niedziela, 21 grudnia 2014

Od Luca

- Szybciej proszę! - jakiś gruby męski głos doszedł mnie z zewnątrz, a po nim energiczne pukanie.
- Zaraz panie - burknąłem pod nosem i wsadziłem korzenie roślinki pod wodę - Pij malutka, pij - szepnąłem do sadzonki troskliwie.
-  Ktoś potrzebuje skorzystać z toalety! - huknął tamten.
Westchnąłem i zawinąłem roślinkę w szarą szmatkę. Zerknąłem na zawinięty w niej łańcuszek i uśmiechnąłem się do siebie. Już niedługo.
 Gdy wracałem zahaczyłem o kuchnie. Stanąłem przy blacie i zobaczyłem na półce poniżej dwie małe wódeczki.
- Poproszę dwie szklaneczki z lodem.
Gdy stewardessa mi nalewała, stanąłem bokiem i wsunąłem buteleczki do kieszeni. Nie zorientowała się i z przemiłym uśmiechem podała mi kieliszki.
 Wróciłem do Beth z zadowoloną miną. Wyłożyłem się na fotelu i postawiłem kieliszki na tacce po czym nalałem do nich zawartości.
Obrzuciła mnie nieprzyjemnym wzrokiem.
- Francuz - burknęła - Na dodatek z wąsem.
Uniosłem brwi.
- Masz coś do Francuzów kochana?
- Nie mów do mnie kochana - warknęła.
Zaśmiałem się.
- Spokojnie Amerykanko.
- Nie jestem Amerykanką - odparła.
- Nie? - uniosłem kieliszek do ust - A już myślałem, po twoim zachowaniu...
- Moim zachowaniu?! - wybuchła - I kto to mówi?! Wścibski, nieokrzesany a na dodatek - nie oszukujmy się - niezbyt czysty, podejrzany Francuz, który zaraz wrzuci mi pigułkę gwałtu do tego kieliszka i zacznie mamić, a potem...
- No no - przerwałem jej - kochanie nie pochlebiaj sobie. Sugerujesz mi po parunastu minutach znajomości, że chciałbym cię...?
-  Tak! - warknęła, a potem szybko się poprawiła - To znaczy nie, ale....
Zaśmiałem się cicho pod nosem.
- Z takimi jak ty nigdy nic nie wiadomo!
Gestykulując niechcący uderzyła mnie w roślinkę ukrytą pod kurtką.
- Ej uważaj! - syknąłem.
- Co tam chowasz?? - spytała podejrzliwie.
Zacząłem wstawać, a ona  zawołała za mną gdy szedłem do łazienki.
- Ojej no przepraszam!
Sprawdziłem czy sadzonce nic się nie stało, pogapiłem się chwilę na łańcuszek, a potem oddałem 
kieliszki w kuchni. Poszedłem w kierunku miejsca który zajmowałem.
Zobaczyłem po drugiej stronie blondynkę która kłóciła się z kimś przez telefon. Zauważyłam że jej bordowa torba była taka sama jak torba Anabeth. Mam nadzieję, że los nie sprawi znów żadnej omyłki i torby zachowają obydwie właścicielki.
  Zerknąłem na Anę. Spała. To była wyśmienita okazja. Odpiąłem jej torbę i wsunąłem roślinkę. Celnicy nigdy by mnie nie puścili, a osób takich jak ona po prostu się nie czepiali. Zadowolony usiadłem obok niej. Wyszło przebiegało zgodnie z planem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: