wtorek, 18 listopada 2014

Od Michaela

 Nie wiem co mnie tknęło, że poszedłem do Niny. Chyba musiałem z kimś pogadać, co dziwne bo z reguły byłem samotnikiem. Mel była na mnie obrażona, a ciotka pojechała na spotkanie ze swoją przyjaciółką.
Uśmiechnięty wyszedłem od niej z domu. Fajna była ta Nina.
 Dziś poszedłem wyjątkowo wcześnie spać byłem dziwnie znużony.
  Tej nocy widziałem we śnie pewną blondynkę, ale niezbyt dokładnie.Mianowicie, nie miała ona wyraźnie zarysowanej twarzy, pojawiła się w marzeniu sennym jako postać wysoka, ciemna  i dziwnie pociągajaca. Wokół niej były róże we wszystkich istniejących i nie istniejących kolorach - a ona sama, powleczona chmurą cienia, przechodziła powiewając czarną szatą. Nagle z wysokich, złocistych chmur wyknął się snop światła, twarz tej wrednej, skrzywionej blondynki, oświetlona z boku, ukazała się wyraźnie. Nie była podobna do siebie zwykłejj, miała harmonijne rysy i piękny uśmiech.
- Przeniknij pozory, które mnie skrywają - zwróciła się do mnie szeptem - Ty jedna możesz stworzyć moje szczęście, tworząc moje.
- Blondi o czym ty gadasz, do licha? - spytałem płynąc opornie przez swój sen. Słyszałem własny głos dudniący w pustej przestrzeni.
- Nie radź się swoich oczu. Wybaw mnie z okropnej kary, jaką znoszę - rzekła melodyjnie. Światło przesunęła się z jej twarzy na róże, a kiedy znów na nią spojrzałem, zobaczyłem pustą, naćpaną dziwkę w skąpiej bieliźnie.
- Kochaj mnie, jak ja kocham ciebie - wyjęczała wijąc się na podłodze - Nie pozwól zwieść się pozorom kochany!
- Mi-cha-el, Mi-cha-el, Mi-cha-el! - wydzwonił wielki zegar wśród róż i obudziłem się od tego dzwonienia, konstatując, że słyszę je i na jawie. Jeszcze dwa uderzenia dobiegły z pokoju cioci. Siódma. Trzeba wstać. Budzik też właśnie pisnął jak przydeptane kurczątko. Szybko nakryłem go dłonią.
  Mocno padało, gdy dotarłem do szkoły. Od razu zobaczyłem pod szafkami roześmianą Ninę. Już miałem do niej podejść, gdy zobaczyłem w kącie dziwną dziewczynę. Była cała sina z zimna, blada i wymizerniała. Siedziała skulona. Tylko jej oczy były żywe - łapiące jakby każdą szczęśliwą endorfinę w pomieszczeniu.
- Michael? - zaczepił mnie Bronx mój znajomy z ławki.
- No? - oderwałem od niej wzrok. Była dziwnie znajoma...
- Znasz dobrze tą Ninę? - wskazał palcem na moją nową koleżankę.
Oderwałem wzrok od blondyny i spojrzałem na niego.
- Co mówiłeś?  - spytałem roztargniony.
- Znasz tą Ninę? - powtórzył rozbawiony.
- Ninę...? Ach Ninę! Znam, znam. Złota dziewczyna! - zacząłem ją wychwalać i dopiero po chwili przystosopowałem mrużąc podejrzliwie oczy - A co?
- No wiesz... Wpadła mi w oko i ten...
- Co?
- No... chciałbym ją poznać.
- Ach poznać? - mruknąłem już w pełni skupiony. - No wiesz... obawiam się Bronx, że ona ma już niestety chłopaka.
Bronx wyraźnie się stropił.
- S-skąd wiesz?
- No przecież dobrze ją znam - parsknąłem ironicznie i minąłem ją idąc korytarzem do ósemki, nie spuszcząjąc ani na chwile z oczu tej dziwnej dziewczyny..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: