środa, 24 grudnia 2014

Od Luca

 Przeczucie mi mówiło, aby nie spuszczać z oczu Any.
I przeczucie się nie myliło.
Siedziałem na ławce i udawałem, że czytam gazetę paląc papierosa. Za ciemnych okularów obserwowałem poczynania Any. Kręciła się przez chwilę niespokojnie wokół chodnika, a potem....
  Zaszokowany zobaczyłem "tą" blondynkę w której torbie prawdopodobnie był mój naszyjnik, która przytuliła się do Any.
- Mia! - krzyknęła Ana na powitanie.
Aha. A więc miała na imię Mia.
Gdy ruszyły wolno aleją, podźwignąłem się z ławki i niepostrzeżenie ruszyłem za nimi, garbiąc się lekko i nie rzucając się w oczy byłem dla Any prawie nie do rozpoznania.
-Znasz Paryż?
-Jego większą część. Nie jestem pierwszy raz u cioci. A ty? Co cię sprowadza do Paryża?
-Mówiłam ci, że tańczę, tak? No, więc mój nauczyciel wybrał kilku najlepszych no i tutaj jest najwyższy poziom. Tu wygra w mistrzostwach tylko jedna osoba.
-Kiedy masz mistrzostwa?
-Za dwa miesiące. Wiele się może zmienić... Mogę sobie odpuścić... Może coś się stać... rozumiesz?
-Tak.
-A co u ciebie?
Wtedy  ta Mia zaczęła nawijać coś o jakimś chłopaku i problemach. Gdy wymówiła imię "Luce" aż przystanąłem zaskoczony. Lecz szybko się okazało że mówi o /Luku/ nie /Liku/ i tu na pewno nie chodzi o mnie.
  Ech te problemy miłosne... Po co się w ogóle z kimś wiązać? 
"Kochać to znaczy niszczyć, a być kochanym to znaczy zostać zniszczonym"
Teraz tylko musiałem się dowiedzieć, gdzie ta Mia mieszka.
Więc gdy Ana o to spytała byłem w niebie.
- U ciotki Fan <podała adres>.
Wniebowzięty odwróciłem się i poszedłem wolno do hotelu.
Teraz mogłem zawitać u niej o każdej porze.
I odebrać swoją należność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: