wtorek, 7 kwietnia 2015

Od Ethana

- Choć szybciej, bo się spóźnimy - mruknąłem zirytowany stojąc pod drzwiami łazienki.
- Jeszcze chwilę tato - odparła Ayibige i puściła wodę.
Westchnąłem i poszedłem do salonu.
- Nie denerwuj się tak, zdążycie - mruknęła rozbawiona Elise.
 Dziś moja córka kończyła szkołę średnią.
Jak ten czas zleciał...
Emilie stanęła w drzwiach i uśmiechała się lekko.
W końcu wyszła Ayibge.
- Kochanie, jak ty ślicznie wyglądasz! - podeszła do niej Elise.
Ay uśmiechnęła się w odpowiedzi.

http://media.tumblr.com/tumblr_m8s8cd0Fnm1r9a1xh.gif
- To co? Jedziemy? - spytałem znużony.
- Tylko błagam, nie spóźnijcie się - mruknęła Ayibige do reszty rodziny.
- Bez obaw, dojedziemy na czas - odparł Dante który pojawił się w salonie.
Teraz z Ayibige jechałem tylko ja. Mieli mieć jeszcze jakieś krótkie zebranie.
 Gdy jechaliśmy autem, mała dziwnie zasępiała.

http://media.tumblr.com/9b0d68022b497cec9fb07f7661ad5b81/tumblr_inline_mrdrcz7JWe1qz4rgp.gif
- Co się dzieje? - spytałem zaniepokojony.
Westchnęła.
- Tato, z każdym dniem się starzeje, nie widzisz tego?
Teraz ja zmarkotniałem.
- Proszę cię córeczko nie gadajmy teraz o tym...
- Tato, a kiedy? Cały czas odkładasz tą rozmowę..
Ayibge o tym kim jest uświadomiłem gdy miała 14 lat, czyli 2 lata temu. Od jej narodzin minęło dziesięć ludzkich lat, a ona już kończyła szkołę. Nasz rodzinny lekarz powiedział, że zatrzyma się w końcu. Nie był w stanie powiedzieć kiedy, ale on i my wszyscy łącznie z samą Ay, zauważyliśmy, że rośnie już ona wolniej.
- Wiesz, że czuje się przez ciebie staro - roześmiałem się by poprawić jej humor.
Przewróciła oczami, ale teraz parsknęła śmiechem.
Gdy dojechaliśmy, zgasiłem auto. Ayibige pocałowała mnie w policzek i pobiegła od razu do swoich znajomych. Ja zostałem w środku uśmiechając się zamyślony.
Miałem już taką dużą córkę...
Wkrótce odejdzie i nie będę już miał dla kogo żyć.






























sobota, 4 kwietnia 2015

xDDDDDDDDDDDD

Wszystkiego co najlepsze życzę wam kochane :*
PS: Mam nadzieje że tym razem pójdzie w tyłek i cycki xDDDDDDD



piątek, 3 kwietnia 2015

Od Jo

   Stanął przed moim domem, miałam się zbierać do wyjścia. Zatrzymał mnie.
-Nie gryzę panno Steele. 
   Przegryzłam wargę wpatrując się w niego zakłopotana. 
-Jest pani spięta. - stwierdził. 
-Zgadza się, odrobinę. Proszę mi mówić Jo. 
   Nie wiedziałam, czy stosownie jest prosić go o to, ponieważ był kimś wyższym, nigdy nie miałam z kimś takim do czynienia, jednak wiedziałam doskonale jak z takim kimś rozmawiać. 
-Pełne imię?
-Jocelyne.
-Myślę, że ja nie muszę się przedstawiać. 
-Nie, znam pana... 
-Przejdźmy na ty? - zaproponował. 
-Tak, chętnie. - uśmiechnęłam się lekko. - Muszę już iść. 
-Do zobaczenia Jocelyne. 
   Wyszłam z samochodu i gdy weszłam do domu uświadomiłam sobie co powiedział. ''Do zobaczenia''... Na pewno się przejęzyczył. Takie osoby według mnie nie zwracają uwagi na kogoś takiego jak ja. 

   Rano spotkałam się z Eleną, właśnie pakowałyśmy bagaże i kartony do nowego mieszkania. Ona wybierała, czyli wiadomo... podcierać można się złotym papierem toaletowym. 
   W Seattle w nowym mieszkaniu rozmawiałam z nią o moim spotkaniu z Alanem.
-Jaki jest? - spytała. - Przystojny nie?
-Owszem. - szepnęłam. - Jest błyskotliwy...
-Mów od rzeczy! - zaśmiała się.
-Nie wiem, nie da się go opisać...
-Aż tak z nim źle?
-Nie, wręcz przeciwnie. Gdy odbierałam dyplom i zobaczyłam go na żywo... wyglądał tak cudownie... Ale tajemniczo. Nie wiem czy rozumiesz miej więcej o co mi chodzi...
-Trudno to pojąć, nigdy nie rozumiem nic z tego jak chaotycznie tłumaczysz. A szczególnie gdy rozmawiamy o facetach. Zaraz, ty nigdy o nich nie mówisz.
-Bo nie potrafię o nich opowiadać w słowach... Jestem oczarowana nim, naprawdę. Zrobił na mnie wielkie wrażenie, jeszcze gdy czytałam o nim... osiągnął wiele, jestem zaskoczona i pod wielkim pozytywnym wrażeniem tego człowieka.
   

Od Alana

Po rozdaniu dyplomów wsiadłem do samochodu i ruszyłem. Nie zajechałem daleko kiedy zobaczyłem tę dziewczynę. Stała przed szkołą na parkingu.
-Podwieźć Panią?-zapytałem
-Emmm... czekam na przyjaciółki..
-A może jednak?
-Nie wiem. Nie powinnam wsiadać do samochodu obcych.
-Widzę że Pani rodzice dobrze Panią wychowali.
Zaczął wiać wiatr i padać deszcz. Spojrzałem sie na dziewczynę.
-No to jak nie chcesz to jadę. Do zobaczenia. -już miałem zasuwać szybę kiedy ona sie namyśliła.
-Dobrze! Niech mnie... Pan podwiezie.
Wsiadła i ruszyłem.
-Gdzie?
Podała adres.
-Ale to nie w tą stronę!-powiedziała.
-Tak wiem. Muszę jeszcze coś załatwić. Dopiero odstawię cie panno Steele do domu. Nie martw sie będzie to przed wieczorynką.
Spojrzała sie niepewnie jednak oburzona na mnie a ja to olałem.
Po parunastu minutach zaparkowałem w podziemnym parkingu w swoim biurowcu.
-Zostajesz czy idziesz ze mną?
-Emm..
-Szybka decyzja. Nie lubię przeciągania.
-Idę?
-W takim razie szybko.
Ruszyłem a ona za mną. Wsiedliśmy do windy.
-Na jakie studia idziesz?-zapytałem.
-Dziennikarskie.
-Odpuść sobie .Są lepsze kierunki.
-Ale to jest moja pasja.
-Pasja? W takim razie dobrze. Ale polecałbym bardziej inne kierunki.
-Na przykład?
-Literaturę angielską, medycynę, prawo? Bardziej są interesujące moim zdaniem.
-Literatura? Jesteś romantykiem?
-Wręcz przeciwnie.
Winda sie zatrzymała a drzwi sie otworzyły. Wszedłem do środka.
-Poczekaj tu. Dziewczyny ci potowarzyszą.-powiedziałem zostawiając ja z moimi sekretarkami.
Może jej nie zjedzą? Jednak sądzę że nic jej nie bedzie.
Wszedłem do swojego biura i podszedłem do biurka. Wziąłem to co było mi potrzebne i wyszedłem.
-Do widzenia dziewczynki.-odparłem do pracownic.
Panna Steele poszła niepewnie za mną. Zjechaliśmy winą do parkingu i wsiedliśmy do samochodu.
-Teraz odwieziesz mnie do domu?
-Zastanowię się. -odparłem a na widok jej przerażonej twarzy zaśmiałem się lekko-Odwiozę cię.
Ruszyłem.

Od Jo

   Dziś rozdanie dyplomów. Podchodziłam do tego obojętnie gdyż cieszyć się mogłam wtedy gdy pierwszy rok studiów będzie udany z wielkim plusem. Jestem ambitną osobą, zawsze musiałam być najlepsza. Dziś nie było inaczej - wyróżnienie i takie tam.
   Zeszłam na dół a tam siedziała moja siostra. Cieszyła się z nadchodzących wakacji. Radosna skakała po domu podśpiewując. Zjadłam płatki i włożyłam naczynie do zmywarki. 
-Cieszysz się?- spytała siostra. 
-To samo co zwykle. 
-No tak, zawsze byłaś tą najlepszą i nie musiałaś się uczyć. - mruknęła a ja się zaśmiałam. 
-Mamy nie będzie i taty prawda? - spytała zawiedziona. 
   Nigdy rodzice nie mieli czasu na to by z nami być. Ja przywykłam od czwartej klasy nikt z rodziców nie przychodził na żadne wywiadówki i końce roku. Mi było z tym dobrze. Jednak moja siostra... brakowało jej tej osoby. 
-Nie. - odparłam i poszłam poszukać jakiś czarnych butów na obcasach. 
   Zachowywałam zimną krew, wychodziło mi to najlepiej. Miałam dziesięć minut do przyjazdu Eleny i Bea. Mogłam przypuszczać, że El ubierze się jak pierwszej klasy światowa modelka, zawsze się tak ubierała. Ja wolałam skromnie ale elegancko. Czasem jednak lubiłam szaleć i ubrać się tak jak przyjaciółka. 
   Zmieniłam strój na sukienkę, czarną. Na dekolcie koronka, z tyłu rozcięcie. I tak to wszystko zasłoni ''czerwona płachta na byka'', jak to nazywałam. 
   Elena przyjechała po mnie dość szybko. Byłam przygotowana na to, że jak co roku dyrektor wręczy mi najlepszy dyplom i w ogóle. Dziękowałam i odchodziłam, to było moje ''wszystko'' na tą część tego dnia. 
   Miałam nadzieję, że mój starszy brat będzie w stanie wyrobić się tak, by zdążyć do mojej siostry. Mich był niekompletny, zawsze robił wszystko jak chciał, ale gdy poszedł w stronę dziennikarstwa stał się inny. Ja nie musiałam się zmieniać, byłam taka jaką być powinnam. 
   Gdy dyrektor skończył mówić byłam pewna, że zaraz zawoła mnie do dyplomu, jednak myliłam się. Do mikrofonu podszedł znany mi nie od dziś Alan Wood. Tutaj wszystkie dziewczyny zaciągnęły się powietrzem gdy zapiął garnitur. 
   Nauczyciele klaskali po mowie dyrektora a ja wpatrzona byłam w Wooda jak w obrazek. Czytałam wiele o takich ludziach jak on, ale akurat był najmłodszym biznesmenem który tyle osiągnął. Byłam pod wrażeniem takich osiągów jakie miał na liście. 
-Ale ciacho. - przegryzła wargę Beatrice. 
-Słyszałam, że jest gejem. - szepnęłam do przyjaciółki a dziewczyny obok zaraz się zniechęciły. 
   Zaśmiałam się z nich pod nosem. Gdyby wiele czytały o świecie i co się w nim dzieje zorientowałyby się, że wkręcam im kit. Elena wiedziała o nim także sporo, ponieważ też interesowała się tym światem. Szła razem ze mną w stronę dziennikarstwa, już planowała jaki pokój w Seattle weźmiemy. Oczywiście, że chce wielki i z klasą, ona w innych nie umiała żyć. Mnie to było na rękę, choć wolałam skromniejsze progi. Ona zawsze lubiła pozłacane ściany i złoty papier toaletowy, wszystko by się wyróżnić swoim bogactwem, a raczej bogactwem rodziców. 
   Gdy zostałam zawołana przez Pana Wooda aż mnie zatkało. Uniosłam brwi i poszłam w jego stronę, za sobą usłyszałam gwizdy chłopaków z innych klas którym zawsze się podobałam i starali się mnie jakoś poderwać jednak nigdy nie pozwalałam im dojść do siebie bardziej niż ''tylko przyjaciel''. Takie miałam zasady i trzymałam się ich, jednak lubiłam je naginać... czasem. 
-Jo! Ładne nogi! - wrzasnął Paul, jeden ze szkolnych podrywaczy. 
   Zaśmiałam się i podeszłam do Wooda. 
   Gdy na mnie spojrzał mogłabym powiedzieć, że rozpłynęłam się od samego spojrzenia. Podał mi dyplom patrząc na mnie z lekkim uśmiechem. Odważyłam się na niego wreszcie spojrzeć... 
-Gratuluję panno Steele. 
   Uśmiechnęłam się delikatnie i podziękowałam. Gdy odeszłam czułam jego wzrok na sobie, albo mi się zdawało. Chciałam się obejrzeć ale... za bardzo byłam nieśmiała by to zrobić drugi raz. 

czwartek, 2 kwietnia 2015

Od Alana

Wstałem rano równo o 5. Ubrałem się w dresy i wyszedłem pobiegać. Padał deszcz lecz to mi nie przeszkadzało.
Dopiero o 6.30 wróciłem do domu. Wykąpałem się i przebrałem w garnitur. Zawiązałem krawat i wyszedłem z garderoby. Poszedłem do kuchni i zrobiłem sobie kawę oraz kanapkę. Kiedy zjadłem i wypiłem dochodziła 8.30. Byłem typowym perfekcjonistą i zawsze co do minuty planowałem każdy dzień. Zjechałem windą do podziemnego parkingu i wsiadłem do samochodu. Pojechałem do biura.
Personel przywitał mnie z szacunkiem a moja sekretarka od razu powiadomiła mnie o wszystkim co zostało zaplanowane na dziś.
-O 10 przyjdą dziennikarze zrobić wywiad. O 10.30 ma Pan sesję zdjęciową. O 12 jest spotkanie w sprawie reklam. O 14 jest spotkaniew sprawie wręczania dyplomów uczniom na zakończenie roku a o 17 jest spotkanie w sprawie budowy szpitala na które daje Pan pieniądze.
-Dobrze. Dziękuje Diano.
Wszedłem do swojego biura i wreszcie zostałem sam. Dzisiejszy dzień wbrew pozorą nie zapowiadał się pracowicie. Bywało gorzej. Jednak byłem właścicielem tej firmy więc musiałem zadbać o wszystko.

****

Pod koniec dnia kiedy byłem już wolny postanowiłem coś jeszcze załatwić.
Wsiadłem do samochodu i pojechałem w pewne miejsce. A mianowicie na cmentarz gdzie była pochowana moja matka. Po drodze kupiłem kwiaty.
Podeszłe. Do grobu. Zodtawiłem kwiaty i w ciszy wpatrywałem się w napisz.
"Katherine Pierce"
Kochałem ją. Niestety los mi ją odebrał. Przyzwyczaiłem się. Z resztą rodziny nie utrzymywałem kontaktu.
-Witaj braciszku-usłyszałem za sobą.
-Witaj siostrzyczko.-odparłem nie odwracając się.
-Dawno cię nie widziałam.
-A ja dawno nie słyszałem o tobie. Czyżby odwyk?
-Co ty szalony?
-A już miałem nadzieję.
-Ja to nie ty i ludzkie jedzenie mi nie wchodzi.
-I dlatego zabijasz ludzi.
-Oj przesadzasz.
-Ja? Nigdy.
Kochałem moją siostrę lecz nie pasowało mi to że wyłaczyła człowieczeństwo. A to wszystko zaczęło się od śmierci matki.

Od Chrissy

   Dobijała się do domu Allie. Groziła nawet, że zadzwoni na policję. Jednak ja tylko wykonywałam podstawowe czynności. Brałam prysznic. Nic innego nie robiłam. Nie jadłam, nie rozmawiałam z nikim. Allie dobijała się do mnie ale ja nie otwierałam. Siedziałam teraz w fotelu załamana ze łzami w oczach.
-Otwieraj! Błagam! Czuję twój zapach Chrissy!
-Zostaw mnie.- szepnęłam słabo tak, że chyba ona nie była w stanie usłyszeć tego co powiedziałam.
   Zignorowałam ją całkowicie. Po jakimś czasie zrezygnowała i powiedziała, że wróci i wejdzie do domu czy tego chcę czy nie. Jednak nie obchodziło mnie to.

   Tak jak powiedziała tak zrobiła, weszła oknem w łazience. Stanęła koło mnie i wytarła moje łzy. Kucnęła przede mną.
-Czemu taka jesteś? Co się dzieje?
   Milczałam wpatrując się w jeden punkt. Przegryzłam wargę.
-Chrissy...- dotknęła mnie a ja odsunęłam kolano do tyłu.
-Nie... dotykaj mnie. - szepnęłam.
-Ale... - westchnęła zrezygnowana. - Chcę ci pomóc...
-Zabiłam swojego syna... Nienawidzę siebie... Jestem potworem...
-Chris...
-Proszę... chcę być sama... Nie chcę istnieć...
   Allie wyszła smutna.
   Miała Dantego, swojego męża. Niech będzie z osobą którą kocha a nie z osobą, która zabiła syna. Która przyniosła tak wiele złego do życia innych. Mam dość...

(Sorry że krótka ale piszę na telefonie  i podrywam kuzyna więc soreczka xD)

Gada teraz: