Udało się. Zwialiśmy.
- Czy tobie odjęło rozum ! - krzyczał zdyszany Olivier - Przecież przez ciebie mogli nas złapać!
- Nie marudź Olivier - mruknąłem - Ne pas pleurer sur le lait renversé.
- Co on znowu powiedział? - westchnął Olivier zwracając się do Maxona.
Ten tylko wzruszył ramionami.
- Coś o płakaniu... i mleku.
Maxon tak jak ja pochodził z Francji. Tyle że on z Marsylii, a ja z St. Jullien (swoją drogą muszę się pochwalić, że to jedno z najlepszych francuskich miast winnic). On wyjechał z Francji we wczesnym dzieciństwie, a ja... parę miesięcy temu. Nie żebym jakoś tęsknił za domem rodzinnym, wspomnienie o nim sprawiało mi gdzieś tam wewnętrzny ból.... Dlatego szybko odgoniłem od siebie obraz małego, żółtego domku i niekończących się pól winorośli.
Olivier westchnął i zerknął na paczki.
- No dawaj. Przeliczmy to.
Siedzieliśmy w naszym odwiecznym miejscu spotkań - garażu wujka Maxona. Jego wujka nie było przeważnie... zawsze, dlatego to miejsce stało się naszym ulubionym. Zerknąłem na Oliviera i Maxona.
- No to zobaczmy ile się tego nazbierało.
Było nawet nieźle. Wyjdzie gdzieś parę stów.
- No panowie. Gratuluje roboty - uścisnąłem sobie z nimi ręce - Mam nadzieję, że jutro nie zawita do nas policja - mrugnąłem do nich.
Miał to być żart, ale oni się nie roześmiali. Zdawaliśmy sobie uwagę z powagi sytuacji. Cudem udało nam się uciec i mogliśmy też zostawić jakiś ślad po sobie...
Nie uśmiechało mi się takie życie przestępcy, ale co miałem zrobić? Odkąd poszedłem z torbami i dałem się wkręcić w podstęp mojego brata, zostałem z niczym. Nie miałem serca by zostać w rodzinnym miasteczku i tam kraść... Może to było głupie, ale jeśli już to wolałem wyjechać i robić to na obcych ziemiach. Nie czułem się wtedy aż tak źle...
- Stary, nad czym tak myślisz? - spytał Olivier klepiąc mnie po ramieniu.
Spojrzałem na niego niewidzącymi oczami.
- A nic... Tak nad życiem.
Obaj parsknęli śmiechem.
- Oj Luc. Może naskładasz wreszcie z tego skoku na tą twoją wymarzoną maszynę.
Od trzech miesięcy składałem na mojego ukochanego harleya. Miałem nadzieję, że wreszcie mi się uda i osiągnę swój cel.
- Dobra Francuz, czas się zbierać - Olivier wstał i zwichrzył mi włosy.
Syknąłem na niego.
- Znalazł się Amerykanin kurwa mać.
Obaj się roześmiali mi na złość, a ja tylko przewróciłem oczami.
Po jeszcze krótkiej chwili rozmowy pożegnaliśmy się z Maxonem i wyszliśmy przez garaż.
- Odprowadzę cię księżniczko - rzucił do mnie Olivier, a ja odciąłem mu się zgrabną uwagą.
Idąc ulicą nie spodziewaliśmy się wydarzeń dalszych dni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz