Wszedłem do środka.Stewardessa spojrzała na mnie przelotnie i powiedziała.
- Proszę siadać panie...
Nie uraczyłem jej podaniem swojego nazwiska i usiadłem w dogodnym miejscu na początku.
Ruda ruszyła za mną.
- Panie... - utknęła patrząc na mnie, ale nie dokończyłem jak poprzednio, więc chrząknęła - Proszę pana to miejsce jest zajęte.
- Tak? - uśmiechnąłem się rozbawiony - A przez kogo?
Odwróciła się.
- Pani przed chwilą wyszła do toalety.
Parsknąłem śmiechem.
- Pani.... - utknąłem tak jak poprzednio ona.
-Dubferry.
- Dubferry - powtórzyłem, po czym w duchu parsknąłem śmiechem - Wybaczy pani, ale tu mam miejsce - wyciągnąłem i pokazałem jej bilet.
- Przepraszam panie... proszę pana - poprawiła się szybko - ale ma pan miejsce... o tam - pokazała palcem miejsce po drugiej stronie pokładu, obok jakieś blondyny, która speszona odwróciła wzrok.
- Po środku? Świetnie - mruknąłem pod nosem, ale posłusznie powlokłem się tam.
Rozsiadłem się obok dziewczyny i mrugnąłem do niej.
- Nienawidzę Paryża latem kiedy słońce grzeje, nienawidzę Paryża zimą kiedy pada śnieg, nienawidzę jego wieży, bo jest taka wysoka - śpiewała jak w agonii blondynka do siebie i nie zauważyła mnie kuląc się na krześle.
Uniosłem brwi.
Wariatka - pomyślałem.
- Paryż jest taki piękny. Czemu go nie lubisz? - spróbowałem kolejny raz próby skontaktowania się z nią.
Udało się. Ale na krótko. Spojrzała na mnie, po czym wróciła do własnych myśli.
Wtedy stewardessa (nie ruda) zaczęła objaśniać zasady BHP, a samolot zaczął kołować, dziewczyna przerażona zatrzasnęła zasłonkę w oknie i skuliła się na krześle.
- Boisz się latać? - spytałem KOLEJNY raz.
Zerknęła na mnie i kiwnęła powoli głową.
Krzyknęła gdy wreszcie samolot wzbił się w powietrze.
Odsunąłem zasłonkę i podziwiałem widoki.
Blondynka odwróciła się do okienka tyłem i wzdrygnęła się.
- Bardzo się boję - powtórzyła cicho.
Zmrużyłem oczy i pokazałem na nią palce.
- Znam ten typ - odparłem.
- Ten typ??
- Ty się nie boisz samolotów. Ty po prostu boisz się życia.
- Ja?!
- Nie potrafisz się bawić.
- Potrafię bardzo mile spędzać czas.
Parsknąłem śmiechem.
- A co robisz?
- Żyję!
Wywróciłem oczami.
- Też mi zabawa....
Przygryzła wargę.
- Ile miałaś lat jak straciłaś swój... no wiesz kwiat.
- Kwiat... a kwiat.... Uważam że to zbyt osobiste pytanie. Nawet nie wiem jak masz na imię!
- Luc skarbie.
- /Luk/ ?
- /Lik! - poprawiłem ją z westchnięciem - A ty blondynko która ma strach przed samolotem i życiem?
- Anabeth - mruknęła pod nosem i wlepiła wzrok w szybę.
A ja dotknąłem mojej roślinki pod kurtką. Najwyższy czas ją nawodnić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz