czwartek, 13 listopada 2014

Od Ashley

Wszystko się układało. W domu, w szkole i w teatrze. Zaczynałam się cieszyć  życiem. Chłopaką biznes się rozrastał.
Dziś była sobota. Wieczorem chłopaki wyskoczyli w balet a ja zostałam w domu sama. Nie narzekałam jednak wolałabym gdzieś także pójść... tylko nie miałam gdzie. Klub? Nieee... nie miałam na to ochoty.
Usiadłam w salonie i wyciągnęłam blancika. Zajarałam. Po paru buchach świat nabrał barw a ja się zrelaksowałam. I tak spędziłam najbliższe pare godzin. Koło 23 kiedy już mnie puściło prawie stało się coś dziwnego. Pociekła mi "farba" z nosa. Przestraszyłam sie na początku lecz potem olałam to. To nic takiego.
Wytarłam nos i wyszłam z domu. Była troche chłodna noc. Skierowałam się do miasta. Zatrzymałam się dopiero przy teatrze. Był zamknięty. Szkoda jednak nic dziwnego.
Już miałam odejść kiedy naszła mnie pewna myśl.
Obeszlam budynek dookoła i wybiłam szybę w małym okienku do piwnicy. Weszłam. Złamałam prawo.. jednak nie chciałam nic złego.
Skierowałam sie na salę. Usiadłam na scenie i zamknęłam oczy. Połżyłam się na plecach z zamkniętymi oczami. Wyobraziłam sobie światła, publiczność, aktorów.. Kochałam teatr. Jak byłam mała mama zawsze mnie do niego zabierała. Jednak po jej śmierci... przestałam w nim bywać a wręcz omijałam go szerokim ukiem. Za bardzo mi ją przypominał.
Leżałam tak godzinę. Dopiero po północy wyszłam tak samo jak weszłam. Zaczynałam się robić zmęczona. Po drodze zapaliłam fajke. Chłopaki wrócą pewnie rano. Czeka mnie samotne spędzenie soboty w domu. Ehhh... no ale... przecież sama na to zapracowałam? Odcięłam się tak naprawde od ludzi... nic dziwnego że nie miałam znajomych. Do domu miałam jeszcze spory kawałek.
Kiedy zbliżałam się do niego zobaczyłam światła policyjne. Zaczęłam biec. Kiedy dobiegłam zobaczyłam jak policjanci wyprowadzali mijego brata, Petera i Sylwka. Zatrzymałam sie przerażona.
Dominik spojrzał się na mnie. W jego oczach widziałam smutek, przerażenie jak i złość. Policjanci z psami chodzili po naszym mieszkaniu.
Skąd wiedzieli? Ktoś nas wsypał? Co teraz będzie?
Nagle jeden z policjantów mnie zobaczył.
-To ta dziewczyna! Mieszka z nimi!
Żlapali mnie i zakuli w kajdanki.
-Ała!-powiedziałam.
-Zamknij się-powiedział policjant.
-Spierdalaj psie od nas!-krzyknęłam.
wsadził mnie do radiowozu.
-Chłopaki? -zapytałam Dominika i reszte moich jedynych przyjaciół.
-Tak?-odpowiedział Dominik.
-Co teraz będzie?-zapytałam.
Karzdy milczał. Nikt mi nie odpowiadał. Każde z nas było pełnoletnie. W dom mieliśmy 8 krzaków maryśli i nie tylko. Na pewno zostaniemy skazami na pozbawiene wolności. Dlaczego akirat jak zaczęło się układać?
-Ash... tobie nic oprócz tego że wiedziałaś co robimy a nie zgłosiłaś tego nie zarzucą. Szybko wyjdziesz na wolność.
-A wy?
-Nami się nie przejmój. Damy radę. Jakoś.
Bałam się. Tak bardzo się bałam. Ruszyliśmy w strone komendy. Oby nic nam nie zrobiono.  Przecież nic takiego nie zrobiliśmy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: