Miałam to w sumie gdzieś, a to, że ludzie się na mnie gapią powinno stać się dla mnie normalnością. Nuciłam pod nosem piosenkę Katty Perry - Unconditionally. Obserwowałam ludzi idących gdzieś. Jedni śpieszyli się a drudzy powoli spacerowali, większością byli starsi ludzie, którzy uśmiechali się i śmiali widząc mnie roztańczoną i skaczącą jak nie wiadomo co po parku.
Wpadłam na jakąś dziewczynę, która właśnie wychodziła prawą drogą a ja miałam tam właśnie skręcić. Zdjęłam słuchawki i w panice zaczęłam mamrotać przeprosiny, zła na siebie, że znów mnie poniosło i nie uważałam jak chodzę, a dziewczyna naprawdę wyglądała nie w sosie.
-O Boże... Przepraszam.. Wszystko w porządku?
Dziewczyna zrobiła kwaśną minę i usiadła na ławce obok. Spojrzałam na nią i wzruszyłam ramionami uśmiechając się.
-No... Tak w ogóle to Annabeth.-Przedstawiłam się podając jej rękę.
-Mia...
Usiadłam koło niej i zamieniłam się w księdza przy konfesjonale.
-Wiem, może się długo nie znamy i w ogóle... Ale... widzę, że coś jest nie tak, prawda?
-Ta... Sprawa rodzinna.
-Rodzice?
Kiwnęła głową marszcząc brwi.
-Rozwód?-Zapytałam strzelając.
-Skąd wiesz?
-Trafiam na oślep.-Wzruszyłam ramionami.-Nie moja sprawa, rozumiem. Ale... Może zrobili to, bo są sobą zmęczeni, nie wpadłaś na to?
-Ale... byli ze sobą tyle czasu!
-Ludzie się zmieniają. Tak jak ich uczucia do drugiej osoby.
-Znasz się na tym, co?
-Nie. Nie przeżyłam jeszcze swojej ekstra wielkiej miłości.
Z niedowierzaniem uniosła brwi i zaskoczona spytała:
-Poważnie?
-Tak. Uważam, że jeśli chciałaby przyjść to by przyszła. Nic na siłę. A wiem to z książek romantycznych, tak... żałosne, wiem.
-Nie, wcale nie. Tylko... mam pytanie... Uważasz, że warto walczyć?
-Zależy.
-Od czego?
-Od tego, czy druga osoba cię kocha, czy ucieka przed tobą, czy jest otwarta na twoje propozycje, np. walki. Musi być warta twojego czasu i uczuć. Jeśli raz cię nie doceniła, drugi, to wierz mi lub nie, ale nie jest ciebie warta. Ale to mój pogląd na miłość, twój czy kogoś innego może być całkiem inny.
-Dzięki.
Uśmiechnęłam się szeroko.
-A... Gdybyś chciała pogadać... w razie czego... to nowa znajoma pomoże w sprawach sercowych. Wiem, znamy się tylko kilka minut ale... Nie jesteś taka jak inne dziewczyny. Taka... pusta w środku, widząca tylko swoje wartości i tylko te dobre i najlepsze. Ja znam większość takich.
-Jasne. Podam ci swój numer...-Powiedziała nadal przygnębiona.-Widziałam, jak skakałaś po parku. Dobrze się czujesz?
Zaśmiałam się i kiwnęłam głową.
-Tak, z pewnością dobrze. Tańczę, a energia mnie dziś rozpiera.
Telefon jej zadzwonił, poderwała się szybko. Pożegnałyśmy się ze sobą, i każda poszła w swoją stronę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz