Co wyście sobie wczesnego sylwka odjebały? :D
Nudzi mi się, a bez was jako tako czuję, że stoję w miejscu...
________________________________
Ucieszyłam się, może ktoś mnie stąd wyciągnie, albo w najgorszym wypadku nie znajdzie. Miałam cztery nieodebrane wiadomości od Mii... Matko, biedna... Martwi się o mnie...
Tak na marginesie, ja o siebie się jeszcze bardziej martwię...
Zadzwoniłam nie czekając do mojej przyjaciółki Mii. Odebrała po pierwszym sygnale. Czułam przerażenie w jej głosie, była zmartwiona.
-Gdzie jesteś?!
-Wiesz... Em...-Zadrżałam zdając sobie sprawę, że zaraz zrobi się ciemno a wtedy umrę ze strachu.-Zgubiłam się...
-Co?Gdzie?
-W jakimś lesie... wyleciałam na jakieś zadupie za Paryżem nie wiem jak nie wiem kiedy ale chyba to z powodu jakiegoś... nie wiem... strachu przed...- stop! Dalej nie brniemy... Nie musi wiedzieć o mojej historii z Cole'em i to, co się ze mną stało... dlaczego taka jestem... dla innych. - Nie ważne. Jestem w lesie, padnie mi zaraz bateria i jestem głodna i spragniona bo jak Boga i Matkę kocham boje się i coraz bardziej wkręcam sobie, że jakiś pan z siekierą na mnie poluje.
-Boże... Znajdę cię...
-Nie,nie. Poradzę sobie sama. Jeśli nie znajdę jakiegoś domu i kogoś kto mi pomoże, i nie wrócę za dwa dni możesz zacząć mnie szukać. Tylko mam nadzieję, że znasz te okolice...
-Nie... Nic z poza Paryża nie znam...
-Świetnie... Dobra, dam radę. Dwa dni - pamiętaj.
-Powodzenia...
-Dzięki... Kocham Cię, wiesz?
Zaśmiała się odreagowując.
-Ja ciebie też siostra.
-Korzystam z zasięgu i baterii... Jak z Lukiem?
-Wiesz, nie wiem, czy to dobry pomysł.
-Skoro ci zależy to walcz. Nie wiedziałam, że aż tak kochasz jego okrutną osobowość.
-Okrutną?
-Tak... Lekceważy taką fajną dziewczynę...
-Walczyć?
-Tak! Jak najbardziej, spróbuj! Bez względu na wszystko, na okoliczności w jakich jestem, będe cię do swej śmierci wspierać. Chociaż nienawidzę facetów...
-Czemu?
-Nie powinnam o tym opowiadać... To bolesne i trudne.
-Może ci ulży?
-Nie moge... tym myśleć. Zaraz się ściemni, poszukam jakiegoś domu.
-Od kiedy tam jesteś?
-Zaledwie dzień, jak nie dłużej. Straciłam poczucie czasu. Boże... Boje się... Jestem przerażona do granic mozliwości POMOCY!
-Nie znałam cie od takiej strony...
-Udaję wredną, Mia.
-Dlaczego?
-Bo nie mam zaufania do ludzi, niszczy mnie co druga poznana osoba... Boje się życia, tak boje się! Przyznaję. Nienawidzę Paryża, bo jest tu wiele zadufanych w sobie francuzów...
-Wmawiasz to sobie, nie uważasz tak.-Stwierdziła.
-Masz rację...-Jęknęłam.-Nie wiem kim jestem, co ze sobą chcę zrobić. Uciekam od wszystkiego.
-Ze swoimi uczuciami i racjami musisz radzic sobie sama.
-Dzięki... Leć do Luka. Bądź twarda i nie daj się. Jesteś najlepsza.
-Tak! Masz rację! Idę, teraz!-Usłyszałam jak zbiera się i zakłada buty.
Potem padł mi telefon.
Przerażona do granic możliwości zaczęłam płakać i wołać o pomoc, jednak nikt mnie nie słyszał. Zacisnęłam zęby i próbowałam powstrzymać łzy. Rozejrzałam się w okół i widziałam tylko drzewa. Jeszcze było jasno, ale i tak się bałam.
Spacerując po lesie znalazłam jakąś opuszczoną chatę - tak wyglądała. Weszłam do środka wołając, czy ktoś tu jest. Było tam łóżko, nie takie zwykłe, tylko takie z trzema kocami i dodatkową podartą kołdrą z wymiętą poduszką. Pod ścianą stał zepsuty telewizor,termos i jakiś dziwny stary aparat, który był włączony.
Dotknęłam termosa by sprawdzić, czy jest ciepły. Był. Przeszedł mnie dreszcz. Zesztywniałam, zaczęłam się bać. Wróciły obrazy z imprezy, moje krzyki i jego, wyzywał mnie, bił, katował. Był okrutny, traktował mnie gorzej jak psa. Mówił, że chce mnie zmęczyć, by mieć ''bezproblemowy dostęp''. Nikt mnie nie... słyszał... nikt...
Spokojnie Ano... Przezwyciężysz to...
-Uch! Nie mogę! Nie,nie nie!-Wydarłam się zadrapując sobie ręce do krwi, wbijając paznokcie w skórę.
Krew pojawiła się szybko, moje ręce były w... czerwonej gęstej substancji... Krwawię...
Kucnęłam i spojrzałam na jakieś zdjęcia na aparacie. Przeglądałam je, a potem... nie mogłam uwierzyć. Na zdjęciach... byłam ja... Jak krzyczałam wołając o pomoc, jak rozmawiałam przez telefon...
Rzuciłam aparat i zakryłam usta dłonią. Drżałam, nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Powstrzymywałam się od krzyku, czułam, że nie jestem tu bezpieczna. Ktoś mnie obserwował, robił zdjęcia... Jestem sama w wielkim lesie na jakiejś wsi. SAMA. O Boże... Musze kogoś znaleźć... Może ktoś będzie przechodził tym lasem... poproszę o pomoc. Musze kogoś znaleźć.
Tak też zrobiłam. Wybiegłam z chaty i podążyłam dalej. Byłam wyczerpana, nie byłam sobą. Wyglądałam jak zombie szukający pożywki. Jak ćma podążająca za światłem. Szeptałam ''jest tu ktoś... pomocy...Proszę...'' - Tak w kółko. Miałam serdecznie dosyć samotności i życia w tym strachu. Byłam cała lodowata, trzęsłam się z zimna, bałam się bo nieznajomy mnie pewnie teraz obserwował. Może zaatakować... cokolwiek. Moje ręce były zakrwawione, drapałam je dalej,wbijałam paznokcie. Bolało. Ale zastąpiło mi strach i przerażenie. Płakałam bez przerwy, byłam aż czerwona od łez, głowa mnie bolała, ale musiałam kogoś znaleźć... nie odpuszczę. Muszę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz