piątek, 28 listopada 2014

Od Michaela

 Stałem zamyślony wpatrując się w drzwi mojego domu. Wejść czy nie wejść?
Wreszcie jednak pchnąłem je i owionął mnie zapach domu. Mojego ukochanego domu z dzieciństwa.
Jednak w powietrzu czuć było ciężką atmosferę.
Rozebrałem się i wszedłem do kuchni myśląc o Ninie, a tam...
Zamarłem.
- Ciociu! - podbiegłem do niej czym prędzej i pomogłem jej wstać.
Kucała między roztłuczonymi talerzami płacząc. Gdy ją złapałem za rękę, krzyknęła jak oparzona.
- Zostaw mnie!
Zdezorientowany i przerażony odsunąłem się, a potem doskoczyłem po łopatkę i zmiotkę, aby posprzątać szkło, lecz ciotka też zaczęła wrzeszczeć.
 -Zostaw to! Zostaw mnie! Wyjdź stąd!
Coś we mnie pękło. Zmrużyłem oczy i zacząłem mówić powoli cedząc słowa.
- Ciociu co ci się dzieje?? O co chodzi? Czemu ostatnio mnie tak traktujesz?? - szeptałem.
Zmrużyła oczy i cofnęła się.
- Odejdź.... - odparła sztywno i popatrzyła w sufit.
Nie mogłem tego znieść. Podbiegłem do niej i zacząłem nią szarpać mimo iż mnie przeklinała i wyrywała się bez przerwy.
- Puszczaj mnie bachorze! - krzyknęła -  violación fruta! - wysyczała, a mnie zamurowało.
Cofnąłem się i otworzyłem szerzej oczy.
- C-co ty.. powiedziałaś? - wydukałem.
- To co usłyszałeś! - wrzasnęła.
- Owoc...  - zaciąłem się. Drugie słowo nie chciało mi przejść przez gardło.
- Gwałtu! Gwałtu! - wyręczyła mnie, a nagle z jej mądrych, niebieskich, dobrych oczu, teraz bardzo agresywnych popłynęły łzy - Dobrze słyszysz!
 Nie wiedziałem co powiedzieć. Wpatrywałem się w nią bez słowa. A ona wykrzyczała mi w twarz słowa, które na długo potem zapadły mi w pamięci.
- Jestem pomiotem szatana! Żaden dobry anioł nie zrobiłby tego istocie ludzkiej! A ty z każdym dniem stajesz się do niego podobny.
Otworzyłem szerzej oczy.
- Co ty pierdolisz? - straciłem nad sobą panowanie i uczepiłem się mocniej blatu.
- Twoi rodzice nie zginęli w żadnym wypadku! - krzyknęła wybuchając salwą płaczu - To ja jestem twoją matką! 
Nie miałem zamiaru tego więcej słuchać. Ciotka jest po prostu chora! Zdziwaczała na stare lata! Trzeba ją zabrać do psychiatry, może da się jej jeszcze jakoś pomóc...
 Jednak moja podświadomość wierzyła w te słowa...
Wybiegłem na deszcz. Nie wiedziałem co zrobić. Po prostu poszedłem przed siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: