No a to tak dla odmiany ;)
--------------------------------------------
Szłam przez las, patrolując niektóre szlaki. Rozważałam na temat dziwnych zaginięć ludzi, nie rozwiązane sprawy i zabójstwa. David został załatwiony przez Michaela i mnie, przecież jeszcze widziałam na własne oczy jak on podpala jego ciało! A Nina? Ech, jakoś sobie radzi. Ciężkie było dla mnie przeobrażenia jej wspomnień.
Ze mną i Charliem nie jest najlepiej. Podoba mu się milion dziewczyn w miasteczku i sforze. Zaczyna mnie to martwić, jest wilkołakiem, łatwo mogę jako wampirzyca mu się znudzić, a raczej przestać podobać. Denerwuje mnie to, jak dziewczyny zwracają na niego uwagę. Jeszcze ta, jak jej tam, jakaś Olivia zjawiła się w naszym miasteczku, ładna, tajemnicza... ale wredna jak diabli! Ma brata bliźniaka Luk'a. On wydaje się być sympatyczny.
Nagle zawisła mi w głowie jedna myśl. Ostatnio Liam powiedział mi, że widział się z Klausem, jego stary dobry znajomy z czasów rycerzy,księżniczek i bla bla bla. Czyli to oznacza, że Klaus jest pierwszym wampirem stąpającym po ziemi, ten, który został zamknięty w grobowcu przez czarownice. Nie mógł się tak po prostu wydostać! Ale skoro mój brat go widział, jeśli to cholerna prawda... Miasteczko nie jest bezpieczne. Klaus je zniszczy. Siał postrach kiedyś, i siać go będzie. Słyszałam tylko o nim, aczkolwiek naprawdę, przeraża mnie sam on. Słysząc te okropne rzeczy...
Wróciwszy do domu wieczorem, usłyszałam jakieś kroki. Potem ucichły, myślałam, że to Nina lub Charlie, ale z moją przyjaciółką przecież się nie widziałam od ranka, pracuje do 22.30, a do swojego chłopaka się nie odzywam... o ile można go uznać za mojego chłopaka. Nie wykazuje chęci bycia nim dalej.
Stanęłam przed Klausem. Tak, stał tu we własnej osobie. Przeraziłam się, zmroziło mnie nie na żarty. Westchnęłam głęboko i ... przeszło. Ale nie na długo.
-Wiesz, po co tu jestem?
Milczałam.
-Ty nie masz prawa tu być. Nie masz prawa istnieć...
Zaśmiał się i spojrzał mi w oczy.
-Tak się składa, mam prawo. Czuję jak się boisz... Słodkie.
Zakręcił mój lok w okół palca. Zdenerwowałam się i zła odepchnęłam go.
-Nie boje się ciebie.
-Czyżby?
-Tak. Mam gdzieś ile osób zabiłeś w swoim żałosnym życiu.
-Caroline Accola... Nie wiesz co dokładnie robiłem. Napawałem się cierpieniem tych ludzi... było to dla mnie cudowne jak spędzenie czasu w więzieniu stworzonym przez cholerne wiedźmy.
-Jak uciekłeś?
-Twój braciszek mi pomógł.
-Co...? Nie...!
-Tak. Owszem. Przyjaźniliśmy się, no tak, siostrzyczka tego nie wiedziała... Chronił cię przede mną... Ups, znalazłem cię.
-Zostaw mnie w spokoju.
-A co z Niną? Nią mam się zająć? Zrobię to. Ale koniec będzie tragiczny, niesamowity... Okrutny. Mam wymieniać dalej skarbie?
-Jesteś jednak taki sam jak w moich wyobrażeniach i najgorszych koszmarach.
-Mam też serce, ale na razie nie do użytku. Nie ranisz mnie.-Zrobił smutną minkę.-Jeśli nie będziesz się wtrącać, nic się nie stanie tej biednej zawsze poszkodowanej Ninie.
Zniknął...
Dwa tygodnie później...
Te tygodnie były dla mnie okropne. Kilka nieszczęsnych dni a Klausa spotykałam prawie codziennie w lesie na polowaniu. Zmuszał mnie do zabijania niewinnych ludzi. Byłam zła, wiedziałam, że ten wampir to najgorsza osoba jaka może istnieć. Mogłaby zaprzyjaźnić się z Hitlerem! Jak słowo daję!
Siedziałam na skale, przy rzece z dala od miasteczka. Miałam nadzieję, że Klaus nie znajdzie mnie i tutaj.
Z Charliem to już przeszłość, rozstaliśmy się przez jedną kłótnię. Była poważniejsza, niż myślałam. Niż mogłam podejrzewać. Ale wydaje mi się, że Klaus go zahipnotyzował. Nie byłby taki, nigdy nie potraktowałby mnie jak śmiecia.
-Czego chcesz? Uciekam przed tobą a ty łazisz za mną krok w krok!-Opuściłam ręce zrezygnowana obserwując ptaki.
-Uwielbiam jak się złościsz. Jak byłaś mała też cię denerwowałem.
-Byłeś niewiele starszy. Nie pamiętam tego, jeśli to miało miejsce.
Uśmiechnął się i przysiadł do mnie.
-Pięknie tu, nawet ja doceniam przyrodę.
-Jasne, jakbyś chciał, wyciąłbyś wszystko.
-Nawet zniszczył twoje ubrania w szafie. Wszystkie.
-Nie darowałabym ci tego.
-Jedną sukienkę poplamiłem krwią... taka biała, położyłaś ją na fotelu.
-Co?! To moja ulubiona! Kretynie ty!-Uderzyłam go w twarz, ale nawet nie drgnął. Poczułam, jakbym waliła w skałę.
Zaśmiał się a ja tylko syknęłam. Wow. Niezły kawał faceta...!
Wstałam zła z powodu zniszczenia mojej sukni na bal maturalny który miał być za trzy dni. Sukienka była idealna! A teraz co? Dupa,dupa,dupa! Złapał mnie za rękę.
-Czego chcesz?-Zapytałam, a on milczał.
Cisza nie trwała długo. Lubiłam ją. Szczególnie tutaj. To miejsce należało do mnie, ja o nim wiedziałam, a on nie miał prawa tu być.
-Załatwię ci piękniejszą milion razy suknię, w której zwalisz wszystkich z nóg. Obiecuję, że znajdę coś, co idealnie do ciebie będzie pasowało. To niespodzianka. Ale w zamian...
Zbliżył się, no i mnie pocałował. Smak jego ust... boski... Nie wiem jak on to zrobił, ale kiedy mnie pocałował zaczęło mnie to bardziej wciągać. Czułam się cudownie. Nie chciałam przerwać.
HALO HALO! ON ZABIŁ TWOICH RODZICÓW I TRZYMA SOJUSZ Z TWOIM BRATEM! On jest zły!!! Precz!
Och, głos rozsądku... Nareszcie!
Oderwałam się od niego i zniknęłam tak szybko jak to było możliwe. Nie wiedziałam gdzie się skryć. Po drodze wpadłam na rynek, gdzie siedział Michael z jakąś dziewczyną.
-Hej...
-O, cześć Caro... Coś nie tak?
Wyglądałam źle. Jakbym zaraz miała się zapaść pod ziemię i rozbeczeć, miałam ochotę krzyczeć!
Kiwnęłam głową.
-Chcesz pogadać?
-Tak... Ale... wiesz co...-Spojrzałam na dziewczynę i przegryzłam wargę.-Może po twojej robocie, co? Jak znajdziesz czas... zadzwoń.
Michael widział mnie pierwszy raz w takiej sytuacji. Lubiłam go, był moim dobrym kolegą. Po prostu mogłam z nim pogadać. Miałam wrażenie, że polubiliśmy się na tyle, bym mogła mu powiedzieć o wszystkim. Wiadomo, że Nina nie może nic wiedzieć, tak jak Van czy Liam. Został tylko Michael... Prawda? Powiem mu o tym, że wrócił najniebezpieczniejszy wampir który może zniszczyć świat kiedy tylko chce, trzeba go zabić, bo jeśli czegoś nie zrobimy zniszczy miasteczko i zmiecie je z powierzchni ziemi wraz z najdroższą Niną i Van... Charliem, no i resztą mieszkańców...Coś wymyślimy... mam nadzieję...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz