poniedziałek, 22 grudnia 2014

Od Annabeth

 Wściekła podeszłam do Luc'a i zmrużyłam oczy. Jego stan był naprawdę niepokojący, ale i tak nie zamierzałam oddać mu jego pieprzonej rośliny. 
-Ty, francuziku.-Zawołałam go kiedy ten odchodził.
-Czego?
-Mam twoją roślinkę. Wiem o co ci cały czas chodzi. 
-Oddaj ją.
-Nie będziesz mi rozkazywać.-Zaśmiałam się.
-Oddaj kurwa. 
-Nieładnie tak mówić.-Mruknęłam słodkim głosikiem.
-Gdzie to jest?-Warknął groźnie. 
-Dobra, przestań mówić takim tonem, poważnie... Twoja ''rzecz'' jest u mnie w pokoju. Wyjęłam ją z torby kiedy weszłam do hotelu. 
-Jest ważna, oddaj mi ją!
-Wsadziłeś mi to gówno a mogłam mieć kłopoty! Nie oddam ci tego. 
-Sam wejdę do twojego pokoju i to wezmę.
-Jest zamknięty. Boże! Nienawidzę francuzów. Wszyscy jednakowi, myślą, że im wszystko wolno. 
-Masz ją, to mi oddaj.
-Znalezione nie kradzione.
-Dzieciak.
-Przerośnięty pieprznięty francuz ćpun.
-Zamknij się i oddaj mi to co należy do mnie.
-N I E. Ile mam mówić? 
-Bo co? Sama chcesz?!
-Nie hoduję gówna.-Szepnęłam.-Nie dostaniesz tego. 
-Jutro masz tu być z rośliną, jak nie to sam to wezmę.
 Roześmiałam się i wzruszyłam ramionami.
-Pech, bo jutro będę zajęta. A twój kwiatuszek schowany. 
-Znajdę to. Gdzie będziesz jutro? Przyjdę i mi to oddasz.
-Bardzo ci na tym zależy.-Pokręciłam głową z niedowierzaniem.-Jesteś beznadziejny. Jutro będę miała ćwiczenia przygotowujące, więc zajmie to godzinę. Pomyślę czy ci to oddać. 
-Ale ty pieprzysz.
-To ciebie ciągnie do tego, nie mnie. Masz poważny problem. Nie będę ci prawić kazań bo nie od tego jestem. Nie jestem twoją laską żeby mnie to obchodziło. Ale to wielkie gówno a tobie się to podoba. Dla mnie nie jesteś normalny. 
-Boisz się mnie?-Parsknął.
-Szczerze, tak, kiedy jesteś agresywny. Ale nawet takim sposobem tego nie odzyskasz. Nie ufam ci, więc tego nie dostaniesz. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: