poniedziałek, 22 grudnia 2014

Od Luca

Była tu.
Złapałem ją za rękę i odwróciłem do siebie.
- Puść mnie kryminalisto! - syknęła.
Parsknąłem śmiechem.
- No,no. Kto by pomyślał. Na pokładzie samolotu, taka milutka...
- To przez fobię latania! - przerwała mi w połowie zdania i wyszarpnęła się z mojego uścisku - Słuchaj nie wiem kim jesteś i czego ode mnie chcesz - rozkręcała się, a ja połowę swojej uwagi przeniosłem z niej na torbę, która teraz leżała obok niej na ławce.
Nie mogłem po prostu schylić się i wyciągnąć mojej sadzonki.
Musiałem zastosować metodę....
Ona mówiła coraz szybciej i gestykulowała coraz gwałtownie, czasem uderzając mnie w ramię, a ja obserwowałem całe pomieszczenie hotelowe. Nagle zobaczyłem faceta z obsługi pchającego wózek z torbami i walizkami. Zanim maszerowała ta blondynka z samolotu z torbą identyczną jak torba Any.
To była okazja.
Nie musiałem nic kombinować, wszystko samo się rozwiązało.
 Do środka wpadł jakiś mężczyzna uciekający przed gliną. Biegł na oślep i w momencie kiedy blondynka położyła torbę na wózek, wpadł w niego wywracając faceta z obsługi, blondynkę i torby.
Ponieważ działo się to wszystko parę metrów ode mnie i Any, pod pozorem ucieczki przed bandytą, wziąłem ją na ręce, a torbę zarzuciłem sobie na ramię. Zaszokowana przez chwilę nie protestowała, a potem zaczęła wierzgać wściekle nogami i rzucać się we wszystkie strony.
- PUŚĆ MNIE WARIACIE! - darła się wniebogłosy.
Jednak lata ćwiczeń i praktyki w ucieczkach pozwoliły mi teraz jej nie wypuścić z ramion.
 Wbiegłem umyślnie w cały karambol. Wszystko się jednak skomplikowało. Coś podcięło mi nogi i poleciałem do przodu wypuszczając krzyczącą Anabeth. Torba potoczyła się po podłodze... I zniknęła mi z pola widzenia.
  Minutę potem zobaczyłem wybiegającą z hotelu nieznajomą blondynkę... Z czerwoną torbą. Problem w tym, że nie wiedziałem  czy to ta z moją sadzonką, czy nie.
  Nie wiem jak udało mi się wyjść z tego karambolu. Po parunastu minutach uciekinier i glina byli już daleko po za hotelem. Wszyscy zbierali swoje torby i ogarniali teren. Zobaczyłem Ane, która podnosiła czerwoną torbę.
  Niespodziewanie jakiś mężczyzna wyrwał jej ją z ręki i warknął.
-Oddawaj złodziejko. To nie twoja torba.
Po czym zostawił ją zaszokowaną i poszedł do wyjścia.
- Merde! - zakląłem pod nosem i ruszyłem za nim przerażony.
Niestety ślad po nim zniknął na ulicy.
Złapałem się za głowę.
To był koniec.
Gdzie ja znajdę tą blondynkę? Albo tego faceta?
I skąd mam wiedzieć w której torbie jest moja biedna, wysuszona sadzonka i zawinięty w nią drogocenny naszyjnik??
Je ai été dans le cul

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: