Chodziłam po domu cała w strzępkach. Iskrzyło ode mnie, byłam zła na wszystko i wszystkich. Na świat. Na to, że istnieje coś takiego jak wampir. Minął tydzień, a ja zmieniłam się nie do poznania. Mam gdzieś to co mówią do mnie inni. Z pokoju ruszałam się wtedy, kiedy chciałam coś wypić. Nic nie jadłam od dwóch dni, nie chciałam. Miałam to wszystko w nosie. Czułam się sierotą. Bez ojca jestem nikim. Byłam jego oczkiem w głowie jako mała bezbronna dziewczynka. A teraz? Bez niego moje życie nie ma najmniejszego sensu. Nie wiecie jak to jest stracić ojca czy matkę.
Padłam na łóżko i patrzyłam na zdjęcia które powiesiłam sobie na ścianie nad łóżkiem. Ja,tata, mama,brat... No i Lily która stała się ulubionym zwierzakiem Caroline. Charlie jej nie znosi, nie wiem dlaczego. Jak można jej nie lubić? Przytuliłam się do Gaybe'a, mojego misia z dzieciństwa. Jest ze mną od kołyski, a wyjęłam go by wylać w niego łzy, które zaraz się ze mnie wyleją.
-Mogę?-Zapytał Charlie.
-Idź sobie.
-Ejj... Też straciłem ojca. Wiem co czujesz.
-Wiem o tym. Char, jesteś dla mnie jak brat. Ale powiedz mi, że wampiry nie istnieją. Że są także dobre strony tego świata!
-Są.
-Jakie?
-Wilkołaki.
-Eee... Ehem...
-Ja nim jestem.
-O...-Szepnęłam układając sobie w głowie na spokojnie wszystko.
-Wiem, że jest ci ciężko. Ale dasz radę mała.
-Możliwe. Tak mi jest wygodnie...
-Gdzie twój ochroniarzyk?
-Nie wiem. Ma swoje sprawy, dobrze, że się zajmie czymś innym. I tak zawracałam mu głowę, ma swoje zajęcia.
-Jasne,jasne.-Zaśmiał się i wyszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz