niedziela, 21 grudnia 2014

Od Annabeth

 Lot zdawał się nie mieć końca. Miałam wrażenie, że spadamy, albo... albo... no sama nie wiem! Było okropnie. Nienawidziłam lotów, jedynie przyleciałam tu dlatego, że nauczyciel tańca wybrał najlepsze osoby do szkolenia tutaj, w Paryżu. Znajdują się tu najlepsi... Nie mam z nimi szans, ale nigdy tu nie byłam. Chciałam też zwiedzić trochę, ale informacja, że będę leciała samolotem mnie zaszokowała. Nigdy nie podróżowałam samolotem! W ogóle nigdzie się nie ruszałam, wtedy było tylko Newcastle... Taniec i malowanie... Życie towarzyskie i praca w kawiarni.
 Luc spojrzał na mnie skuloną na siedzeniu, westchnął i poprawił pozycję siedzącą, albo nazwę to lepiej - rozwalonego leniwca.
-Umiesz w ogóle francuski?
-Nie - Odparłam szybko.
-To po cholerę tam lecisz, skoro nie masz jak się dogadać?
-Bo dostałam propozycję, z której nie mogłam zrezygnować.
-Twój chłopak chce cię zobaczyć i kupił ci bilet w najbardziej romantyczne miejsce na świecie?
-Po pierwsze nie mam chłopaka, po drugie, nie uważam, że Paryż to najbardziej romantyczne miejsce.
-Nie gadaj. Nawet ja tak uważam. Skoro trzymasz się tego, to wiedz, że jesteś pozbawiona serca.-Udawał minę smutnego zbitego psa.
-O nie,nie,nie. Wypraszam sobie, jestem jedyną kobietą na świecie która przebrnęła przez wszystkie tandetne książki romantyczne, te dobre i najlepsze, w których się zakochałam.  A to ty wydajesz się nie mieć serca, bo mam wrażenie, że podajesz się za jakiegoś króla czy coś w tym stylu. Moja wypowiedź byłaby bardziej, ale jestem przerażona lotem, więc nic innego nie wymyślę, by ci dogadać.
-Dogadać? Czekaj,czekaj... ale co ''byłaby bardziej...''?
-No... Bardziej bardziej.
-Jesteś dziwaczką.
-A ty cholernie wkurzający.
-Twoje gadanie też jest wkurzające.
-Ty mnie zagadałeś.
-Ale chociaż nie myślisz o locie, co?-Uśmiechnął się złośliwie a ja nagle krzyknęłam, kiedy samolot zaczął lądować.
 Wstałam w tym samym momencie co Luc. Był ode mnie wyższy o dwie głowy, co mnie zirytowało. Byłam też poddenerwowana lotem, miałam nogi z waty, a na końcu zobaczyłam Lux (Urodziła się w Paryżu, ale jest niezwykle chamska i wredna),nauczyciel Patrick, Gary,Seba i Vericka. To grupa najlepszych, ci wybrani. Ja nie miałam osoby do tańca, wolałam robić to sama. Jeśli był taniec grupowy, nie mogłam się skupić. Patrick wypominał nam o uczuciach przeniesionych na drugą osobę w tańcu ale ja nie mogłam tego pojąć. Skoro tak nie jest, dlaczego miałabym robić coś, co jest kłamstwem w stosunku do mnie?
-Pomóc pani z bagażami?-Zapytał ironicznie uśmiechając się Luc.
-Nie.
-Wyglądasz, jakbyś miała zemdleć. -Zaśmiał się.
-Ciągle tu jesteś? Myślałam, że wyszedłeś.-Mruknęłam, złapałam walizkę i podążyłam do wyjścia.
 Ono też było przerażające.
 Lux z Vericką śmiały się ze mnie, kiedy wylazłam z samolotu jako przed ostatnia, bo Luc wyszedł zaraz po mnie. Kiedy stanął za mną chwycił mnie za rękę i poprowadził do wyjścia. Złapało nas kilku francuskich policjantów. Przewróciłam oczami.Nawijali coś po swojemu, a Luc zaczął z nimi dyskutować. Rozmowa stawała się coraz bardziej burzliwa, wiec wkroczył Patrick. Był znany,a mógł odciągnąć uwagę ochroniarzy.
 Ku mojemu zdziwieniu i Luc'a, puścili nas po niedługim przekonywaniu Patricka. Podszedł do mojego przyczepionego sąsiada z samolotu Gary.
-Czego chcesz od Any?
-Mówiłaś, że nie masz chłopaka.
-Bo nie mam.-Warknęłam.- Odwal się.
-Czekaj czekaj!-Zatrzymał mnie Luc.-Przypadkowo... em...
-Zamknij się, spadaj stąd zanim mnie zdenerwujesz bardziej. Zaczynasz mnie przerażać.
 Patrick kazał mu się wynosić jednak Luc stał się agresywny, co mną potrząsnęło. Stanęłam przed nim jak mała dziewczynka, bo wzrostem naprawdę to śmiesznie wyglądało. Nie było mi teraz do śmiechu.
-Spadaj, bo wezwę gliny.
-Niech przeszukają ci torebkę to zobaczysz.-Syknął mi do ucha.
-Co?-Sięgnęłam do niej, a on zatrzymał mnie.
-Nie teraz nie patrz.
-Jesteś CHORY! Odwal się wreszcie!-Krzyknęłam, a wtedy policja się nim zainteresowała.
 Znając takich cwaniaczków jak on wybrnie z tego łatwo. Ale w hotelu sprawdzę jeszcze co miał na myśli ten świr.
 Hotel miał pięć gwiazdek, według mnie na to zasługiwał. Był wielki, a pokoje i łazienka nieziemska. Jedzenie i słodkości też wyglądały apetycznie. Lubiłam się obżerać, ale teraz interesowała mnie rzecz w mojej torbie. Pognałam do pokoju, otwierając drzwi prędko poszłam do łazienki, zamknęłam się tam i wyjęłam z torby wszystko.
-Jezu Chryste!-Syknęłam tupiąc nogą wściekła.-Cholerny francuzik!
-Wszystko dobrze, Ana?
-Tak,tak... wiesz.. przejdę się.
 Musiałam znaleźć tego fagasa! Nie wzięłam ze sobą ''kwiatka'', mam do pogadania z nim, o ile w ogóle go znajdę. Jego mała roślinka jest schowana. Nikt jej nie znajdzie, chociażby nie moi przyjaciele. Nie grzebią mi w rzeczach. Znajdę tego Luca... pogadam z nim. Nie oddam mu jego kwiatuszka, bo nie będę pomagać CHORYM ludziom. Tym,którzy biorą ten chłam... Przeraża mnie jego agresja, ale i tak mu nie dam tego, co sobie będzie chciał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: