-Luc!
-Mia co sie stało?
-Ana.. moja przyjaciółka. .została porwana! Mnie też przetrzymywał ale wypościł! Chodzi mu tylko o nią! On jest dziwny! To psychopata! Ana zgubiła sie w lesie w okolicach Paryża. Po paru dniach kiedy ten ktoś ja śledził uprowadził ja! To chłopak... trzyma ja w domku niedaleko przy ulicy! -mówiłam bardzo szybko.
-Spokojnie.. trzeba powiadomić policję.
-Co? Tak! Właśnie! Czemu na to nie wpadłam?!
Szybko wyjęłam telefon..
-Nie.. pojadę na komisariat! Pojedziesz ze mną?
Niecała godzinę potem byłam z Luc'em w komisariacie.
Weszłam do pokoju a mój towarzysz został na korytarzu. Był jakiś nieswój.
-Comment puis-je aider?-zapytał.
-Ne savent pas comment très français.-odparłam.-Je peux anglais.
-To całe szczęście że i ja trochę umiem angielski.
-Ufff.. bo tak.. moja przyjaciółka została porwana! Zabłądziła w lesie. Ten chłopak.. on ja śledził i obserwował. Porwał ją.. ja ja szukałam i mnie także uprowadził jednak wypuścił bo chodzi mu tylko o nią.
-Wiesz jak wygląda ten mężczyzna?
-Tak.
-Musimy zrobić portret.
Przyszedł rysownik a ja mu mówiłam każdą cechę wyglądu porywacza. Dodatkowo chcieli zdjęcie Any wiec im dałam. Na szczęście miałam przy sobie taki. Byłam na nim ja i ona.. zwiedzałyśmy wtedy Paryż. Powiedziałam im gdzie nas przetrzymywano. Mieli zacząć od razu poszukiwania. Mieli nie informować o wszystkim.
Opuściłam komisariat wraz z Luc'em.
-Dziękuję że przyszedłeś tu ze mną.
-Nie ma sprawy. Mówiłem że lubię pomagać innym.
-Oby nic jej ten typ nie zrobił.
-Będzie dobrze. Zobaczysz.
-Eh... jak ja mogłam do tego dopuścić?
-To nie twoja wina.
-Zawsze jest moja wina!
-Nie prawda.
Uśmiechnęłam się.
-Dziękuje.
-Za co?
-Za wszystko. Ledwo co sie znamy a ty bezinteresownie mi pomagasz.
Luc sie uśmiechnął.. zauważyłam w jego oczach dziwny błysk jednak to zignorowałam. Nagle sobie o czymś przypomniałam. Cholercia! Miałam oddać na policje ten durny naszyjnik! Dobra.. jak poczeka jeszcze parę dni nic sienie stanie.
-To jak? Jedziemy ratować twój związek?
-Nie wiem. .czy jest na to czas.. Ana..
-I tak nic nie zdziałasz.
-W sumie. No dobrze. Tylko zadzwonię do ciotki.
Upewniłam ciotkę Fan ze wszystko jest dobrze. Nie zamartwiałam ja porwaniem. Powiedziałam że przez parę dni będę u koleżanki. Musiałam skłamać. Jednak najważniejsze by sienie martwiła.
Pojechałam bryczką wraz z Luc'em na stacje kolejową i czekaliśmy na pociąg. Bardzo sie stresowałam!
Siedząc już w pociągu wyjęłam z kieszeni zdjęcie moje i Luka.
Byliśmy razem tak szczęśliwi..

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz