Drogi Pamiętniku...
Nie wiem, kiedy ostatnio pisałam pamiętnik... W szóstej klasie, kiedy Oskar Files powiedział, że ze mną zrywa dla mojej przyjaciółki Van? Tak, to chyba wtedy zaryczana pisałam o tym okropnym dniu. Ale także pisałam wiele innych rzeczy, np. jak miałam złamaną nogę, rękę rozszarpaną, a jadąc karetką jakaś pani kazała pokazać mi na palcach, jak bardzo mnie boli w skali od 1 - 10. Wskazałam dziewiątkę, a ona uznała mnie za wojowniczkę i odważną dziewczynkę, bo zamiast dziesiątki wskazałam dziewiątkę. Ale tak nie było. Nie zrobiłam tak. Tą okropną dziesiątkę zostawiłam sobie na czarną godzinę. Teraz ją zużyłam. Teraz moja dziesiątka, była wielka i bolesna, nie do zniesienia.
Dasz wiarę? Ręka rozszarpana i złamana noga? Trochę to pokręcone, ale wytłumaczę Ci wszystko pamiętniku.
Kiedy w wieku ośmiu lat bawiłam się z Van w chowanego, biegałyśmy po lesie, za moim domem. Rodzice siedzieli z rodzicami mojej przyjaciółki, na tarasie, a ja oddalając się, szukając w małym lasku kryjówki napotkałam bezpańskiego psa, wielki jak byk! Ale moje przerażenie było tak ogromne, że nie mogłam wytrzymać. Ruszyłam w przeciwną stronę, do miasta. Moim błędem, a zaś głupotą było to, że nie podążyłam do domu, gdzie rodzice by coś wymyślili i obronili mnie przed psem. Jednak on dogonił mnie na dróżce prowadzącą do wyjścia z lasu. Kiedy mnie ugryzł, a raczej szarpał mi rękę, uwagę przykuła Van, która rzucała w niego kamieniami i patykami, szyszkami i gałązkami.
Pies był wściekły, ale ona ruszyła w pogoń od razu do domu, by odciągnąć psa i zawołać rodziców, że jestem ranna. Ale ja byłam w szoku, wiedziałam, że pies po mnie wróci, jeśli Van przejdzie przez bramkę na podwórko. Moja ręka cholernie bolała, ale wdrapałam się na jedno grube drzewo, tam miał być nasz domek, mój i Van. Ale kiedy wchodziłam, już prawie łapiąc się bezpiecznie wyglądającej gałęzi, ta kruchutka pode mną załamała się, a było to wysoko. Boże, spadłam tak, że aż krzyknęłam, a psa nie było widać. Rodzice wraz z Van przyszli po mnie, a karetka zjawiła się błyskiem.
Ale widzisz, pamiętniku, ja jestem sama. Od kilku lat, kiedy mój tata chciał wyjechać i podjął pracę wojskową. Zaczął walczyć gdzieś daleko daleko, a ja jako mała dziewczynka nie mogłam tego zrozumieć. Dlaczego zabijać ludzi? Nie mogą sie niczym podzielić?
Ale tak myślałam, będąc mała. Teraz wiem, że o każdy kawałek swojego życia trzeba walczyć i się bić. Zabijać tych, którzy chcą ci odebrać to co chcesz mieć, to co chcesz osiągnąć. Ja byłam tu bezradna. Mojego ojca nie przywrócę do życia, moich skrzypiec, moja mama z niewyjaśnionych przyczyn nie zacznie ze mną rozmawiać, chodzić na zakupy jak kiedyś. Nie jestem małą dziewczynką. A przyznam Ci szczerze, pamiętniku, chciałabym był tą małą Niną, małym cukiereczkiem tatusia i mamusi, ukochaną siostrą starszego brata, przy którym czułam się lepsza, silniejsza i bezpieczna.
No i to chciałam napisać. Wiedz, że życie jest trochę do dupy, jeśli się trochę w nie zagłębi. To szajs.A tak na marginesie, to nienawidzę życia w tym momencie. Chcę umrzeć, możesz się tego domyśleć po tym, że piszę do pamiętnika tak, jakby był żywą istotą, a przecież ty jesteś rzeczą martwą. Absurd, beznadzieja, żenada, nazwij to jak chcesz, ale ja jako dziecko lubiłam rozmawiać z rzeczami, bo nikt inny poza Van mnie nie słuchał. No, może tata, ale jego przecież nie ma. Zapamiętaj, że jestem tu dzieckiem, a nie wybrakowanym człowiekiem bez uczuć i ani trochę we mnie nie ma współczucia, ani miłości. Czy tylko mi się tak wydaje? Zobaczymy, za ile napiszę. Wtedy to będzie oznaczać, że nie mam nikogo z kim mogę pogadać, a najlepiej wypisać to co się czuje na kartce, a ja piszę to w pamiętniku. To zaszczyt dla Ciebie, czy raczej wstyd? Ja bym wybrała to drugie...
No tak, zgłupiałam? Nie. To moje małe ''coś''. To coś, to pamiętnik. Głupota, bezsens, nicość. Ja tym jestem. Zgadzacie się? Nie pytam was o zdanie, po co to w ogóle mówię. Przecież wiadomo, kim jestem, CZYM jestem - mianowicie: niczym. Niespodzianka? Nie. To nie niespodzianka. Nie znam się na tych rzeczach. Od jakiegoś czasu nie wszystko mi wychodzi.
No i wakacje! Nie, nie fajnie. Caroline wyjechała z mamą, a Charliego nie ma prawie w domu, wiec siedzę sama. W prosty sposób dałam mu do zrozumienia, że chcę być sama, bla bla bla. No wiecie, jak dziewczyna może być chamska? No, jeśli nie, to wasz problem. Możecie się tylko domyślić.
A co do mnie, jestem egoistką, mam gdzieś innych, tylko Caroline jest dla mnie wyjątkiem z wyjątkowych wyjątków. To nie ma sensu, wiem co właśnie pomyślałam, nie wytykajcie mi błędów mojej wypowiedzi, bo według mnie one są jak najbardziej w porządku.
Moje życie? JEDNA WIELKA porażka porażek jaka mogła mnie spotkać. Mogłabym być kimś innym! Przenieść się w inny wymiar, inną planetę gdzie wszystko jest normalne, nie ma wampirów wilkołaków no i innych tego typu świństw jakie istnieją.Jak mówiłam, życie to pieprzony szajs z którego nie ma wyjścia, jak się w coś wkopiesz, to nie wypełzniesz, chyba, że masz totalnego fuksa.
Samej spędzam czas doskonale, czasem Charlie z grupą roześmianych wilczków zabiera mnie gdzieś do lasu czy na schadzki. Wilkołaki to jednak piękne istoty. Silne, idealna sylwetka, przystojni, ale nie mój typ. Ale powiem wam, że wilkołaki mają swoje minusy. Oczywiście mają bardzo dużo energii, są niebezpieczne w czasie pełni, tylko te, o ile mi wiadomo, które są nowe, uczą się. To martwi resztę. Charlie jednak jest jednym z pierwszych ludzi w tej sforze, czyli najstarszy. No i kolejny plus, tak przy okazji... wilkołaki żyją wiecznie! Ha! Kolejny minus ich życia, bo jeśli wampir i wilkołak zderzą się jeden na jednego... no to wygrywa silniejszy, a krew wilkołaka dla wampiurka jest zabójcza. Wampiurka? Tak, dobrze przeczytaliście.
Z Michaelem nie widziałam się pięć dni i osiem godzin. Liczyłam? Tak, bo nie mam nic innego do roboty. Dniami śpię, albo spaceruję z Van, która okazała się być jednym z nowych wilkołaków w sforze! Jest świetna, no i zaznaczam, że nawet wyładniała od szóstej klasy. No i odpycha chłopaków jak szalona, nie ma ochoty na żadnego opalonego wilkołaka z gołą wyrzeźbioną klatą, aż miło patrzeć. Zostało jeszcze we mnie trochę kobiecości, dziewczęcości, więc opisuję facetów tylko jak jestem z Van, a właśnie teraz idę się z nią spotkać. Charlie kazał mi iść na spotkanie z psychologiem, bo uważa, że przechodzę załamanie nerwowe w związku z utratą matki i ojca. Matka się nie odzywa, a ojciec umarł. Teraz temat śmierci to dla mnie norma.
-Czas na top model Mini?!-Krzyknęła wyłaniając się zza pięknych, białych drzwi.
-To ty lubisz zakupy, nie ja.
-Jak to nie? Kiedyś kochałaś!
-Ta, ale kiedy zniknął sens życia, mam to w nosie.
-Ach! Pieprzysz!Idziemy pieszo.
-Spoko.
-Jak u Char?
-Nie wiem, bywa na patrolach, podobno wampir który mnie szuka, nadal nie został znaleziony?
-Dalej zabija, staje się coraz lepszy. Może Liam powinien wiedziec o tajemniczym Davidzie?
-Nie wiem, ukręci mu łeb. A poza tym Caroline wszczynała śledztwo sama, więc da sobie radę.
-Nie sama.
-Co?
-Mówiła mi, a raczej wyjawiła w sekrecie, ale teraz to nieważne, że jakiś Michael też pomagał. Podobno, nie wiem czy to prawda.
-Boże..
-Kto to?
-Kto?-Otrząsnęłam się.
-No ten Michael! Na miłość boską, Mini!
-No znajomy. Nawet nie wiem kim dla mnie jest. Mogę uznać go za dawnego znajomego, nieznajomego, albo za nieznanego przyjaciela.
-Takie to skomplikowane?
-Trochę...
-Ech... Może się przypadkowo gdzieś spotkacie?
-Nie wiem, ma swoje zajęcia. Może dobrze mu się układa teraz, kiedy zniknęłam na kilka dni?
-Możliwe.-Kiwnęła głową.
Van była opaloną brunetką z długimi włosami za tyłek. Jej matka jest piękną Indianką, ojciec był Indianinem, ale zabił go wampir. Była wysoka, miała 180 wzrostu i jeszcze nosiła 4 cm buty na koturnach. Była tak szczera, jak nikt. Była twarda. Mówi o sobie szczerze, wymienia wady zalety i wszystko w ogóle. Jest inteligentna, zabawna... Ale wredna dla niektórych. Nienawidzi facetów, ale sforę toleruje w miarę. Musi mieć jakieś ugodowe stosunki.
-Jakies nowości w sforze?
-No... Jest taka nowa. Ash, chyba Ash.
-Naprawdę?! Znałam ją!Jest wilkołakiem?!
-Skomplikowana sprawa. Nie ważne.
-Och...Niesamowite.
-Nie lubi mnie, ona dla mnie jest obojętna.
-A co ci takiego zrobiła?
-Ja mówię wyśmienite, ona wypasione, ja ekskluzywne, ona wywalone.
Zaśmiałam się szczerze.
-Och, moja Van... Kochana Van...
Wieczorem poszłam do domu. Lało jak z cebra. Nienawidziłam deszczu! Cholerny deszcz! Byłam zła. Kupiłam sobie kilka ubrań, a tu nagle deszcz! Zła dreptałam małymi kroczkami, jak to zwykle ja chodziłam, do domu. Szybciutko zwijałam się bo zaczęło mocniej padać, a moje nowe ubrania moknąć.
W momencie zderzyłam się z kimś. Odczułam to tak mocno, że ledwo co nie upadłam w błoto. Zła westchnęłam i pokręciłam głową. Ręce trzęsły się z zimna, bo wiatr nagle zaczął wiać z wszystkich stron. Takie to ma być lato?! W prognozie pogody miało być inaczej! A tu co? Jak im nakopie do tyłków, to zobaczą!
-Szlag! Weź uważaj pajacu!-Wytarłam ręką twarz, mokrą od wody i spojrzałam na mężczyznę.
-Spieprzaj!
-Co za koleś!-Machnęłam rękami.
-Ja n... Nina?
-Skąd znasz moje imię?-Teraz do mnie dotarło.-Michael?!
-Cześć. Przepraszam...
-Sorry za pajaca. Gdzieś się śpieszysz?
-Nie wiem... Może skoczę do koleżanki.
-Okej. Mel?
-Ta. Ale nie wiem, czy byłaby zachwycona moją wizytą.
-Może chodź do mnie, jak się ogrzejesz możesz iść, jeśli będzie ci u mnie źle. Jestem sama, tego ''gogusia'' Caroline nie ma. Ale jak nie chcesz, to okay.
-Mogę wpaść.
Po dwóch godzinach poszedł. Było późno, a ja prawie zasypiałam. Jednak dobrze się bawiliśmy, albo tylko ja. Nie wiem może ja jestem tak znudzona i samotna, że staram się sobie wmówić że się ktoś dobrze ze mną bawi? Albo ja się dobrze bawiłam, wmawiam to, żeby czuć się lepiej?
Lily była zła na to, że przyprowadziłam gościa. Usiadła mi na kolanach, zaczeła mruczeć. Chyba nie polubiła Michaela, ale z nią nie wiadomo.
Czułam, że Michael w czasie zetknięcia nie był w sosie. Kiedy wychodził znów był taki. Źle się czuł w moim towarzystwie? Pewnie tak. Albo nie? Nie wiem, odczucia mam różne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz