Noc była straszna. Co chwile budziłam się i wymiotowałam. Gorączka nie spadała. Czułam się na prawde fatalnie. Jednak rano było lepiej. Wzięłam garść tabletek przeciwbólowych i wyszłam z domu. Noc dała mi coś do myślenia. Muszę odstawić swoją... może i nie, nienaruszoną dumę na bok i coś zmienić w swoim życiu. Najpierw muszę zadbać o siebie.
Poszłam do sklepu i za część pieniędzy kupiłam jakieś produkty sporzywcze. Dziś miałam mieć wizytę kuratora. Może tym razem uda mi się zrobić dobre wrażenie.
Zaciskając zęby z bólu wróciłam do domu. Zrobiłam obiad i posprzątałam caaaały dom. Nawet udało mi się wyczyścić ślady mojej krwi.
Około 16 przyszedł kurator.
-A dzień dobry.
-Witam-powiedział.
Zaprosiłam go do domu i ugościłam.
-Może jest Pan głodny? Nie jestem doskonałą kucharką ale nikt jeszcze nie umarł po zjedzeniu czegoś zrobionego przeze mnie-zażartowałam.
-Dziękuje jestem po obiedzie. Co się stało? Od ostatniej wizyty.. strasznie pogorszył się twój stan. Jesteś chora?
-Przeziębiłam się ale to nic poważnego-skłamałam.
-Byłaś u lekarza?
-Nie. To tylko przeziębienie. Szybko mi minie.
-Jeśli tak uważasz. Znalazłaś prace?
-Szukam. Na razie żyję z oszczędności-skłamałam ale nie do końca...
-Życzę powodzenia w szukaniu.
Zadawał mi pytania i coś notował. Po dwóch godzinach wyszedł. Uffff...
Nie mogłam już wytrzymać. Wszystko mnie bolało i miałam ochotę płakać jednak przy nim nie mogłam tego zrobić. To by zepsuło wszystko.
Położyłam się a o godzinie 20 wyszłam. Miałam coś do załatwienia. Dziś ostatni raz będę w tym klubie. Koniec... pieniądze nie są aż tak ważne. Dam rade jakoś... najwyżej skończę na ulicy.
Weszłam do klubu a tam od razu dopadł mnie szef.
-Ash! Co się z tobą działo?!
-Odchodze.-powiedziałam.
-Co?
-Dobrze słyszałeś. Odchodze.
-O nie...
-Zapłać mi za to co przepracowałam i się porzegnamy..
-Nic nie dostaniesz!
-Daj mi pieniądze które zapracowałam!
Zamachnął się i mnie uderzył. Upadłam i uderzyłam brzuchem w scenę. Nie wiem czy to dobrze że jeszcze nikt nie przyszedł czy źle... Nie mogłam złapać oddechu. Zaczęłam się dusić.
Szef patrzył się na mnie przerażony a ja... nie wiedziałam dlaczego nie mogę oddychać.
Nie wiem co się potem dokładnie działo.... to wszystko działo się tak szybko..
Jedna z tancerek która widziała całe zajście wbrew zakazowi szefa zadzwoniła po pogotowie. Ja niestety przez brak dopływu tlenu straciłam przytomność. Dopiero w karetce idzyskałam przytomność. Coś przy mnie robili. Nie oddychałam samodzielnie tylko dzięki czemuś... dziwnemu.
W szpitalu coś mi podali i zasnęłam.. Nic nie czułam. Błoga nieświadoność. Mogłaby trwać wiecznie... Niczym się nie martwiłam. Po prosu spokojnie zasnęłam... i nawet się uśmiechnęłam. Umrę? Sama nie wiedziałam czy tego chcę... może tak by było lepiej? Nie wiem... na razie po prostu zasnęłam...
czwartek, 20 listopada 2014
Od Ash
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
|
Gada teraz: |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz