Posłusznie uruchomiłem tego starego gruchota. Po krótkiej obserwacji aż jęknąłem.
- Nie wyrobimy z tym - mruknąłem sam do siebie.
- I jak? - zawołała ciocia z dołu.
- A nawet nieźle! - odparłem.
Wiem, że skłamałem. Ale nie miałem innego wyjścia. Wylecimy z domu, jak nie zapłacimy do pierwszego. A tu już za trzy dni...
Szybko się poderwałem i poszperałem w rysunkach. Nawet niezłe. Ostatnio dostałem dużej weny twórczej. I ta dziewczyna... Ech... To sobie zostawię....
Resztę spakowałem do plecaka i zbiegłem na dół.
- Gdzie idziesz? - spytała ciocia marszcząc brwi.
- Ehm.... Na rynek.
Ciotka westchnęła i otarła dłonie o ścierkę. Skierowała na mnie swoje poważne ciemne oczy i zmarszczyła brwi.
- Mich... Wiesz, że gdyby nie było nam to tak bardzo potrzebne, to bym cię na ten rynek nie puszczała, byś sprzedawał... swój talent....
- Tak ciociu wiem....
Położyła mi rękę na ramieniu.
- Kocham cię mały. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
Chrząknąłem jak zwykle zażenowany w takich chwilach.
- Ja też cię kocham ciociu - mruknąłem.
Sprzedała mi mokrego całusa i wepchnęła niemal na siłę piernika do ręki. Z lekkim uśmiechem odwróciłem się i już raźniej pomaszerowałem przed siebie. Co ja bym bez niej zrobił...?
Na rynku poszło mi nawet nieźle. Mel niestety miała dziś gorszy dzień i cały czas się ze mną awanturowała o mało znaczące rzeczy. Np. że ten gołąb jest biały, a nie szary.
- Mel, masz okres czy co? - warknąłem po pewnej już chwili zirytowany, gdy odstraszyła mi nieśmiałą klientkę swoją gnuśną miną.
Nic nie odpowiedziała, tylko usiadła za swoją budką i zaczęła płakać. Westchnąłem. Boże, co się dzieje z tymi babami....
Potem szybką ją pocieszyłem i zaproponowałem po skończonej pracy mały spacer. Ucieszyła się jak dziecko i więcej nie dąsała, a nawet pomagała mi sprzedać rysunki i zachęcać klientów do portretu. Zadowolony z zarobionej sumy, zacząłem się zwijać gdy zapadł zmierzch.
- Idziesz? - spojrzałem na nią.
- Pewnie - odparła i też zaczęła sprzątać majdan.
Po dziesięciu minutach wszystko było już zapakowane. Ruszyliśmy przez Wiglinghtoon - drogą okrężną. Była to trochę ponura dzielnica, czasami rozgrywały się tam bójki gangów - ale my żyjący tu przez kilkanaście lat znaliśmy wszystkie skróty i przejścia.
Szliśmy może parę minut... Rozmowa niezbyt się kleiła, Mel nawijała o swoim starszym bracie Paulu i o jego karierę którą ( na pewno) zrobi, gdy nagle usłyszeliśmy ciche pojękiwania.
- Słyszysz? - mruknąłem zatrzymując się.
Zdezorientowana Melania uniosła brwi.
- Co? - szepnęła rozglądając się wokół. Zrobiło się naprawdę ponuro i nieprzyjemnie, zwłaszcza, że weszliśmy na najgorszy odcinek.
Zacząłem iść w stronę odgłosu. Jęki były coraz głośniejsze.
- Michael! - syknęła Melania, lecz ja już doszedłem do owego punktu. Zobaczyłem skuloną, załamaną dziewczynę.... i zamarłem.
- Melania choć tu szybko! - mruknąłem.
Niepewnie podeszła, a gdy zobaczyła ją wzgardliwie prychnęła.
- Pewnie ćpunka. Chora psychicznie wariatka. Ma za swoje, mogła tyle nie brać... Chodźmy Michael, zimno mi....
Popatrzyłem na nią z niedowierzaniem i krytycznie zmrużyłem oczy.
- Chcesz ją tak zostawić?
- No.... - mruknęła niepewnie obserwując moją reakcję, a potem gdy zobaczyła moje oburzenie wściekła się - Wybrałeś się ze mną na spacer, nie minęło 5 minut a ty już się zatrzymujesz pod byle pretekstem by pomóc jakieś wariatce!! Co ty kurwa Caritas jesteś?!? Idę do domu!! - warknęła i odwróciła się, a ja zażenowany wpatrzyłem się w jej oddalającą się sylwetkę. Boże, nigdy nie widziałem jej w takim stanie, a Mel znam już trochę....
Jednak w tej chwili przestałem o tym myśleć. Jeśli myślała, że zacznę ją gonić to się grubo myliła... Ta dziewczyna na pewno nie była chorą psychicznie ćpunką... Coś się musiało stać... A na dodatek... Kojarzyłem ją!!
Teraz przyciskała policzek do ziemi i szeptała w gorączce.
- Zostaw mnie! Zostaw mnie!
Czym prędzej wziąłem ją na ręce i skierowałem się truchtem do domu. Co tu dużo mówić, miałem nawet niezłą formę - i nawet nigdy specjalnie nie musiałem na nią pracować, taki już się urodziłem.
Nie myślałem nawet co powie ciotka. Musiałem jej pomóc. Coś mnie do niej ciągnęło... I skądś ją na pewno znałem!! Tylko... skąd?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz