- No, no prawdziwy z ciebie Da Vinci.
- Da Vinci malował - odparłem mimochodem do nieznającej się na sztuce malarskiej przyjaciółki.
Melania odeszła na chwilę, bo zobaczyła mały ruch przy swoim straganie z drewnianymi figurkami. Po dokonaniu transakcji wróciła i odparła na moją ostatnią wypowiedź.
- Oj tam oj tam.
Zaśmiałem się pod nosem.
Po chwili podeszła para, pragnąca aby uwiecznić na rysunki damską połówkę związku.
- Jak masz na imię? - spytałem przyjaźnie.
- Danielle - odparła cicho dziewczyna.
- Dużo macie czasu, tak? - upewniłem się.
- No jakaś godzina będzie - odparł chłopak.
Roześmiałem się.
- Aż tyle mi nie potrzeba!
I od razu zabrałem się do roboty.
- Przechyl trochę głowę - o tak - instruowałem ją - otwórz lekko usta, masz bardzo ładne zęby... O, tak świetnie. Zrób zdziwioną minę... Tak! Jeśli wytrwasz tak dwadzieścia - trzydzieści minut to będziesz miała cudny portret.
Danielle wytrzymała. Melania przypatrywała się jak szkicuje, a chłopak skoczył po hot doga. Gdy wrócił, mógł ujrzeć już swoją dziewczynę na kartce.
- Masz wielki talent - mruknął po chwili zaskoczony.
Dobiliśmy targu. Odeszli wyraźnie zadowoleni, a ja z kieszeni wyjąłem paczkę papierosów i zapaliłem jednego.
Melania westchnęła.
- Prosiłam cię, byś to rzucił.
- Mel, proszę cię. Dobrze wiesz że nie dam rady - odparłem i wciągnąłem z ulgą dym w płuca.
Przyjaciółka wzdrygnęła się, a potem spojrzała na zegarek.
- Dochodzi druga. Może skoczymy na jakąś przekąskę? Siostra już idzie mnie zmienić.
Wzruszyłem ramionami.
- Jak mi kupisz hot doga i przyniesiesz tu, to też będzie dobrze. Ale skoro nalegasz...
Wsunąłem rysunki i przyrządy do plecaka i ruszyłem z nią.
- Ciotka będzie zadowolona - mruknąłem obliczając zarobioną kwotę - Dołożę jej się do rachunku.
Mel spojrzała na mnie z ukosa.
- Wiesz... Myślę, że powinieneś zająć się bardziej nauką.
Parsknąłem śmiechem.
- I kto to mówi Mel? I kto to mówi?
Weszliśmy do naszej ulubionej knajpki i zamówiliśmy dużą pizzę. A co? Raz się żyje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz