piątek, 21 listopada 2014

Od Ash




Po tygodniu wyszłam ze szpitala i to na własne życzenie. Okazało się że miałam połamane żebra, zapalenie czegoś tam i wstrząs mózgu. Nie oczekiwałam by ktoś mnie odwiedził bo moi jedyni bliscy byli w więzieniu. Kiedy wyszłam ze szpitala poszłam na pieszo do domu. Lekarz zalecał mi odpoczynek jednak po prawie 8 dobach spędzonych w szpitalnym łóżku musiałam się przejść. Było południe. Rozkoszowałam się wszystkim co mnie otaczało. Zmieniłam się. Musiałam.
Weszłam do domu i musiałam usiąść. Nie miałam daleko ze szpitala do domu ale nawet najmniejszy wysiłek mnie męczył. Musiałam złapać oddech. Wtedy zobaczyłam coś co mnie dobiło. Stertę niezapłaconych rachunków. Rozpłakałam się.
Co ja takiego zrobiłam że życie daje mi tak popalić? Byłam normalna! To śmierć matki i alkoholizm ojca po jej odejściu mnie zmienił! Trafiłam do sierocińca i dopiero brat mnie z niego wyciągnął! Miałam tylko siedem lat kiedy to się zaczęło! Ja chciałam tylko by brat wrócił do mnie i by już nic się złego nie działo! Czy to aż tak wiele? Miałam tylko 7 lat...
Nie miałam siły. To wszystko spadło na mnie i nie dawałam sobie z tym rady. Opłacało mi się dalej tak żyć? W ogóle żyć? Moja odpowiedź to NIE. 
Wstałam i podeszłam do szafki z lekami. Przegrzebałam wszystko. Znalazłam parę opakowań z lekami przeciwbólowymi i trochę z nasennymi. 


Wzięłam je i usiadłam na kanapie. Patrzyłam sie na opakowanie. 
-A może jednak żyć? Bzdura. -powiedziałam smutnie.-Po co? Nie mam już po co.. od 11 lat już nie mam po co... W wieku 7 lat wraz z matka umarłam..
Wypakowałam każdą tabletkę. 


Ze łzami w oczach i mokrymi policzkami poszłam do barku i wyjęłam wódkę. Postawiłam ja na stoliku przy tabletkach. Wzięłam także album ze zdjęciami. Wszystko było gotowe. Prawie. Nie żyłam tak jakbym chciała to chociaż umrę tak jak chcę. Wzięłam gorącą kąpiel i przebrałam się. Nie zakładałam spodni tylko za dużą koszulkę brata. Na szyi miałam naszyjnik po mamie a na palcu obrączkę po tacie.. chciał ja kiedyś sprzedać za kasę na alkohol.. zabrałam mu. Kochałam go.. to przez śmierć mamy sie tak stoczył. I nie tylko on.. 
Usiadłam na kanapie i wzięłam pierwszy łyk wódki. Wzięłam parę tabletek.. i popiłam wódką. Smak nie był za dobry. 
Otworzyłam album. Były tam zdjęcia mamy, taty i Dominika. 





Wzięłam to pierwsze zdjęcie. Cała moja kochana rodzina.. Kochała mich i każdego straciłam .Co prawda Dominik żył.. ale nie miałam go przy sobie. Los sprawił ze ze szczęśliwej rodziny.. staliśmy sie nieszczęśliwa i nawet nie rodziną. 
Zaczęłam pisać list pożegnalny. Kiedy skończyłam położyłam go na rogu stolika wraz z dwoma tabletkami. 


Wzięłam kolejne tabletki. Nie liczyłam nawet. Popiłam wódką. Uśmiechnęłam sie .Już czułam ze zaczynają działać. Nie czułam bólu.. fizycznego oczywiście. Zrobiłam sie śpiąca. To dobry znak. Dla mnie. 
Wzięłam kolejną dawkę i wypiłam parę łyków wódki. 
Kiedy już nie było prawie żadnego proszka na stoliku opadła mną łóżko a z ręki na podłogę posypały się tabletki. 
Spojrzałam w sufit z uśmiechem i zadowolona powiedziałam.
-Na reszcie umrę. 
Ponuro stwierdziłam ze są plusy że nie miałam nikogo oprócz tych kochanych idiotów w więzieniu. Miałam pewność że nikt nagle nie wejdzie i nie zrobi czegoś by mnie uratować. Jednak na wszelki wypadek na szczęście zamknęłam drzwi zanim zaczęłam szykować sie do śmierci. Ziewnęłam. Byłam bardzo śpiąca. 


-Ash choć do nas!-usłyszałam głos mamy. 
Zaczęłam biec w ich stronę z uśmiechem. Znów miałam te parę lat.. Byłam z rodziną w parku. Mieliśmy piknik. 
Dobiegłam do rodziny i przytuliłam rodziców. 
-Masz ochotę na kanapkę? Czy poczekasz do deserku?-zapytał tata. 
[...]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: