środa, 31 grudnia 2014

Od Annabeth 2. Nieoczekiwana zmiana planów

 Haha, UWAGA!
 Nie zwracajcie uwagi na tekst pod gifem (You killed my fish)! Jak go zobaczyłam to się uśmiałam...! To może znaleźć się w późniejszych opowiadaniach... Ale nie wiem, zobaczymy ! Piszę na żywioł :)
 A, Klaudek, wkręcę Mię w swój plan, jeśli ci to nie przeszkadza, ale to za jakiś czas, muszę rozkręcić akcję :) 
Jeśli coś ci nie pasi ten tego to pisz! :) Nie zepsułabyś mi tym planów, nic by się nie zmieniło, jak coś ! :D 
_____________________________________________

 Siedziałam w jakimś magazynie i wsłuchiwałam się w radio, kiedy już kolejny raz Hugo (prowadzący stację), mówił o moim zaginięciu, a nikt się nie zgłosił i nic nikt nie wie. Moi znajomi nie przestawali się poddawać, jak mówił. Był wywiad z Kat, ze Szronem, z Bronxem... Nawet Mią. Byli bezsilni. Nikt nic nie mógł zrobić, tylko Mia wiedziała gdzie jestem, wiedziałam, że wróciłaby tu, tylko nie sama. Bałaby się, wiedziałam to. A nawet ja bałabym się o nią. Nie jest tu bezpieczna, Joseph znów by ją złapał. 
  Na górze usłyszałam kroki, potem jakąś rozmowę. Strzał, a następnie krzyki Josepha i śmiech jakiegoś innego mężczyzny. Nie słyszałam nic, ale kiedy spojrzałam przez okienko w piwnicy, zauważyłam ładny czarny lśniący samochód, bez ani jednej ryski. Musiał przyjechać ktoś ważny, albo ktoś okupił bank... 
  Ten ktoś nie był raczej z Francji bo mówił po Angielsku. Rozumiałam wszystko, słowo w słowo kiedy zaczęli schodzić na dół. W samochodzie nikogo nie było. Wyłączyłam radio jak najszybciej i wtedy wszedł jakiś wysoki facet około 24 lat, potem drugi, patrzył się na mnie tak dziwnie... Obydwoje byli w smokingach, wyglądali jak jacyś gangsterzy. Ten pierwszy miał odpięte dwa guziki białej koszuli. 
   Na końcu Joseph, który był jak widać zadowolony widząc mnie w takim stanie. Ten pierwszy podszedł do mnie i pokręcił głową niezadowolony. 
-Policja już węszy... Wiesz, jeden przyszedł tu po ciebie. 
A więc to strzał który słyszałam, był wymierzony w policjanta... Boże. Jeden człowiek przeze mnie zginął, ilu jeszcze? Nie zamierzam nikogo pakować w to bagno, a już na sto procent nie przyjaciół.
 Nic się nie odzywałam, bałam się, serce biło mi jak oszalałe. Mieli dwa pistolety po jednej i drugiej stronie. Byli nieźle zaopatrzeni, czekałam na strzał w moją głowę.
-Umowa była inna...- zaczął ten drugi. Był wyższy od tego, który do mnie mówił, jak mi się wydawało. Przewrócił oczami jakby powtarzał coś kilka razy małemu dziecku - Miała być cała pieprzony gnojku. 
-Sa...Sama się o to prosiła, Lee...- Zdziwiło mnie, jak on się ich boi. Myślałam, że działają wspólnie.
-Zamknij pysk. Prawda jest taka, że nie wykonałeś naszej prośby, a wiesz, z czym to się wiąże...-Westchnął spokojnie.
 Ten drugi zatrzymał go i przerwał. Ten.. zdaje się, Lee, miał strzelić prosto w jego głowę.
-Nie teraz. Policja się nim zajmie. 
-Po...Po...Policja?-Wycedził Joseph.
-Tak... Widzisz, przez to, żeś wypuścił Mię, która też miała trafić w nasze ręce... Policja poszukuje jej - wskazał na mnie Lee - a więc jeśli uciekniesz stąd, to my cię dopadniemy, no i strzelimy ci w łeb, rozumiesz?-Uśmiechnął się. 
 Kiwnął przerażony głową.
 Ja bym uciekła. Czy on wierzy w te bajki, że niby go złapią? Albo są tak niebezpieczni, że aż się ich naprawdę boi, wierzy im, że go znajdą i zastrzelą.
  A więc Mia też była im potrzebna... Musze wiedzieć, o co im chodzi. Będzie mi łatwiej zrozumieć sytuację, no i nie wyrywać się. Chociaż sama byłam przekonana, żeby lepiej wykonywać ich polecenia, jak potem sam powiedział mi to Lee.
  Podszedł do mnie a ten drugi zajął się rozmową z Josephem. Wypytywał go o to gdzie jest Mia, gdzie mieszka, jakim samochodem odjechała. Modliłam się, by nic o niej nie mówił. 
-Teraz słuchaj to, co ci powiem. Robisz tylko i wyłącznie to co ci każemy. Nic Mii się nie stanie, jeśli tylko nic nie spieprzysz. 
-Zostawicie... ją... w spokoju...?-Spytałam przerażona siląc się na każde słowo. 
-Kiedy mamy ciebie, ona jest zbędna. Kiedy ty zrobisz coś, co spowoduje, że będę musiał przedziurawić twój łeb wtedy... raczej Mia zacznie być naszym obiektem zainteresowań. Rozumiesz?
 Kiwnęłam głową a on położył mi dłoń na ramieniu. Przeszły mnie ciarki. Nagle on się zatrzymał, patrzył na mnie jakby zastygł w miejscu z lekkim uśmiechem. Wpatrywałam się w niego ze zdziwieniem, a on nagle ocknął się i szepnął.
-Nie martw się, na razie nic ci nie grozi. O ile wszystko przejdzie z godnie z planem. 
-Czemu... tak... zastyg...zastygłeś...?
  Westchnął i szepnął mi na ucho. 
-Widziałem cię przed chwilą w wielkiej kałuży krwi, a ty byłaś martwa, twoja czaszka wyglądała jak sitko. Lała się z niej krew, mm... Pycha. 
  Przeszedł mnie odruch wymiotny. On wstał bez słowa śmiejąc się pod nosem i ten drugi zarządził odjazd. 
  Nagle Lee znów zastygł. Co on ma jakieś ataki... czegoś?! Przerażały mnie jego zachowania tego typu, wyglądało to dziwnie... przerażająco. 
-Zmiana planów.-Zarządził Lee. 
-Co?-Spojrzał na niego jego towarzysz.-Słuchaj, ja tu wydaję rozkazy.
-Jakiś pierdolony policjant właśnie tu jedzie, przed chwilą widziałem go jak zapieprza tutaj radiowozem. Jeśli on - wskazał na Josepha - weźmie nasz samochód i podjedzie tyłem. Zejdziemy na dół i wyjdziemy tylnymi drzwiami. W razie czego dostanie w łeb kulką.
-Dobra. Bierz kluczyki. Nie zarysuj mi go. Masz trzy minuty.
 Kiedy Joseph wyszedł z pomieszczenia i schodził schodami, ten drugi w garniaku podszedł do okna i obserwował, czy nikt nie jedzie. Skąd oni wiedzieli, że zmieniło się moje miejsce pobytu...? Jestem w jakiś magazynach daleko za miastem, daleko od domu Josepha... A policja tak szybko mnie znalazła?
-Psy nie chcą odpuścić - szepnął - Zrobimy tak, by byli pewni, że jesteś bezpieczna i że się odnalazłaś. Zapewnisz ich, że wszystko w porządku, pokażesz się znajomym, potem powiesz, że musisz na jakiś czas wyjechać. 
-Jakiś... czas?
-Nie wiem ile cię nie będzie, może na zawsze. Jeśli wszystko dobrze pójdzie ujdziesz z życiem.
-Albo jak Sebastian będzie miał zachciankę cię zabić, to nie wrócisz. -Uśmiechnął się Lee trzymając w gotowości pistolet na zbliżającego się policjanta. 
-Jak to... zachciankę?
-Jak nie będziesz nam już potrzebna.-Sprostował Lee.
-Podjechał.-Powiedział Sebastian.-Idź Lee. 
  Złapał mnie mocno za ramię i pociągnął w stronę drzwi.
-Czekaj...-Mruknął Sebastian - Tu masz lepszą broń. 
 Wyjął ze skrzyni jakąś wielką broń. Lee uśmiechnął się ale potem spoważniał. Widzę, że Joseph ma jakąś niezłą broń, jest handlarzem, a dla nich chyba ma co nie co. A mnie przetrzymywał bo tak kazali im oni. 
 Sebastian wrócił do okna, a potem szepnął, że radiowóz właśnie stoi pod magazynami. Lee załadował broń i kazał mi trzymać się za sobą. Tak zrobiłam. Nie chciałam by kolejny policjant został zastrzelony, ale było też dwóch innych. Jak się okazało, to nie był problem dla Lee. Starał poruszać się bezszelestnie, by wyprowadzić mnie z budynku. 
 Kiwnął głową w bok by dać mi znak na to, bym poszła w kierunku drzwi. Policjanci poszli w inną stronę, przeszli do innego magazynu obok a Lee poprowadził mnie do tylnego wyjścia. 
  Dopiero jak przechodziłam koło niego zauważyłam ładny obraz za nim. Pewnie kosztuje sporo... Nie dziwię się, że Joseph ma tyle pieniędzy i taki ładny dom... Wiadomo, skąd czerpie pieniądze. 
 Wyszliśmy z magazynu idąc do samochodu. W środku Joseph siedział jak na szpilkach obawiając się, że znajdą jego cenną broń której było tam mnóstwo. Lee zaśmiał się i klepnął Josepha i powiedział  by wyszedł i wziął swój samochód i oddał go Sebastianowi. Tam zrobił. Lee przeszedł na siedzenie kierowcy i odjechał. 
-Gdzie jedziemy?
-Do Paryża po twoje rzeczy. Musisz zapewnić wszystkich że jesteś bezpieczna.
-Ja nie kłamię...
-Przepraszam aniołku, ale musisz, bo inaczej będe musiał sięgnąć po inne środki. 
Westchnęłam.
-Umiesz grać?
-Hm?
-Pytam się czy umiesz grać?-Spytał prowadząc samochód z niewyobrażalną prędkością. 
-Nie... 
-To powiedzmy sobie tak, zaczynasz teraz lekcje aktorstwa. Udajesz, że jest wszystko w porządku. Będę czekać na dole w recepcji, będziesz miała dziesięć minut, przedłuży się, wchodzę, zastrzelam ich i wychodzimy, zrozumiano?
-Tak...
-Grzeczna dziewczynka.-Kiwnął głową. 
  Czuję, że będzie to ciężki dzień... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: