poniedziałek, 17 listopada 2014

Od Niny


W piżamie zeszłam do kuchni, gdzie było zupełnie pusto, co było dziwne, bo Caroline albo siedziała i szykowała się na randkę z Charliem, albo malowała paznokcie, albo piła jedno ze swoich ulubionych win. Ale teraz świeciło pustkami.
 Oblałam się przypadkowo kakaem brudząc bluzkę z misiem. Zdenerwowałam się jak małe dziecko, ruszyłam do łazienki i od razu postanowiłam się przebrać. Ubrałam znoszone dresy, luźną bordową bluzkę, z napisem WIN, która kończyła się nad pępkiem, a potem wróciłam do kuchni. Jadłam pączka popijając go gorącym kakao, wygodnie siadając w wiszącym na łańcuchu czarnym fotelu. Pomalowałam paznokcie, relaksowałam się w każdy możliwy sposób, co mogłam robić nie za często. Brakowało mi swoich skrzypiec, ale poproszę mamę, by mi je jak najszybciej dostarczyła. Nie zamierzałam dłużej mieszkać z matką. Odbija jej, od kiedy ojciec zniknął z domu. Kocham ją, ale to co zrobiła było przesadą. Postanowiłam już, że po prostu stamtąd zniknę, ale kontakt nam się na pewno nie zatrze. Na to nie pozwoliłabym nigdy, przecież to moja mama.
 Usłyszałam dzwonek do drzwi, kiedy wstałam, poślizgnęłam się na parkiecie. Widocznie Caroline za bardzo wczuła się w rolę gospodyni i wysprzątała przed wyjściem cały dom, łącznie z umyciem podłóg. Upadłam na tyłek, co lekko mnie rozzłościło. Mam dziś pechowy dzień. Założyłam cieplutkie skarpetki, w których na pewno się nie zabiję i otworzyłam drzwi.
-Cześć.
 Kiedy zobaczyłam Michaela w drzwiach, myślałam, że zaraz padnę trupem. Wyglądałam jak mała dziewczynka. Jeszcze świeciłam pępkiem, kiedy na zewnątrz szalała śnieżyca. Zamurowało mnie, a potem zamknęłam oczy i starałam się nie schować za drzwiami.
-Hej.-Poczułam zimny powiew. Lodowaty, wręcz nie do wytrzymania.-Wejdź, pewnie ci zimno...
-Nie jest źle.
 Zrobiłam przejście w drzwiach, żeby mógł przejść. Zamknęłam drzwi lekko waląc czołem o drzwi, ale potem w sumie... wygląd mi nie przeszkadzał. Odwróciłam się i spojrzałam na Michaela. Czuł się tu prawie jak w muzeum. Wszystko było tak wysprzątane przez Caroline, że aż blask raził po oczach.
-Mieszkasz tu teraz?
-No... Powiedzmy. Na razie nie mam się gdzie zatrzymać, więc... teraz to mój dach nad głową.
-Co dziś robisz?
-Pewnie... siedzę w domu i relaksuję się wolnym dniem.
 Dopiero teraz przypomniała mi się moja kotka, Lily. Matko! Muszę ją zabrać, chociaż Caro nienawidzi kotów, muszę mieć tu tą brązową puszystą kulkę, choćby nie wiem co.
-A...
-Nigdzie się nie ruszam. Przyda mi się jakieś towarzystwo, chyba, że chcesz już iść i wystraszył cię ten przerażający porządek?
-Zostanę, ale porządek jest... przerażający.
 Siedzieliśmy na kanapie i rozmawialiśmy. Zgadaliśmy się o moim talencie, a także i jego. Potem przeszliśmy do spraw zarobków.
-Mnie utrzymywała mama i ojciec, no i brat odrobinę. Zawsze ja miałam zajmować się nauką, a rodzice wszystko płacili, nigdy nie narzekali, ale kiedyś był czas kryzysu, gdzie nie mieliśmy kasy.
-Co zrobiłaś?
-Na ulicy, w listopadowe popołudnie poszłam ze swoimi skrzypcami na stare miasto. Tam zarobiłam dosyć sporo.
-Ja i moja ciotka mamy problemy z kasą. Staram sie zarabiać na rysunkach, jakoś daję radę.
-Mogę ci pomóc...
-Nie, poradzę sobie. Ale dzięki.-Zaśmiał się a ja strzeliłam poważną minę.
-Mówię poważnie. Nie śmiej się!-Rozkazałam wskazując na niego palcem.-Łącząc mój i twój talent uzbieramy sporo kasy. A ja ci pomogę.
-Nie. Nie ma opcji.
-No weź!
-Te smutne oczka też nie działają, sorry.
-No dobra... Ale pamiętaj, że jeśli pomoc będzie niezbędna szukaj jej u mnie.-Uśmiechnęłam się.
 Caroline napisała mi sms, że będzie dopiero wieczorem, bo z Charliem mają ''gorące plany''. Odebrałam to dwuznacznie, ale i tak uśmiechnęłam się pod nosem czytając wiadomość. Potem wróciłam do rozmowy z Michaelem. Wyciągnął mnie na dwór, ale musiałam się przebrać, co zajęło mi - uwierzycie? - godzinę. Przeprosiłam Michaela za długie czekanie, ale on tylko się śmiał nie mogąc uwierzyć, ile potrafię spędzić czasu nad wybraniem ciuchów na jeden spacer. Potem wróciłam do domu i poprosiłam Caroline przez sms, żeby wstąpiła po moje skrzypce, Lily, no i kilka ubrań, jakie będzie chciała mi zabrać. Odpisała - ofsfoFSAddOKdsamfd 
 Wybuchnęłam śmiechem i odłożyłam telefon na stolik. Czyżby pisała nie patrząc na klawiaturkę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: