz? Będzie tu niedługo.
Strzelił mi w ramię i wyszedł. Oddychałam szybko. Musiałam wyciągnąć kule. Wtedy rany zaczną się goić. Byłam słaba. Musiałam się pożywić by zregenerować sił i sie wydostać. Tylko jak?


***

Ocknęłam sie kiedy nagle drzwi sie otworzyły. Słyszałam rozmowy.
-Ale ja to zostawiłem.-poznałam głos Mike.
-Ale to twoje dziedzictwo .tego sienie zostawia. Zresztą musisz coś zobaczyć.
Wszedł i wtedy zobaczył mnie.
-Naomi? Co ty...-przerwał.
Chyba do niego dotarło.
-Mike proszę.. daj mi to wytłumaczyć.



Stał przede mną i wpatrywał sie we mnie zły.
-Jest wampirem.-powiedział przywódca łowców.-A ty jesteś łowców. Dam ci ten zaszczyt i ją zabijesz.
-Mike proszę.. porozmawiaj ze mną!!-błagałam.
Prawie płakałam. Wszystko mnie bolało, czułam głód ale najbardziej wykańczała mnie myśl że Mike mnie znienawidził.
-Jesteś jedna z nich! Jesteś pijawka! Krwiopijcą! Wampirem! Okłamywałaś mnie!
-Mike!!
-Darowaliśmy ja pod kinem jak chciała zabić dziewczynę. Rozumiesz. Taki tam odżywczy posiłek przed randką.-pogarszał sprawę Flynn.
-Mike proszę porozmawiajmy... kocham cie.
-Tacy jak ty nie kochają.-powiedział i wyszedł.
Flynn uśmiechnął sie do mnie. Kiwnął w stronę wilkołaka który mnie pilnował i wyszedł. Zaczęłam płakać. Ja na prawdę kochałam Mike! A on mnie teraz nienawidzi.
Wilkołak podszedł do klatki ze mną i spojrzał sie na mnie.
-Kochasz go? A wy w ogóle wiecie co to?-zaśmiał się i wbił we mnie strzykawkę z werbeną. Zasnęłam.

Od Chrissy

   Zdawało mi się, że przepycham się przez obojętny tłum w coraz wolniejszym tempie, a tymczasem prędkość, z jaką przesuwały się wskazówki zegara na wieży, wcale przecież nie malała. Nie zważając na moją rozpacz, zbliżały się nieubłaganie do punktu,którego osiągnięcie miało oznaczać koniec wszystkiego.
   Niestety, nie był to niewinny senny majak. Szaleńczym biegiem nie ratowałam też własnej skóry, jak to zwykle w koszmarach bywa. Nie, pędziłam, aby ocalić coś o stokroć mi droższego. Moje życie nie miało dla mnie w tym momencie żadnej wartości.
   I w końcu stało się. Kiedy zegar zaczął bić dwunastą, a pod zmęczonymi stopami poczułam wibracje jego rytmicznych uderzeń, wiedziałam już, że na pewno nie zdążyłam dobiec. Czułam bicie serca, nierytmicznie waliło jak oszalałe, cała zaczęłam drżeć. Ludzie w okół mnie omijali mnie nawet nie zauważając mojej osoby. Oglądałam się na nich i chciałam prosić o pomoc, jednak każdy pruł naprzód.
   Nagle jakaś dziewczynka ubrana na czarno spojrzała się na mnie wystraszona, podchodząc do mnie patrzyła swoimi wielkimi oczami na mnie, zbliżając się powoli. Wyciągnęła do mnie rękę, jednak ja w pewnej chwili zamarłam. Nie wiedziałam, czy mam ubolewać nad utratą czegoś co właśnie stało się nicością, czy zareagować na jedyną osobę która mnie zauważyła i ją zainteresowałam. Jedyna dziewczynka z tłumu dorosłych ludzi ubranych na czarno czerwono nie szła w prost, gdzie cała reszta.
   Złapała mnie za rękę i krzyknęła przeraźliwie, zlękłam się. Serce mi coraz mocniej biło a łzy spływały mi po policzkach dopiero teraz. Dziewczynka przerażona spojrzała na mnie, nagle jej oczy były czerwone, jakby nosiła szkła kontaktowe. Wpatrywałam się w nie jak zahipnotyzowana a kiedy ona przemówiła słodkim dziewczęcym głosikiem ocknęłam się wreszcie.
-Czemu jesteś taka...-Urwało ją nagle, jakbym traciła z nią zasięg. Coś przerywało.
-Nie słyszę cię... Co mówiłaś? Ostatnie słowo?
   Poruszyła wargami ale nie zrozumiałam jej. Ukucnęłam przy niej jednak ona odsunęła się a potem uśmiechnęła.
-Jesteś zimna. Teraz mnie słyszysz? Czemu jesteś taka zimna?
-Nie wiem... Nie czuję nic...
-Bo to sen.-Odparła.-Jak masz na imię?
-Chrissy... A ty?
-Annalice.
   Zmarszczyłam brwi. Jest takie imię? Dziewczynka złapała mnie za palec wskazujący i pokazała na zegar który nagle stanął. Ludzie też stanęli jak na zawołanie małej dziewczynki.
-Jest takie imię. Ja jedyna na świecie. Odpowiesz mi... Czemu jesteś taka zimna?
-Mówiłam, nie wiem.To tylko sen, myślę, że to koszmar.
-A teraz czujesz się jak w koszmarze?
-Nie.
-A wcześniej?
-Tak... Tylko nie wiem, co straciłam. Wiem, że było to ważne...
-Bo było. Najcenniejsza rzecz na świecie.
-Co takiego?
-Nie mogę ci powiedzieć, Chrissy.
-Czemu?
-Nie odpowiadam na takie pytania. Ja mogę je zadawać.
-Kim jesteś właściwie?
-Czasem... Dziewczynką z sąsiedztwa...
-Czekaj... Ty mieszkasz dwa domy ode mnie.-Kiwnęła głową.-A czemu masz czerwone oczy?
-Bo jestem czymś, czego bardzo nie lubisz.
-Co... Wampirem? To nie możliwe...
-Urodziłam się taka. Wampir-człowiek. Bardzo to zezłościło Damona, znasz go, prawda?
   Zaczęło mi się kręcić w głowie. Chyba... się budziłam!
-Porozmawiaj ze mną jak się obudzę. Proszę. Chcę wiedzieć kim jesteś.
-Kimś złym. Nie powinnaś mnie poznawać.
-To czemu tu się znalazłaś? W moim śnie?
-Bo to moja niekontrolowana moc. Ona sama wybiera osobę... Nie powinnaś mnie znać... widzieć... Jestem zła...
 
   Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Wyłączyłam budzik i poszłam do łazienki. Zasnęłam w ubraniach? No nic... Ten sen był interesujący. Od razu wyszłam z domu. Dziś sobota - czas na dzień wolnego i dzień normalności, o ile Damon nie czeka aż nie pojawię się na ulicy.
   Przeszłam się kawałek, i na chodniku stała ona. Czerwone wielkie oczy mogłam zauważyć od razu z daleka. Patrzyła się na mnie bez wyrazu jakichkolwiek emocji. Podeszłam do niej i usiadłam obok niej. Trzymała przy sobie misia, była ubrana zwyczajnie, nie na czarno jak we śnie.
-Ile masz lat, Annalice?-Spytałam.
-Nie powinnaś mnie szukać.
-Ile masz lat?
-Siedem. Odejdź. Nie jesteś przy mnie bezpieczna...
-Jak to możliwe, że się urodziłaś wampirem? Chyba to nie jest realne...
-Łowcy ci powiedzieli? Tak, zawsze kiedy rodziło się dziecko wampir, było zabijane. Jednak mnie wychowała mama. Teraz mam nową mamę.
-Nową?
-Moja została zamordowana.
-Damon to zrobił? Czy inny wampir?
-Ja to zrobiłam.
-Słucham?!
-Jestem zła, Chrissy. Musisz uciekać ode mnie, zanim przytrafi ci się coś złego. Przepraszam za wszystko... Ja tego nie kontroluję. Uciekaj ode mnie.
-Ale... Mogę ci pomóc...
-Zabiję każdego kto mnie choć trochę pozna. To moja moc, sama wykańcza. Nie zapanowałam nad nią i teraz robi co chce. To on, Aiden.-Pokazała na misia.-Schowałam moc w misiu, a teraz moc przerodziła się w jakby drugą złą osobę. Rozmawiam z nim.
-Aiden... Jest zły?
-Tak. Nie lubi ludzi. Nie lubi kiedy ktoś robi mi krzywdę. Jest zazdrosny o to, że poznaję kogoś. Nie chcemy być ze sobą związani ale tak już jest...
   Nagle samochód bez kierowcy ruszył na mnie. Odsunęłam się ale Annalice nic się nie stało. Przerażona wpatrywałam się w samochód.
-Odejdź. Aiden nie lubi obcych... Nie może cię skrzywdzić. Nikogo nie może. Odejdź.
   Drżąc cała wstałam i ruszyłam do domu. Co z nią nie tak? Czyżby znali ją łowcy,wampiry i wilkołaki? Może była jakimś poszukiwanym dzieckiem wampirów...? Skoro to takie straszne, czemu jej nie zabili? Może dobrze się maskuje Annalice? Potrzebuje pomocy... Może spróbuję jej pomóc? Chociaż to niebezpieczne...

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Od Chrissy

   Wyszłam z samochodu i odchodząc jak najszybciej od Ethana poszłam w kierunku szkoły. Dogonił mnie i szedł przy mnie. Przewróciłam oczami i pchnęłam go w bok.
-Idź sobie.-Uśmiechnęłam się i poszłam szybciej.-Dziś możesz mnie olewać.
-Wiesz, myślę, że to zły pomysł spuszczać cię z oka.-Spojrzał na Damona a ja ukryłam spojrzenie gdzieś z boku.-Nie uważasz?
-Trzymaj się swojego towarzystwa a ja swojego.
-Myślisz, że wrócisz do domu?-Zatrzymał mnie z tym swoim wkurzającym uśmieszkiem.
-Chrissy!-Uratował mnie krzyk Allie z końca korytarza.
-Tak, właśnie tak.-Szepnęłam i odeszłam od niego.
   Odwróciłam się jeszcze odchodząc z Allie, Ethan patrzył się na mnie a potem dorwał go Dante i Nathan, no i Elise.
-Gdzie byłaś?Z kim? Co robiłaś?-Zadawała mi setki pytań moja przyjaciółka.
-Byłam na małych wakacjach.
-Rozmawiałaś z Wood'em?-Zdziwiła się.
-Tak... Tak się złożyło.
-Aha...No ale dobrze, że jesteś! Flynn zaczyna być jakiś dziwny, mówi mi, że ma sprawy z wampirami... Martwię się...
-Wampirami?-Ocknęłam się.
-No... Mike też jest łowcą. No i kręci z tą Naomi, wiesz?!
-O nie... Nie,nie,nie...-Szepnęłam i odeszłam od przyjaciółki dobierając się do wejścia szkoły.
   Mike stał tam, a właściwie teraz już szedł ze swoją ''grupą wsparcia'' na czele z Flynnem. Zmarszczyłam brwi i na przerwie w czasie lunchu stwierdziłam, że lepiej będzie jak z nimi pogadam. Może wampiry ogarną wreszcie KTO i co ma zamiar zrobić. Może ich nienawidziłam, ale wiedziałam jedno - Mike nie może zostać kimś takim. Łowcą... Nie mój przyjaciel. Wampiry może i są złymi istotami ale i tak pewnie wiedzą kto tu jest łowcą... Podobno mają niezły słuch, może znów usłyszą dobrze, że są tu i co chcą zrobić.
   Usiadłam koło Mike'a i reszty a cała piątka skierowała wzrok na mnie. Czułam też, że patrzą na mnie trzy kolejne osoby. Była to Allie, Ethan i Dante. No właśnie, Dante. Ten który prawie mnie zeżarł. Wymieniłam z nimi spojrzenie i zwróciłam się do Flynna i całej piątki.
-Czemu mieszacie w to Mike'a?
-Bo urodził się taki. Od natury się nie ucieka.-Jako pierwszy odezwał się Flynn.
-Działasz mi na nerwy takim gadaniem...
-Chrissy, oni nie są tacy mili na jakich wyglądają. Lepiej odpuść.-Szepnął mi na ucho najciszej jak potrafił Mike.
-Nie! Nie Mike, słuchajcie. Powiedzcie mi, kto jest wampirem. No KTO?
-Wiemy tylko, że to chłopak i dwie dziewczyny. No i kilka innych. Zabijemy ich szybko.
   Spojrzałam na Dantego który wyraźnie podsłuchiwał. Spojrzałam potem na Ethana, on także się patrzył w naszą stronę.
-A ty co? Zbierasz dla nich informacje?-Roześmiał się Simon.
-Nie... Skąd...
-Nie kłam.-Syknął Harry.
-Nie kłamię. Powiem wam kto jest wampirem w zamian za informacje o tym co macie zamiar zrobić wampirom. To mają być szczere odpowiedzi.
-Dobra.-Wzruszył ramionami Mike.
   Flynn patrzył na mnie podejrzliwie jednak zachowałam spokojną,opanowaną minę. Zgodził się, na moje szczęście.
-Mówcie.
-Podobno koło twojego domu kręci się jakiś wampir. Kiedy ty tam wrócisz zjawi się i zaatakuje, a raczej będzie chciał. Kiedy zjawimy się na czas i zabijemy szmaciarza, będziesz musiała zaciąć się czymś ostrym. Pójdziemy do lasu i oznaczymy drzewa.
-Po co?
-Wilkołaki nam powiedziały, że pachniesz tak mocno i tak ''cudownie'', że nawet oni czują tę woń. Dla nich jest przyjemna, do wytrzymania, ale dla wampirów to istne piekło. Nie potrafią się opanować, więc kiedy to zrobimy wampiry zlecą się do miejsca oznaczonego - wystrzelimy ich jak kaczki.
-Teraz ty, mów które to wampiry?-Zaciekawił się Flynn.
   Tego nie przemyślałam. Znałam tylko Dantego,Nathana... Damona... Nie wydam kogoś kto w sumie... nic złego mi w gruncie rzeczy nie zrobił. Wydam Damona. Jakiegoś wampira wymienię.
-Damon.-Szepnęłam.
-No i co dalej?
-Tylko jego znam.
-Mówiłaś...
-Wiem, ale nie znam więcej...
-NIKOMU nie powiesz o tym, jasne? TO jest tajemnica. Nikt ma o tym nie wiedzieć.
-Okej, jeśli wywalicie Mike'a ze swojej grupki.
-Nie ma mowy.-Odparł Simon.
-On jest najlepszy.-Odezwał się Harry.
-Przykro mi.Jeśli nie wywalicie go i nie dacie spokoju w przeciwnym razie Damon dowie się o waszym planie a zaraz potem reszta pijawek. Będziecie mieli problem bo jest ich pewnie tu sporo.
-Cholerrrrna...-Zaczął Harry ale Mike zamknął go.
-Dobra.-Kiwnął głową.-Nie ma sprawy.
-Nie... No co ty, stary.
-Sorry.-Wzruszył ramionami i wstał. Odszedł.
   Nawet go to nie ruszyło. Było mu to obojętne czy odchodzi czy nie. Znałam go, wiedziałam, że wcale tego nie chciał. Obowiązek rodziny i tylko chodzi o ojca. Nic więcej go nie obchodzi. Odprowadziłam go wzrokiem i spojrzałam na Ethana. Dante kiwnął mi głową, jakby w podzięce za informacje ataku ze strony łowców. Uśmiechnęłam się lekko i wypatrywałam Damona. Siedział na końcu sali z tą laską z baru. Tak, chodziła do naszej szkoły, ale nie sądziłam, że będzie tak się z nią pokazywać. Dziwne, że ona jeszcze żyje...
   Wróciłam później do domu. Jednak nikogo nie było. Telefon mamy leżał na stoliku jak wyjeżdżała, zapomniała go przecież. Brata nie było, mamy tak samo. Zabarykadowałam się na cztery spusty. Okna były szczelnie zamknięte jak drzwi. Nie wejdzie tu Damon, choćby nie wiem jak bardzo by tego chciał. A łowcom nie pomogę. Nie ma opcji. Damon na szczęście nic nie słyszał, ale miałam nadzieję, że nie zjawi się w domu.
   Miałam też szczęście, bo wyszłam ze szkoły wcześniej niż Ethan i pojechałam z Allie do domu. Trumpet pojechał z rodzicami, wracają za dwa tygodnie. Mam czas na ułożenie spraw i zlikwidowanie z życia Damona. Ethan nawet tu nie przyjedzie, nawet by nie wszedł do środka. Zadowolona usiadłam na kanapie z kubkiem kakaa i oglądałam jakieś beznadziejne horrory... Najgorzej spędzony dzień w życiu.

Od Naomi (dziewczyny bierzmy sie za siebie bo zaniedbałyśmy trochę blog)



Następnego dnia pojechałam z przyjaciółmi do szkoły. Wiedzieliśmy że ryzykujemy bo łowcy chodzili tam też no ale było małe prawdopodobieństwo ze zobaczyli dokładnie nasze twarze.
Zaparkowaliśmy pod szkołą i poszliśmy do środka. Pierwsza historia. Spotkam Mike. I nie pomyliłam się. Siedział tam i przyglądał mi sie uważnie. Czyżby mnie wtedy w krzakach wypatrzył? Ale to nie możliwe! Gdyby tak to by mnie zaatakował a on pobiegł za kumplami. A może mnie widział? Nie raczej nie. Uśmiechnęłam się do niego a on odpowiedział tym samym. Napisałam mu sms.

Dziś o 18?

Spojrzałam sie w jego kierunku i pokazałam mu na telefon. Odczytał i odpisał.

Pod kinem?

Uśmiechnęłam się. Dziś mieliśmy iść do kina na jakiś film. Mało mnie interesowało jaki.

Będę punktualnie. 

Odpisałam i starałam sie skupić na lekcji choć nie potrzebnie bo wszystko o czym się uczyliśmy przeżyłam.
Po lekcji poszliśmy na parking i opierając się o samochód rozmawiałam z przyjaciółmi.
-Mike jest łowcą zostaw go.-powiedział stanowczo Sam.
-To ja jestem starsza i nie rozkazuj mi.-powiedziałam podchodząc do niego stanowczo.
Byłam starsza od Samuela o ponad 400 lat wiec on gdyby żywił sie nałogowo ludźmi a ja byłabym na diecie zwierzęcej nadal to i tak bym wygrała z nim walkę. Wiedział o tym. Mnie przemienił jeden z pierwszych wampirów. Byłam silniejsza. Jedyne co by mnie osłabiło to postrzelenie przez drewniany pocisk, werbena lub kołek ale to ostatnie to gdyby trafiło w serce zabiłoby mnie. No mógłby mi też ktoś wyrwać serce ale było to trudne do zrobienia. Prędzej bym urwała głowę takiemu. Żaden jeszcze nie próbował.
Zobaczyłam po drugiej stronie Mike z kolegami. Łowcy.
-Szukamy nadal tych wampirów. Musimy być na baczności. Podejrzewamy że nie jest ich tylko dwoje a więcej a już na pewno troje. Chodzą do tej szkoły. Dwie dziewczyny i jeden chłopak, no i ten Damon. Dodatkowo są inni. Kiedy tylko dowiemy kim są zlikwidujemy ich.-powiedział najwyraźniej przywódca.
-Skąd mamy mieć pewność kto to?-zapytał Mike. 
Był poddenerwowany.
-Jesteś nowy. Czas ci pokarze. To sie czuje. Jesteśmy łowcami. 
Mike kochałam go ale może jednak Samuel ma rację? Lepiej jak go zostawię? Wyjedziemy.. i po sprawie. Ale.. to go pokochałam jako jedynego od.. prawie 800 lat. Nikogo więcej nie darzyłam tym uczuciem. Mozę po prostu nie było mi pisane być szczęśliwą?

niedziela, 25 stycznia 2015

Od Naomi

Z Mike spędziłam cudowny dzień i wieczór. Wieczorem poszliśmy się przejść. Dzięki diecie zwierzęcej odczuwałam przy nim większy głód ale w domu pokarmiłam się pod pozorem picia wody z sokiem malinowym. Taak kolejne kłamstwa.
-Jak myślisz jakie zwierze zabiło tych niewinnych ludzi?-zapytał.
-Nie wiem. Puma? Wilk?
-Czytałem raporty medyczne. Ciała zostały pozbawione krwi.
-Jejku aż tak zostali rozszarpani?-udałam że nie wiem o co chodzi.
-Może to śmieszne... Ale jakie zwierze wysysa z innych istot krew?
-Jakby to były bajki to bym powiedziała że wampiry ale jesteśmy rozsądni i z głowami wszystko mamy ok więc to absurdalne bo takie istoty na prawdę nie istnieją.
-A jak istnieją to co wtedy?
-To nie możliwe.
Skąd on u diabła przypuszcza wampiry?! Od kiedy raporty medyczne mogą czytać zwykli nastolatkowie?! Co się z tym światem dzieje?!
-A jeśli? A jeśli żyją wśród nas te piekielne istoty mroku niosące śmierć.
Ej! Zabolało! Jednak nie dałam tego po sobie poznać. Uśmiechnęłam się.
-To absurdalne. Takie istoty żyją tylko w bajkach, koszmarach sennych ale nie na jawie!
Nie odpowiedział. Co on ukrywa?

***

Od tamtego czasu spotykaliśmy się wiele razy, prawie codziennie. Gadaliśmy przez telefon godzinami i przepisaliśmy setki sms. Minęło trochę czasu. Ataki w okolicach wcale nie ustały a Mike nadal od czasu do czasu wracał do tematu teorii o wampirach. Bolało mnie trochę jak o nich a przy okazji i o mnie mówił. Ale prawda boli. Sądziłam, żyłam w nadziei, że kiedy nadejdzie ten właściwy czas i mu powiem o mnie zaakceptuje to.
Dziś wieczorem nie spotkałam się z nim. Miał coś ważnego do załatwienia. Wyszłam z Katrin i Samem na polowanie do lasu. Miałam dziwne przeczucie że coś się stanie. Jednak olałam je. No bo co by się miało stać?
Szliśmy śmiejąc się przez las. Byliśmy całkowicie sobą. Sam wskoczył na drzewo i zaczął rzucać nasz szyszkami.
-Haha wariat!-zaśmiała się Katrin ściągając go z drzewa.
Skończyło się tak że oboje wylądowali na ziemi i turlali się po ziemi.
-Z kim ja się przyjaźnie!-zaśmiałam się i szłam dalej.
Po chwili dołączyli do nas. Nagle usłyszeliśmy wycie.
-Lepiej wracajmy-powiedziałam i zatrzymałam się.
-Nie.-powiedziała Katrin i szła dalej z Samem.
Poszłam za nimi. Jak ryzykować to wspólnie, jak zginąć to razem. Tak juź było od setek lat.
-Jak tam z Mike?-zapytała.
-Jutro idziemy razem do kina.
-Na co? Drakule?-zaśmiał się Sam.
On nadal nie przepadał za Mike ale nie obchodziło mnie to. Miałam prawo do szczęścia.
-Ha ha ha.-odparłam-Przezabawne.
-Kochacie się?-zapytała moja przyjaciółka.
-Tak... Raczej tak.
-Raczej?
-Tak.
-Dziwni jesteście.
-A ciekawe czy nadal będzie taki zakochany jak mu powiesz kim jesteś. Obawiam się że skończy się to "love forever pod ich zdjęciem". -burknął Sam.
-Cicho bądź!-uderzyła go w ramie Katrin.
Potem już nie poruszaliśmy tego tematu.
Zapolowaliśmy na sarny. Kiedy wracaliśmy popychaliśmy się i śmieliśmy się. Katrin popchnęła mnie za mocno i upadłam w krzaki. Chciał ją złapać Sam jednak ona wampirzą szybkością znalazła się na drzewie a on o mało co nie uderzył w nie. Nagle tuż obok jego głowy wbił się pocisk. Odwrócił się a ja ukryta w krzakach zamarłam. Zza drzew wybiegła grupa chłopaków. Łowcy. Sam szybko odbiegł a Katrin z drzewa spojrzała na mnie i wyszeptała tak że tylko ja słyszałam dzięki wampirzemu słuchowi.
-Siedź cicho a cię nie znajdą.-po czym wleciała nagle w grupę łowców i odbiegła a oni za nią.
Siedziałam bardzo cicho jednak nagle go zobaczyłam. Mike zatrzymał się obok mnie z bronią w ręce i kołkami w pasku i spojrzał w moim kierunku. Zakryłam sobie buzie by nie usłyszał mojego jęku. Nie zauważył mnie a tylko odbiegł za towarzyszami.
Nie mogłam się ruszyć. Byłam sparaliżowana. Powoli wszystko do mnie docierało. Mój Mike jest łowcą! Mój Mike!!! Odbiegłam w stronę domu. Tam po chwili dołączyli moi przyjaciele. Ja siedziałam zdruzgotana w fotelu.
-I co? Nadal wydaje ci się taki uroczy?-krzyknął Sam i poszedł do swojego pokoju.
Katrin zatrzymała się w progu i patrzyła na mnie. Nic nie powiedziała. I co teraz? Było ciemno raczej nie rozpoznał twarzy moich przyjaciół bo poruszali się z wampirzą prędkością. Mnie nie widział. Ale czy nadal mogę z nim być skoro on jest łowcą wampirów a ja wampirem?! To nie jest możliwe. Może uda mi się nadal udawać człowieka ale czy długo to kim jestem pozostanie tajemnicą?

Od Chrissy

   Od Damona dostawałam liczne sms'y i groźby. Zaczynałam się martwić o mamę i brata, chociaż wiedziałam że mieli wrócić za dwa tygodnie. Pewnie wrócili wcześniej a Damon tylko czekał na ich powrót. W nocy nie mogłam spać. Ta myśl, że zaraz zaatakuje mnie wampir dobijała mnie. Było tak kilka razy, nie mogłam zasnąć. 
   Stawałam się coraz bardziej zła na całą zaistniałą sytuację. Kiedy byłam sama (tak myślałam) gdy reszta była pewnie w szkole czy coś, wyszłam z pokoju i podeszłam do drzwi. Z kostką dziwnie mi się poprawiło, było znośnie. Nacisnęłam na klamkę, ale drzwi ani drgnęły. Zamek... No tak. Przekręciłam go i znów nacisnęłam na klamkę. Bez większych efektów...
   Klucz? Gdzie mógłby być klucz... Przejrzałam wszystkie miejsca ale nic nie znalazłam. Zła przemierzyłam wszystkie możliwe miejsca na dole. Przecież mogłabym zadzwonić po Allie! Zerknęłam na wyświetlacz i zamarłam.

      Akuku, Chrissy! Czekałem na ciebie całe dwa dni, jednak się nie zjawiłaś. Pierwszy pójdzie twój futrzaczek a następnie brat. Twoja wina, nie pomożesz nikomu... Jesteś taka słaba. No trudno. Pewnie się niedługo zobaczymy, ja nadal na ciebie czekam słońce. 

   Byłam przerażona. Zaczęłam majstrować przy drzwiach i zastanawiać się gdzie jest klucz! Usłyszałam za sobą kroki, wyszłam z rozmowy z Damonem i zgasiłam wyświetlacz. Było tam za wiele długich i przerażających mnie wiadomości od niego których nikt nie mógłby zobaczyć. 
   Odwróciwszy się ujrzałam Ethana, który zapewne trzymał przy sobie klucz. Przewidział to, że będę chciała w pewnym momencie bezsilności uciec? Prawdopodobnie niestety tak... Ukryłam zdenerwowanie gdzieś w sobie i podeszłam do niego szybko uderzając go w ramię. 
-Auć, nie bij mnie.-Uśmiechnął się a ja opuściłam ręce.-Tego szukasz?-Pokazał klucz i schował go za siebie kiedy skoczyłam na niego by mu go odebrać.
-Wypuścisz mnie?
-Nie. 
-No weź! 
-Chrissy, mówię ci, że nie.
-To nie jest śmieszne! 
-Co tam chowasz?-Spytał zauważając jak za plecami trzymam telefon. 
-Em... To.-Pokazałam mu telefon ucieszona, że i tak nie ujrzy wiadomości.
   Za głupi jesteś he he he! - Pomyślałam.
-Jasne.
-No weź! Nie mogę opuszczać szkoły!
-Kujonka pijaczka i palaczka? Dziwne połączenie, co nie?
-Musisz?!-Krzyknęłam.-Musisz za KAŻDYM razem mi wypominać co robię?! Bawi cię to?! Nie moja wina, że zaczęłam z tym to powiedzmy sobie jasno. Nie zaczynasz tego tematu jeśli mam tu z tobą siedzieć. CHCĘ DO DOMU. Oddaj klucze.
-Nie.-Wzruszył ramionami i rozsiadł się na fotelu.
-Nie drażnij lwa.
-No właśnie, Chrissy, nie drażnij mnie. 
-Zabije, jak babcię kocham zabije cię!-Rzuciłam się na niego przy czym fotel odleciał do tyłu wraz z nami. Zabrałam mu klucze i wstałam. Poszłam do drzwi ale złapał mnie Ethan kiedy miałam wkładać klucz do zamka odciągnął mnie na bok. Schowałam klucz za siebie a on i tak mi go zabrał. 
-Ethan!-Jęknęłam zrezygnowana.
-Co?-Spytał jak gdyby nigdy nic. 
-G.... Ech... Ja chcę do domu, Ethan! I tak nic mi nie będzie...
-On tylko na ciebie czeka.
-Mogę poprosić łowców żeby popilnowali mojego domu z wilkami, dadzą radę. 
-Łowcą nie można ufać, Chriss.
-Skąd wiesz?
-Dante mi mówił. Mam doświadczenie z nimi, dość duże więc uważam, że nie powinnaś ich prosić o cokolwiek. Wilkołaki tak samo. Uważają się za królów lasu i tylko oni mają tam prawa. Myślą, że mają jakąś władzę. 
-Muszę wrócić, Ehtan. Mama wysyłała mi sms'y gdzie jestem. Jak jej powiem że u jakiegoś kolesia to mnie chyba zbombarduje pytaniami. -Skłamałam z tymi smsami. No co miałam powiedzieć?
   Że zasypuje mnie smsami Damon który chce mnie skatować na śmierć?Pewnie jeszcze jego bym naraziła, a mimo tego, że mam ochotę zabić Ethana to nie poślę go na śmierć. Sam mnie porwał ale ja muszę się wydostać do domu! 

Od Ethana

 Chodziłem sfrustrowany pod drzwiami pokoju który obecnie zajmowała Chrissy. A niech to szlag... Wszystko się spieprzyło.
- Chris no proszę cię wpuść mnie - przemawiałem do niej kojąco.
Od 1,5 h próbowałem się do niej dostać.
Rozległ się metaliczny zgrzyt. Chyba przesunęła łóżko pod drzwi...
- Nie - wpuszczę - cię - przemawiała na przemian stękając. Chyba właśnie brała się za szafę... - Jesteście wszyscy nienormalni!
- To nie tak jak myślisz ! - powiedziałem ściskając sobie nasadę nosa - Nie jesteśmy... wampirami! - skłamałem usiłując aby wyszło to przekonująco.
- Może ty nie.. Może twoja siostra też nie... i ta kobieta...
- Emilie, moja matka - wszedłem jej w słowo.
- Nieważne... Może wy nie. Ale twoi... "bracia"... Koszmar !
- Dante i Nathan są wampirami, rzeczywiście... Ale nasza trójka nie !
Nie wiedziałem czemu ją okłamuje... Nie wiedziałem też czemu w ogóle trzymam ją w swoim domu i jeszcze z niej nie wypiłem. Czemu mi zależało na zwykłym człowieku? Coś tu było nie w porządku...
 Za drzwiami zaległa cisza.  Po chwili znowu rozległo się szuranie mebli, a drzwi lekko się uchyliły.
- Obiecujesz, że nie jesteś jednym z nich? - pisnęła płaczliwie.
Martwy organ w moim ciele stopił się jak wosk.
Nie chciałem jej okłamywać... Może kiedyś powiem jej prawdę. Lecz... No teraz nie mogłem no...
- Obiecuje Chrissy - powiedziałem powoli i przekonująco.
Drzwi uchyliły się szerzej.
Niepewnie wszedłem do środka. Dziwnie się czułem, choć to był mój własny dom....
Dziewczyna w stanie opłakanym siedziała na łóżku chowając głowę w dłoniach. Kiwała się nierytmicznie i... chyba płakała.
Westchnąłem cicho i usiadłem obok niej.
Przez chwilę prawie zapomniałem, że to człowiek a na dodatek człowiek z cudownym zapachem. Nie umknęło mojej uwadze, że odrobinę się odsunęła.
- Chrisy... - zacząłem, a ona mi przerwała.
- Mam tego dosyć. Czemu takie stworzenia jak twoi bracia istnieją?! Dlaczego nikt nie może mnie zostawić w spokoju?! Chce byś zwyczajna! Chcę czuć potrzebę zamordowania mojego brata, kiedy doleje mi wybielacza do szamponu! Ale nie chce drżeć o jego życie ! Tak bardzo pragnę, aby mojej mamie.... tacie... i jemu... Nic się nie stało. A ty trzymasz mnie w domu z wampirami i myślisz, że to odpowiednie wyjście dla mnie, choć przed chwilą twój brat o mało mnie nie....
- Cicho - przerwałem jej monolog - Cicho - powtórzyłem drugi raz i niespodziewanie dla siebie samego i jej przytuliłem ją.
Na szczęście pamiętałem o mojej temperaturze ciała, to też nie dotknąłem jej gołą skórą. Była zbyt roztrzęsiona, żeby zauważyć bijący ode mnie chłód.
- Posłuchaj... Zawsze po deszczu  przychodzi słońce... Nie martw się non stop... Obiecuję że twojej rodzinie włos z głowy nie spadnie.
Otarła nos i podniosła wzrok








http://media.giphy.com/media/fJAispfqvPeyQ/giphy.gif
- Czemu mi właściwie pomagasz? - szepnęła.
Wstałem i mruknąłem pod nosem.
- Sam nawet nie wiem...
Po czym skierowałem się do drzwi pokoju i rzuciłem przez ramię.
- Ochłoń. Odpocznij. Zaraz zjesz... zjemy kolację.
Nic nie powiedziała, a ja w milczeniu opuściłem pokój.






























sobota, 24 stycznia 2015

Od Chrissy

   Byłam bardzo zła. Na dodatek zmęczona uciekaniem przed nim cały czas oparłam się o fotel i patrzyłam na jezdnie. Znów jechał błyskawicznie pustą szosą jak to w Forks. Milczałam trzymając się za kostkę która cały czas bolała.
   Jadąc nagle na drogę wyskoczył wielki wilk. Ogromny, liczył z dwa metry jak nie więcej. Wystraszyłam się i wbiłam paznokcie w fotel a Ethan zahamował gwałtownie przy czym gdyby nie pasy moje ciało leżałoby dawno na drodze kilka kroków dalej.Moją głowę od szyby dzieliły zaledwie centymetry a pas wpijał mi się w brzuch.
-Cholerny...-Mruknął pod nosem i urwał w połowie przypominając sobie, że ja jestem z nim w samochodzie.
-Czy to był... wilkołak...?-Szepnęłam wpatrując się w brązowego wilka który ruszył dalej analizując kto siedzi w samochodzie.Zobaczył mnie, a kiedy zauważył Ethana jakby zwiał.
-Wiesz też o wilkołakach, tak?
   Kiwnęłam głową.
-Nic ci nie jest?-Spytał a potem jakby chciał walnąć się w głowę zamilkł.
-E... Nie... Chyba...
   Bez słowa ruszył dalej a ja tylko patrzyłam czy jedzie coraz szybciej. Kiedy zauważyłam, że przyśpieszał spojrzałam na niego wbijając paznokcie w siedzenie.
-Wolniej..-Szepnęłam.
-Przecież nic się nie stanie.-Mruknął pod nosem.
-Boże, zwolnij.
-Nie. Zaraz i tak będziemy.
-Tym bardziej zwolnij!
   Zrobił to po chwili ale i tak dojechaliśmy do (jak się domyśliłam) jego domu. Zacisnęłam zęby patrząc na niego zła. Nie zamierzałam ruszać się z tego siedzenia do póki nie da mi pójść do domu.
-Na co czekasz?-Spytał patrząc się na mnie z uniesionymi brwiami.
-Na to aż mnie puścisz...
-Nie licz na to.-Zaśmiał się a ja przywarłam do fotela.-Mam cię wziąć siłą, tak?
-Skrzywdzisz kalekę?
-No... Możliwe.-Wzruszył ramionami.
-Co cię obchodzę w ogóle? Daj mi spokój. Naprawdę, fajnie że ktoś ratuje mi dupę przed wampirzym psychopatą ale poważnie nie chcę pomocy od nieznajomych.
-Jesteś naprawdę grzeczną dziewczynką, chcesz medal?
-A ty chcesz nim w twarz?
   Roześmiał się i złapał mnie za rękę.
-Wstań.
-Rany, nie wstanę!
   Szarpnął mnie. Bolącą kostką uderzyłam o drzwi które Ethan zamknął przed chwilą. Wyrwałam mu się i oparłam o samochód łapiąc za bolące miejsce.
-Chodź...-Przerwałam mu podnosząc rękę.
-Przestań...chociaż... traktować mnie... jak rzecz...-Szepnęłam.-Bo te ''rzeczy'' mają uczucia i dla jednej rzeczy z całego wszechświata możesz zrobić wyjątek i nie sprawiać jej bólu.
-Co ja ci zrobiłem?
-Moja kostka... Za mocno mnie szarpnąłeś...
-P...P... So...Sorry.-Wycedził.
  Pokręciłam głową i kiedy zdałam sobie sprawę, że do domu wrócą za dwa dni moi rodzice przeszył mnie dreszcz.
-Moi rodzice wracają niedługo, Ethan. Może to mało cię obchodzi a nawet wcale, ale nie zostawię ich tam kiedy czekać na nich może Damon.
-Oj przestań, on poluje na ciebie a nie na twoich starych. Zresztą z tego co wiem twój ojciec podobno nie bardzo cię obchodzi.
-Mówiłam tak, ale to w gruncie rzeczy mój tata...
-Jasne...Chodź.

   Po jakimś czasie ktoś wszedł do domu, jakaś kobieta. Zdawało mi się, że to jego mama aczkolwiek przysłuchiwałam się rozmowie siedząc w odosobnionym pokoju z własnej woli.Wolałam się nie wychylać ani nic.
-Co tak pach...
-Cicho!-Krzyknął Ethan.
-Co...
   Po chwili do pokoju weszła jakaś kobieta. Uniosła brwi patrząc na mnie zdziwiona i zerknęła na Ethana.
-Nie wiem... Co mną kieruje.
-Czemu ona tu jest?
-Bo jest w mieście wampir który na nią poluje.
-Żartujesz?
-Nie.-Pokręcił głową i spojrzał na mnie.
-Pogadamy później. Mam nadzieję, że twoi bracia się choć trochę opanują.
   Nie wiedziałam o co chodziło, ale postanowiłam, że nie będę wnikać. Wieczorem leżałam na łóżku i odkryłam bandaż. Rana nie goiła się a minęły dwa tygodnie. Wyglądała gorzej. Krwawiła i wyglądała strasznie.
-Cholera...-Syknęłam i zabandażowałam z powrotem.
   Na mój telefon zadzwoniła mama. O rany... Co ja jej powiem? Może już wrócili? Odebrałam wsłuchując się w głuchą ciszę w słuchawce.
-Mamo...?-Szepnęłam.
-Chrissy! Myślałem, że się nie dodzwonię!-Damon...-Heh, widziałem że ktoś cię zabierał spod szkoły, ciekawe... Miałem nadzieję, że zjawisz się w domu ale robi się późno a ciebie nie ma... Twoja mama wróciła wcześniej i nie wiem czy mam zaatakować, czy czekać aż przyjdziesz bo nie mogę cię wyczuć co bardzo mi się nie podoba.
-Em... Ee...
-Gdzie jesteś?
-N... Nie wiem...
-Twoja mama właśnie kładzie się spać. O, twój brat też... Sprawdze co u niego.
-Nie! Czekaj... Czekaj. Em... Jezu... Nie wiem gdzie jestem. Zostaw mamę! W szkole będę. Tam mogę po szkole...
-Po szkole to już będziesz martwa a z tobą twoja rodzina słoneczko.-Rozłączył się. Cisza.
   Siedząc po ciemku w pokoju nie wiedziałam co mam robić. Zeszłam na dół a tam siedział Ethan,Elise,Dante i Nathan o ile się nie myliłam. I ta dziwna kobieta która na poczatku mnie pierwsza spotkała.
-Czujesz jak ona pachnie?!-Krzyknął Dante.-Mmm...
-Ona nie jest do jedzenia.
-Ona nie jest do jedzenia?! Ha! Co z tobą, Ethan?
-Zamknij się.-Powiedział zdenerwowany.
   Kiedy pojawiłam się zatrzymując w progu wszyscy popatrzyli na mnie. Zacisnęłam warki i wpatrywałam się znacząco na Ethana. Spojrzał się na pozostałych i podszedł do mnie.
-Co...
-Damon chyba jest w moim domu, chce zabić moją mamę i brata, ma na nich oko, w szkole jutro ma mnie zabrać a pewnie razem ze mną rodzice będą już martwi ja nie...-Przerwał mi uciszając mnie. Za szybko mówiłam... to racja. Ale byłam pewna że wszystko zakodował.
-Nie idziesz jutro do szkoły...
-Oszalałeś?!-Szepnęłam.-Moi rodzice są dla mnie ważni, nie rozumiesz tego?! Mam tylko ich, żadnej bliższej osoby, nikogo! To moja rodzina nikogo więcej nie mam.Kocham ich, nie mogę ich tak zostawić na pożarcie dla jakiegoś wampira!
-Eeeeeethaaaaan!-Krzyknął przeciągle Nathan.
-Coś wymyślę. -Szepnął mi na ucho.
-Ale...
-Spokojnie Chrissy.
-Ethan, kto to?-Oblizał się Nathan a ja zesztywniałam.
-Eee...-Szepnęłam a Ethan stanął lekko przede mną.
-Nie, Nathan.
-Czemu? To po co tu jest?
-Nat...-Szepnęła dziewczyna bawiąca się z jakimś szczeniakiem z tyłu.-Uspokój się. To gość Ethana.
   Uniosłam brwi i spuściłam wzrok.
   W TV mówili znów o martwej dziewczynie w lesie. To ta którą widziałam wtedy kiedy uciekałam przed Damonem...
-O wampir widzę szaleje. -Mruknął Dante.
-Wiedzą...?-Spytałam Ethana a on kiwnął głową.
-Wszyscy tu wiedzą... tak jakby.
-Tak jakby?-Spytałam lecz nie dostałam odpowiedzi.
-A nasz gość wie o wampirach?-Spytał uśmiechnięty Dante.
-Tak.
-O! A wiesz jak są niebezpieczne te istoty?
-Poniekąd...
-Mają wyczulony węch.
-O co ci chodzi...
-A ty pachniesz cudownie... Dziwnie przyciągasz..
-Czekaj,skąd to wiesz...?-Cofnęłam się kiedy Dante zaczynał dziwnie się zachowywać.
   Miał czarne oczy, jak czarna dziura.
-Wyjdź. Idź do pokoju.-Powiedział Ethan patrząc na resztę znacząco.
-Ale...-Nie zdążyłam nic powiedzieć, Dante zaczął biec w takim samym tempie jak Damon wtedy w lesie. Biegł prosto na mnie.
Jednak reszta zareagowała szybko.
-Idź stąd! Teraz!-Krzyknął Nathan.
   Pobiegłam zszokowana do pokoju. Usiadłam na ziemi opierając się o łóżko plecami. Skuliłam się z przerażenia. Wszędzie są wampiry... Po co mnie tu wziął?! Po co Ethan mnie tu zabierał?!
   Kiedy wszedł właśnie on, odsunęłam się od niego kiedy kucnął koło mnie.
-Zostaw... mnie... w spokoju...
   Westchnął patrząc na mnie. Czułam że się na mnie patrzy.
-Przepraszam cię... za niego...
-Zostaw...-Strząsnęłam jego rękę z ramienia.-Kto jest jeszcze wampirem? Ty?! No?Kto jeszcze chce mnie zabić?! Po co mnie tu zabrałeś?! Żeby ON mnie wpieprzył?!
-Nie wiedziałem...
-CZEGO?! ŻE mieszkasz z wampirem?-Szepnęłam powoli uspokajając się.-Dlaczego tu jestem... Mogłabym być w domu albo... leżąc, umierając w lesie kiedy Damon wysysałby ze mnie krew...CO to znaczy że jakoś pachnę? O co chodzi...-Pokręciłam głową.-Podobno wilkołaki też mnie czują chociaż to nie możliwe...
-Skąd to wiesz, że cię czują?
-Łowca mi powiedział.-Szepnęłam i schowałam głowę w dłoniach.
   Miałam tego dość... Prawie zostałam zaatakowana ponownie przez wampira. Teraz mam siedzieć pod jednym dachem z jakimś wampirem? Boże... Ilu ich jeszcze jest?!Byłam naprawde przerażona bardziej niż Damonem...
 

Gada teraz: