piątek, 21 listopada 2014

Od Michaela

 Patrzyłem bez wyrazu na twarzy w oczy Niny która usnęła. Nie wiem co się stało, ale w tej chwili wiedziałem wszystko co robić. Wstałem jak robot i przeszukałem kieszenie Niny. Telefonu brak. Instynkt kazał mi wziąć ją na ręce i iść przed siebie. Czułem ciepłe mrowienie na łopatkach ciągnące się aż po nerki. Nie wiedziałem co to, ale czułem się dziwnie zdeterminowany.
  Niespodziewanie poczułem ogromny niepokój. Słyszałem... bicie czyjegoś serca. Spojrzałem zaskoczony na Ninę... To było jej serce. Słabło, a ona rzucała się mrucząc pod nosem:
- Chce umrzeć... Pozwól mi...
Zmarszczyłem brwi i przyspieszyłem.
- Jeszcze trochę... Wytrzymaj - szepnąłem. Zaczęło okropnie padać.
Nie wiedziałem co ja w ogóle robię. Kurwa! Przecież ja tej Niny prawie w ogóle nie znałem! A biegłem z nią przez miasto, zmasakrowaną przez jakieś dziwne stworzenie o którym na dodatek wiedziałem jak się nazywa!! Co ja wyprawiałem?! Czułem się dziwnie - nie sobą! Boże, pomieszane było to wszystko, jednak przestałem się nad tym zastanawiać... Nina umierała.
 Wpadłem w ostry zakręt prawie potrącając staruszkę, która dziwnie się na mnie patrzyła. Podobnie jak reszta ludzi, którzy się za nami obracali. Ale mnie to nie obchodziło...
 Przebiegłem przez pasy i już byłem... Pokonałem ostatni odcinek i nawet nie pukając wtargnąłem do środka.
 Caroline - przyjaciółka Niny - całowała się właśnie z jakimś gogusiem. Widząc mnie ociekającego od wody i zemdlałą Ninę w moich ramionach, pobladła gwałtownie.
- Co....? - zaczęła, lecz nie pozwoliłem jej skończyć. Ułożyłem Ninę na kanapie i zakomendowałem zakochanym.
- Nożyk. Gaza. Woda najlepiej utleniona. Namoczcie jakieś bawełniane szmatki wodą i najlepiej kroplami z jakimś ostrym zapachem. A... i jeszcze tabletki przeciwbólowe, a najlepiej morfina - wylałem z siebie nawet nie zastanawiając się co mówię, a oni szybko podjęli się wykonywania czynności.
Zacząłem od rozcięcia ubrań. Niestety wiem, że Ninie by się to nie spodobało, ale musiałem. Gdy tylko zdjąłem z jej ciała te zakrwawione, obszarpane strzępy ubrań zobaczyłem mnóstwo siniaków w różnych kolorach, ran, nadgryzień i dziur... Opanowałem wzdrygnięcie się i zacząłem je przemywać. Spokojnie wreszcie znalazłem jeszcze igłę i przy pomocy małego stojaczka na kurtki i czystego pojemnika po soku w torebce wykonałem jej kroplówkę. Podałem morfinę, a potem zacząłem opatrywać rany. Po pół godzinie skończyłem. Odetchnąłem z ulgą. Caroline i jej przydupas patrzyli na mnie zaszokowani, a ja wzruszyłem ramionami i zadzwoniłem do ciotki.
- Nie będę dziś w domu - poinformowałem.
- Świetnie! - odburknęła i rozłączyła się.

 http://media.giphy.com/media/111pPPXZg96G9a/giphy.gif
Nie wiedziałem co się z nią działo... Zmartwiony przykucnąłem przy kanapie Niny cały czas przy niej czuwając... Caroline próbowała mnie zbombardować pytaniami, lecz ją zbyłem i zapadłem się w krótką drzemkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: