Popijałam sok pomarańczowy czekając cierpliwie na Caroline. Umówiłyśmy się dziś na mały wypad do miasta, a potem do lasu na spacer. Caro właśnie kończyła pracę a ja jeszcze miałam dziś odrobić pracę domową na jutro. Dziś niedziela, czyli dzień do przygotowania się na jutrzejsze lekcje. Może wydaje się to dziwne, ale lubię się od czasu do czasu pouczyć.
Caroline podbiegła do stolika przyprawiając mnie o zawał. Grzebałam w komórce, a ona swoim uderzeniem pięścią w stół wystraszyła mnie na śmierć.
-Matko...-Wycedziłam oddychając głęboko.
Zauważyłam ten wyraz twarzy swojej przyjaciółki. Był mi dobrze znany, nawet nie pytając wiedziałam, że chodzi o jej podrywacza Charliego. Przystojniaczek który ma nadzieję, że coś z ''tego'' będzie. Uważam akurat, że pasują do siebie. Ale Caro nie podziela mojego zdania.
-Co ci powiedział?
-To samo co zawsze!-Parsknęła.-Wiesz jak to mnie denerwuje?
-Po prostu boisz się związku.-Wzruszyłam ramionami.
-Ja? Pff! -Usiadła na przeciwko mnie.
-Tak, ty. Masz za wysokie wymagania. A Charlie jest niczego sobie.-Uśmiechnęłam się znacząco a Caroline tylko machnęła ręką.
-No dobra... Może masz rację! Ale... No... Charlie...
-No co?
-No...No... no nic no...-Westchnęła zrezygnowana.
-Kiedy wrócimy, muszę się pouczyć, ale w sumie... Można zaprosić Charliego do nas.A może cię zaprosi na bal końcowy. Jest w maturalnej, może... no wiesz...
-Zaprosił. A to dopiero za dwa tygodnie...
-No i się nie zgodziłaś... Caroline, proszę cię. Daj mu szansę.
-Ach! Nina...
-Żadnych ale. No weeeeź...
-Okay. Ale robię to tylko dlatego, że mnie prosisz.
-Nie robisz mu łaski, że idziesz z nim na ten bal. Widać, że ci się podoba. Lubisz jak cię komplementuje.
-Koniec!
-Ale sama zaczęłaś ten temat!-Zaśmiałam się.
-Idziemy!-Pociągnęła mnie w stronę domu.
Teraz mijała lekcja historii. Pani Brix miała pięćdziesiąt lat a wyglądała całkiem nieźle. Te same twarze i w ogóle. Po dzwonku wpakowałam zeszyt i książkę do torby, a do nas podszedł Charlie z szerokim uśmiechem.
-Cześć Nina.-Przywitał się ze mną.
-Hej.
-Caroline. Czekam na twoją odpowiedź. Pójdziesz ze mną na bal?
Ukradkiem spojrzałam na minę swojej przyjaciółki.
-E... E....eee...-Zacięła się co rozśmieszyło Charliego i mnie.
-Uznam to za tak. Później się umówimy.-Puścił jej oczko a ja oparłam głowę na ramieniu Caroline.
-Podoba mi się... -Powiedziała rozmarzona odprowadzając wzrokiem Charliego.-Nie!Nie,nie nie!-Zaprotestowała Caro i podniosła się.
-Jasne. Pierwsze słowo się liczy moja droga. Idziecie razem, słodko. Cyknę zdjęcie na pamiątkę. Jeszcze będziecie razem, zobaczysz.
-Weź!-Szturchnęła mnie.
Wyszłyśmy z sali a Caroline zatrzymała mnie, kiedy miałam zamiar iść do szafki.
-Co robisz?-Spytałam.
-Patrz... przystojniak. Nigdy go nie widziałam.-Szepnęła, a ja spojrzałam na chłopaka o którym mówiła.
-Ehm... No... Może trochę. -Wzruszyłam ramionami.
-Trochę!? Jest ... wow!-Podskoczyła a ja wybuchnęłam śmiechem.
Kiedy spojrzał się na nas, odwróciłam wzrok i ruszyłam do szafki.
Caroline wróciła po dziesięciu minutach z informacją, że ma na imię Michael. Zignorowałam to, bo w sumie... co mi do tego? Moja przyjaciółka patrzyła się jednak tylko na Charliego. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy.
-Jednak coś ten coś?-Dźgnęłam ją łokciem w żebra.
-No... To,że mi sie podoba nic jeszcze nie znaczy.
Dosiadł się do nas Charlie i zaczął rozmowę z Caroline. Podobali się sobie, widać to.
-Co się tak przyglądasz?-Spytała.
-Lubię patrzeć na pięknych ludzi-Uśmiechnął się.
Zastanawiałam się, czy powiedział to żartem czy coś, bo Caroline widocznie źle to odebrała. Uspokoiłam ją lekkim uderzeniem w bok.
-Przepraszam.-Mruknęła.-Możemy poznać się od nowa...
-Nie będę stała na przeszkodzie. Porozmawiajcie sobie sami, pójdę coś zjeść.-Poklepałam Charliego w ramię i podeszłam do stołówki po hamburgera. Odwróciłam się w stronę moich gołąbków. No,no... Może jednak coś z tego będzie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz