Spuściłam wodę i wyszłam z łazienki. Był słoneczny poranek a ja jak zwykle już o godzinie 8 byłam na nogach. Stanęłam przed wielka szafą i otworzyłam drzwiczki. Wzięłam jedną parę rurek i jeden biały sweterek. Założyłam czystą bieliznę. Kiedy to zrobiłam przejrzałam się w lustrze stojącym w rogu pokoju. Jęknęłam niezadowolona i szybko dokończyłam ubierać się. Usiadłam przy toaletce i zaczęłam rozczesywać swoje w miarę długie włosy. Kiedy już to zrobiłam związałam je w koka. Umalowałam się i kiedy już byłam gotowa wyszłam z pokoju nucąc sobie. Usiadłam przy stole w jadalni gdzie już zaczynała śniadanie moja rodzina.
-A ty kochanie nie jesteś głodna?-zapytała mama nakładając tacie sałatki.
-Nie, dziękuję wstałam już dużo wcześniej i zjadłam. -powiedziałam z uśmiechem popijając herbatę z cytryna i miodem.
-Chyba że tak. Jedziesz dziś do galerii?-zapytała.
-Tak. Niedługo mają po mnie przyjechać dziewczyny.
Kiedy rodzice skończyli posiłek pojechali do pracy a ja usiadłam w salonie przed telewizorem i rozkoszowałam sie spokojem. Jutro były moje osiemnaste urodziny. Wreszcie dostane dowód, prawko na które czekam już dwa tygodnie i co najważniejsze niedługo matura.
Około godziny 13 pod moim domem rozległo się trąbienie. Uśmiechnęłam sie i wyłączyłam telewizor. Założyłam czarne botki na obcasie i czarną skórzana kurtkę. Wyszłam z domu i od razu zobaczyłam wypasiony samochód Kim.
Podeszłam do niego i wsiadłam na tył.
-To jak? Gotowe na szalone zakupy?
-Tak!-zaśmiała sie Maddy.
Na przednim siedzeniu za kierownicą siedziała Kim a obok Maddy. Uwielbiałam te wariatki.
Pojechałyśmy.
***
Akurat przymierzałam sukienkę kiedy zadzwonił mój telefon.
-Kto to?-zapytała Kim.
-Luk...-powiedziałam i odebrałam jednocześnie odchodząc parę roków.
Nie żebym miała coś do ukrycia przed przyjaciółkami jednak wolałam odejść na bok.
-Tak kochanie?-powiedziałam ucieszona że usłyszę jego głos.
-Mia musimy porozmawiać.-powiedział.
-Tak?
-To nie rozmowa na telefon.-powiedział a ja już czułam jak mój żołądek robi fikołki.
-Coś sie stało kotek?
-Gdzie jesteś?
-W galerii wschodniej z dziewczynami na zakupach.
-Przyjadę tam za dwie godziny
-Dobrze..
Rozłączył się a ja jeszcze przez chwilę stałam trzymając telefon przy uchu.
-Mia?-ocknęłam sie na dźwięk głosu Maddy.
-Co? Tak?
-Coś sie stało?-zapytała Kim.
-Tak.. nie.. nie wiem.. Luk chce zemną porozmawiać za dwie godziny. Mówi ze to nie na telefon.
Dziewczyny spojrzały sie na mnie.
-Może ma dla ciebie niespodziankę?-zaśmiała się panicznie Maddy.
-No właśnie! Jutro masz urodziny przecież!
-Pewnie macie rację.-uśmiechnęłam się.
Dokończyłyśmy zakupy a dwie godziny potem czekałam na Luka przed galerią na parkingu.
Nie przyjechał.. Nie odbierał także telefonów.
Dopiero po godzinie zobaczyłam jego samochód. Ucieszyłam się. Mozę i nie dobrze ze tyle czekałam ale.. kochałam go.
-Mia.. -powiedział wysiadając.
-Luk co się stało?
-Wybacz kochana że.. w ten sposób ci to mówię ale.. wiesz że w naszym związku się nie układa? I to już od dłuższego czasu. Dużo dla mnie znaczysz i chciałbym by nasze kontakty sie nie urwały ale.. lepiej jak zostaniemy przyjaciółmi.
-Co?-zamarłam.
Głos zatrzymał mi sie w gardle i nie wiedziałam co sie dzieje.
-Wybacz mi Mia ale tak będzie lepiej. Z nami koniec.
-Luk ale.. przecież nie możesz tak zaprzepaścić tego czasu który razem spędziliśmy! Kocham cię!
-Ale ja ciebie nie..-powiedział.-Wybacz. Jesteś dla mnie jak siostra.. nie jak ukochana dziewczyna..
-Co zrobiłam nie tak?
-Ty nic! To ja sie zmieniłem.
Zaproponował mi że mnie odwiezie jednak ja wolałam być sama. Poszłam przed siebie w miasto. Jak mógł zakończyć to wszystko co trwało tyle lat? Byliśmy razem w końcu 3 lata! Jeszcze 2 i bym czekała na pierścionek a on.. jak mógł?
Zaczęło robić sie ciemno. Nie dzwoniłam po rodziców ani Kim.. wolałam wrócić do domu sama.
Poczekałam na przystanku na busa. Co prawda czekałam godzinę ale dzięki temu ze nikt inny nie czekał mogłam pobyć sama w ciszy.
W busie siedziałam wpatrzona w szybę a wracając z przystanku niedaleko domu także milczałam. Dopiero w domu kiedy tylko przekroczyłam próg drzwi.. rozpłakałam się. A jutro moje osiemnaste urodziny.. niespodzianki jak na razie są na prawdę świetne!
-Kochanie?-zobaczyłam tatę.
Wyszedł ze swojego gabinetu kiedy tylko usłyszał mnie i mój płacz.
Spojrzał sie na mnie i od razu wiedział co robić. Przytulił mnie i zaprowadził do salonu. Poszedł do kuchni i zrobił gorącą czekoladę do picia. Następnie usiadł obok mnie i podał mi jeden kubek.
-Luk?
Pokiwałam głową a do moich oczu napłynęły nowe łzy.
Tata podał mi chusteczkę. Kochałam swoich rodziców. Na prawdę miałam u nich wsparcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz