Wstałam, a następnie poszłam do łazienki zabierając bordowe rurki i czarną bluzkę w czerwono,zielono żółte kwiaty. Zaczęłam normalnie żyć... No, w miarę. Ale źle mi się żyje. Postanowiłam porozmawiać z Caroline i Van, mają większe doświadczenia ode mnie, wiedzą więcej na temat wampirów,wilkołaków i czarownic. Skoro tylko te istoty istnieją, no to o nich mogłabym zapomnieć. Chcę wiedzieć, czy jest taka możliwość usunięcia mi wybranych przeze mnie informacji za moim pozwoleniem.
Podeszłam do lustra i spojrzałam na zdjęcia swoich rodziców, moich, brata a także moje osobiste zdjęcia ze mną i Van i Caroline. Boże, jak ja ich kocham. Teraz to jest moja rodzina, moje przyjaciółki, moje ukochane siostry. Nie wiem, jak mogłabym jeszcze je nazwać.
Może Caroline coś wie o wampirach, przecież otacza ją Charlie, a to oznacza, że wie sporo na ich temat. Wilkołaki, wampiry i czarodzieje. Tak ja to mogłam rozumieć, bo jeśli Caroline nie wie kto może to zrobić, zrobi to Liam. Jemu jest wszystko obojętne, ale czasem mam niezbite wrażenie, że czasem go obchodzi mój los. On jest dla mnie jak brat. Lubie go, on jako jedyny nigdy nie panikuje, ma wszystko gdzieś i podchodzi do wszystkiego ze spokojem. Zabija bez drgnięcia powieką.
Kiedy zeszłam na dół, tam była już Van i Caroline śmiejące się i dyskutujące o dziwnym według Caro, zachowaniu swojego chłopaka, a Van mówiła, że nie obchodzą jej żadne tematy związane z facetami, chociaż lubi, kiedy patrzą się na nią, lubi się podobać facetom. Ale tylko to. Zawsze mi tak mówiła, kiedy ja zaczynałam temat facetów. Jednak kiedy mówiłam jej, że jakiś mi sie podoba, przystąpiła do działania, na szczęście unikałam nieprzyjemnych rozmów gdzie tematem byłam ja.
-Śpiąca królewienka wstała!-Zaśmiała się Caroline.
-Słuchajcie, przejdę do rzeczy...-Spoważniały, a potem przyjrzały się mi uważnie.-Można mi usunąć pamięć, jest jakiś sposób? Na przykład, kiedy wyrażę zgodę?
-E... Ale...
-Odpowiedz. Tak czy nie.
Van wyręczyła Caroline w odpowiedzi.
-Tak, można tak. Ale dlaczego chcesz to zrobić?
-Nie chcę czuć się tak jakbym straciła marzenia, sens życia. Chcę żeby wymazano mi informacje na temat wilkołaków,wampirów i czarodziejów. Nie chcę o nich pamiętać, o niczym co było z nimi związane. Chcę żeby były zastąpione innymi miłymi wspomnieniami. Ale nie chcę, by wymazano Michaela, bo wiem, że ma z tym dużo wspólnego. Chcę o nim pamiętać. Chcę też, żeby w razie czego wiedział o tym, że o niczym nie pamiętam, żeby nie wypalił nic o wampirach i w ogóle.
Van spojrzała znacząco na Caroline a ta wstała i zapytała się mnie, czy na pewno tego chcę. Kiwnęłam głową ale nagle łzy napłynęły do oczu i zachciało mi się beczeć. Ale nie! Bądź twarda!
-Chcesz być szczęśliwa mimo tego co się działo?
-Tak.
-E, Nino, Caroline... Chcesz Nino żyć sztucznym szcześciem?
-Ból przynajmniej będzie zastąpiony szczęściem stworzonym przez kogoś kto mi wymaże pamięć.
-Caroline rób swoje.-Powiedziała Van.
-Okej...-Szepnęła Caro.-Chcesz żebym wymazała ci to co wymieniłaś? Śmierć ojca nie będzie cię obchodzić? Będziesz szczęśliwa i będziesz żyć jak najlepiej?
-Nic nie mów, patrz mi w oczy.-Nakazała a ja po wykonaniu jej polecenia, zamarłam i nagle nastała ciemność. Słyszałam tylko jej słowa.
Po chwili otworzyłam oczy i...
Poczułam napływ energii, chęci do życia. Czułam się normalna, bez trosk ani nic.
-Idziemy na zakupy?-Zaproponowała Van.
-Jasne!-Uśmiechnęłam się i założyłam kurtkę.
-Jedziemy moim samochodem? Czy twoim Caro?-Zapytała Van.-Caroline!
-Tak,tak? Słucham, co?
-Obudź się!
-Muszę... muszę coś powiedzieć Michaelowi.
-Co takiego?-Zapytałam z uśmiechem biorąc torbę i zakładając buty.
-Ehm... Taka, mało istotna rzecz...
-No dobra. To będziemy w galerii Woke House.
-Będę za dwie godziny.
-Okay.-Van pogoniła mnie do samochodu. Odjechałyśmy.
W sklepie złapałam jedną sukienkę, i koszulę. Podeszłam do Van i spytałam która lepsza. Ona od razu wskazała różową sukienkę.
-Seksownie wyglądasz w różowej,a w tym gównie po twojej lewej jak szmata.
-Dziękuję!-Zaśmiałam się.-Czyli zdecydowanie różowa.
-Kocham cię Nino. Fajnie, że akceptujesz mnie taką jaką jestem.
Uśmiechnęłam się i kupiłam sukienkę. Rzeczywiście, była boska!
Potem w Woke House poszłyśmy do kawiarni. Czekałyśmy na Caroline, świetnie się razem bawiąc. Gadałyśmy o facetach (co było dziwne), o pozostałym miesiacu wakacji. Van nagle musiała iść. Nie umiała się wytłumaczyć, ale dałam jej pójść. Sama jakoś spędzę kilka chwil w galerii, przecież to nic takiego strasznego!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz