poniedziałek, 29 grudnia 2014

Od Luca

Trzeci dzień. Trzeci dzień jej nie było. Trzeci dzień krążyłem bez celu pod miejscem jej zamieszkania.
- Damn! - zakląłem pod nosem - Tak to jest gdy wyciągasz do kogoś pomocną dłoń. Olewa cię.
Rozzłoszczony kopnąłem kamień, który wpadł na ulicę.
- Uważaj kochanieńki - pouczyła mnie jakaś starsza babcia - Jeszcze jakiś samochód..
"ble ble ble" - gadanie. Udałem, że jej słucham i kiwnąłem parę razy głową, ale tak naprawdę byłem daleko poza tą ulicą.
 Czemu ona mnie tak zlała? Może byłem zbyt nachalny? Narzucałem jej się? Zbyt szybko wyjechałem z tą pomocą?
 A wydawała się taka miła...
Postanowiłem jeszcze chwilę poczatować, a nuż się coś wydarzy....
Lecz w tej właśnie chwili zadzwonił mi telefon.
Zmarszczyłem brwi.
Nieznany numer.
Odebrałem po chwili.
- Halo? - spytałem z wahaniem.
- Luc, dziecko! - doszedł mnie ze słuchawki znajomy głos.
Chrząknąłem.
- Mama...? - spytałem bez sensu.
- Oczywiście że ja kochanie. Spodziewałeś się kogoś innego?
- Ehm no... w zasadzie to...
- Posłuchaj synu! - przerwała mi w pół zdania - Wiem od babci przyrodniej siostry wujka kuzyna ciotki Lidki, że jesteś w... Paryżu!
Babcia przyrodniej siostry wujka kuzyna ciotki Lidki... Boże...
- Ehm no tak... - mruknąłem.
Świetnie.
- No to co ty tam jeszcze robisz! - krzyknęła mi do ucha podnieconym głosem - Przyjeżdżaj nas w odwiedziny!
- Ale no... Mamo...
- Ja już zaprosiłam Oktawiana z ciotką Felicją, wspomnianą ciotkę Lidkę z dziećmi i mężem, Klausa i Dorotheę... Pamiętasz Klausa prawda? No i jeszcze Konstantego...
- Mamo - przerwałem jej w recytowaniu kilometrowej listy gości - Na co "zaprosiłaś" ?
- Jak to na "co" ? Na przyjęcie powitalne!
Ugięły się pode mną nogi. Westchnąłem. 
- Ale ja nie mogę, bo Mia... - no i masz. Wygadałem się.
- Mia?! Mia?! Jaka Mia?!
- Znajoma - mruknąłem zrezygnowanym tonem ściskając sobie nasadę nosa.
 - Znajoma...? Ach znajoma! To wspaniale przyprowadź ją do nas.
- Ale gdy ona....
- Ustaliłam datę po jutrze, bądźcie oboje. Koniecznie! 
- Mamko,gdy....
- Dobrze synu ja już kończę, muszę zacząć sprzątać dom i przygotowywać ucztę... Do zobaczenia!
Z westchnięciem odłożyłem telefon... O najsłodszy Jezu...
Odwróciłem się zrezygnowany i przygnębiony ruszając w stronę miejsca swojego lokum, gdy nagle zauważyłem pędzącą dziewczynę.
To była Mia.
A na dodatek pędziła prosto na mnie z przerażeniem w oczach i gotowością do działania.
Czyli coś jednak musiało się stać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: