-Właź!
-Wypuść mnie!
-Nic ci nie zrobię, jesteś tu, żeby mnie nie wydać. Wypuszczę cię jak tylko ta twoja Ana zacznie lubić to miejsce.
-Jesteś nienormalny!
Zamknął drzwi bez słowa a ja poderwałam się na równe nogi. Spojrzałam na dziewczynę, nie mogłam uwierzyć, że to Mia! Wpadłam jej w ramiona i rozpłakałam się ponownie.
-Jesteś...-Szepnęła tuląc mnie do siebie.
-Mia... Nie chodziło mi o pakowanie się w kłopoty ze względu na mnie! Czemu przyjechałaś sama?
-Przyszłam...
-Z buta? Jeny, dziewczyno... Jesteś taka jak ja ale nie wiem skąd masz ten spokój.
-Akurat się tego typa nie boję. Widzę, że nic mi nie zrobi, a ciebie mogę ochronić... jakoś.
-Mia, nie da się. Z nim jest coś nie tak...-Odsunęła się ode mnie śmiejąc się.
-To wiem, no i?
-No i ? Kiedy rozmawiałam z tobą, odwróciłam się plecami. Kiedy na niego spojrzałam, patrzył się na mnie jakby chciał mnie zabić... Myślę, że to raczej nie jest normalne, że tak nagle zemdlałam, jakby tego chciał...
-Daj spokój! Co ty! Nie ma sił nadprzyrodzonych.
-Wiem, ale to było dziwne.
-Zgadzam się...
-Słuchaj, on niedługo mi coś zrobi... Przyjdzie po mnie i zabierze, potem wrócę. Ale nie stawaj w mojej obronie.
-Czemu?!
-Bo ciebie nie skrzywdzi, tylko mnie.
-Co za palant!
-Tak...
Stałam przy ścianie obserwując dzień przez kraty w oknach z piwnicy. Prowadziłam bezsensowną wymianę zdań z Mią, ale i tak z nią było tu lepiej. Byłyśmy tu razem od kiedy ona się zjawiła, przez trzy dni. Zżyłyśmy się ze sobą bardziej niż można było by przypuszczać.
-Anioły?-Spytała.
-Nie... - skrzywiłam się - hmm... Bóg?
-Tak. A ty?
-Oczywiście.-Kiwnęłam głową.-Tylko czasem mam wrażenie, że ma nas w dupie...
-Życie po śmierci?
-Nie.
-Ja wierzę. Ale wiesz, nie chodzi mi o coś, gdzie mieszka się w zamku z chmur... Wierzę, że COŚ jest.
-Może coś jest...
-Jestem głodna... dawał ci coś do jedzenia?
-Kromka chleba na śniadanko obiadek i kolacyjkę.
-O Boże...
-Tobie da coś lepszego.
-Podzielę się z tobą jak nie będzie widział.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam przez okno. Zniknął uśmiech, nastał niepokój.
Jak my się stąd wydostaniemy...?
Na następny dzień Joseph przyszedł i zabrał Mię. Widziałam przez okno jak rozmawia z nią dosyć ostro. Uchyliłam okno i słyszałam kawałek rozmowy.
-Wsiądziesz w samochód. Nikomu nie powiesz, że ona tu jest. Wrócisz tam skąd przyszłaś i zapomnisz o niej. Wsiadaj. Masz szansę.
-Ale ja nie chcę jej opuszczać! Ana! Ana! Wrócę!
-Nie, nie wrócisz.
Mia spojrzała się na niego mściwie i wsiadła do samochodu. Powiedziała, '' zobaczymy'' i odjechała. Joseph wszedł do mnie... bałam się... Zachowałam twardą minę ale w środku krzyczałam o pomoc. Mia wróci, musi wrócić...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz