Niespodziewanie poczułem ogromny niepokój. Słyszałem... bicie czyjegoś serca. Spojrzałem zaskoczony na Ninę... To było jej serce. Słabło, a ona rzucała się mrucząc pod nosem:
- Chce umrzeć... Pozwól mi...
Zmarszczyłem brwi i przyspieszyłem.
- Jeszcze trochę... Wytrzymaj - szepnąłem. Zaczęło okropnie padać.
Nie wiedziałem co ja w ogóle robię. Kurwa! Przecież ja tej Niny prawie w ogóle nie znałem! A biegłem z nią przez miasto, zmasakrowaną przez jakieś dziwne stworzenie o którym na dodatek wiedziałem jak się nazywa!! Co ja wyprawiałem?! Czułem się dziwnie - nie sobą! Boże, pomieszane było to wszystko, jednak przestałem się nad tym zastanawiać... Nina umierała.
Wpadłem w ostry zakręt prawie potrącając staruszkę, która dziwnie się na mnie patrzyła. Podobnie jak reszta ludzi, którzy się za nami obracali. Ale mnie to nie obchodziło...
Przebiegłem przez pasy i już byłem... Pokonałem ostatni odcinek i nawet nie pukając wtargnąłem do środka.
Caroline - przyjaciółka Niny - całowała się właśnie z jakimś gogusiem. Widząc mnie ociekającego od wody i zemdlałą Ninę w moich ramionach, pobladła gwałtownie.
- Co....? - zaczęła, lecz nie pozwoliłem jej skończyć. Ułożyłem Ninę na kanapie i zakomendowałem zakochanym.
- Nożyk. Gaza. Woda najlepiej utleniona. Namoczcie jakieś bawełniane szmatki wodą i najlepiej kroplami z jakimś ostrym zapachem. A... i jeszcze tabletki przeciwbólowe, a najlepiej morfina - wylałem z siebie nawet nie zastanawiając się co mówię, a oni szybko podjęli się wykonywania czynności.
Zacząłem od rozcięcia ubrań. Niestety wiem, że Ninie by się to nie spodobało, ale musiałem. Gdy tylko zdjąłem z jej ciała te zakrwawione, obszarpane strzępy ubrań zobaczyłem mnóstwo siniaków w różnych kolorach, ran, nadgryzień i dziur... Opanowałem wzdrygnięcie się i zacząłem je przemywać. Spokojnie wreszcie znalazłem jeszcze igłę i przy pomocy małego stojaczka na kurtki i czystego pojemnika po soku w torebce wykonałem jej kroplówkę. Podałem morfinę, a potem zacząłem opatrywać rany. Po pół godzinie skończyłem. Odetchnąłem z ulgą. Caroline i jej przydupas patrzyli na mnie zaszokowani, a ja wzruszyłem ramionami i zadzwoniłem do ciotki.
- Nie będę dziś w domu - poinformowałem.
- Świetnie! - odburknęła i rozłączyła się.
Nie wiedziałem co się z nią działo... Zmartwiony przykucnąłem przy kanapie Niny cały czas przy niej czuwając... Caroline próbowała mnie zbombardować pytaniami, lecz ją zbyłem i zapadłem się w krótką drzemkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz