Caroline śmiała się i wybiegła tak z mojego pokoju. Jęknęłam cicho i zanurzyłam głowę w białej poduszce.
-Kocham cię...-Szepnęłam do łóżka.-Ale jak co ranek, nadejdzie ten czas, kiedy muszę się z tobą rozdzielić, mój przyjacielu.
Uśmiechnęłam się i zadałam sobie jedno pytanie.
Co ja odwalam?
Na dole czekała na mnie moja przyjaciółka, która jadła kanapkę i czytała jakąś książkę. Coraz bardziej mnie zadziwia. Najpierw sprzątanie, teraz książka...
Moje życie i tak zaczęło się układać. Na reszcie! Nie było idealne, ale chciałam je wyprostować. W szkole zauważyłam jakąś dziewczynę. Blondynkę. Odeszłam od Caroline i ukucnęłam przy dziewczynie.
-Hej... Wszystko dobrze?
-T...tak...
-Nie jesteś dobra w kłamaniu.-Pokręciłam głową.-Chcę ci pomóc.
-Nie...m...możesz...
-Obawiam się, że jednak mogę. No proszę. Pozwól sobie pomóc.
Dopiero po chwili skojarzyłam dziewczynę, która była dla mnie nie miła kilka tygodni temu niemiła.chamska wręcz. Jednak nadal chciałam jej pomóc.
-Chodź. -Podałam jej rękę a ona po chwili złapała ją i wstała. -Dziś jesteś pod moją opieką, co ty na to?-Uśmiechnęłam się a ona lekko odwzajemniła uśmiech.
Cały dzień starałam się z nią rozmawiać, dopiero po 3 godzinach prowadziłam z nią normalną rozmowę. Chciałam się dowiedzieć co się z nią działo, że ma siniaki na ręku, które stara się chować. Jednak nic nie mówiła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz