- Gooder! - usłyszałem piskliwy głosik profesorki. Dmuchnąłem sobie w grzywkę i z irytacją odwróciłem się na pięcie. A myślałem, że uniknę z nią konfrontacji....
- Masz już cztery pały Gooder! - warknęła niemal i z dużym rozmachem położyła mi rękę na ramieniu, aż się ugiąłem, bo była to baba dość słusznej postury - Martwię się o Ciebie - przemówiła poważnie, a mi w głębi duszy zachciało się śmiać. Histeryczka martwiąca się o kogokolwiek, kiedykolwiek - pff!
- Poprawię - mruknąłem bardziej dla zaspokojenia jej ambicji i świętego spokoju niż dla własnego sumienia.
Zmierzyła mnie uważnie wzrokiem.
- Gooder... Historia to bardzo ważny przedmiot, nawet ważniejszy niż matematyka i angielski.. Pamiętaj o tym!
- Będę pamiętał, pani profesor - przytaknąłem solennie wiedząc, że Histeryczka była święcie przekonana, że... no właśnie... jej przedmiot jest najistotniejszy ze wszystkich.
- Przyjdziesz poprawiać? - zmrużyła oczy w szparki, po czym dodała z przekąsem - Żebym ja cię musiała namawiać na poprawę... Wstyd! Ale znam twoją sytuację rodzinną i wiem, że szkicujesz na rynku dla napiwków. Chwalę sobie taką postawę i to iż dzielnie pomagasz ciotce, jednak... będę z nią musiała porozmawiać, ponieważ edukacja przede wszystkim, a jeśli nie jest ona w stanie zapewnić ci godziwych warunków bytu to...
Zatkało mnie. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Wyłączyłem się po prostu na jej dalszy wywód, a gdy zadzwonił dzwonek po prostu powiedziałem "dobrze" odwróciłem się i szybko odszedłem, gdyby o czymś sobie jeszcze - o zgrozo! - przypomniała.
Pospieszyłem krótszą drogą na lekcję chemii... Ech, najchętniej bym wyszedł z tej ponurej placówki, którą ludzie z przyzwyczajenia nazywają "szkołą". Ale taka prawdziwa, realna szkoła skończyła się jakieś pół wieku temu. Teraz jest tylko wbijanie do głowy biednym, znerwicowanym dzieciom potoku bezsensownych i bezwartościowych informacji, z których 50 % nigdy nie przyda się w życiu. Dlatego waliły mnie te cztery pały, jak nie dużo dużo więcej. Nie żebym był głupi... Po prostu nie kułem na historię jak wariat dat, nie zaszufladkowywałem pojedynczych wydarzeń. Ja historią żyłem i historię opowiadałem - co Histeryczcę najwyraźniej nie odpowiadało. Stąd te 4 pały.
Ale wracając do tematu.... Waliły mnie te wszystkie oceny. Waliła mnie Histeryczka. I waliła mnie szkoła. Najchętniej bym ją rzucił, ale... moja ciocia... moja dobra kochana ciocia... mi oczywiście nie pozwalała...
Ech... Jaka szkoda...
Gdy tak szedłem trochę szybszym krokiem i rozmyślałem, do moich uszu doleciała słodka melodia... chyba skrzypcowa. Aż przystanąłem z wrażenia pod salą muzyczną. Obok była plastyczna, do której często uczęszczałem. Lachowski często udostępniał mi klasę, bym mógł w spokoju szkicować lub - do niedawna - malować. Ale teraz nie miałem zbyt czasu... Wolałem szkicować na zewnątrz...
Nie mogąc się powstrzymać uchyliłem drzwi i zamarłem. Piękny widok. Śliczna dziewczyna grała na skrzypcach w całkowitym transie.
Nie wiem jak to się stało, ale usiadłem ostrożnie na drewnianych deskach i zacząłem szkicować. Dziewczyna była tak skupiona, że mnie nie zauważyła. A ja szkicowałem i szkicowałem... Sam też zapadłem w ten owy artystyczny trans. Nie wiem ile tu czasu spędziłem, jednak wreszcie miałem przed sobą istne arcydzieło. Niestety nie mogłem go podziwiać w nieskończoność. Dziewczyna już chyba kończyła grać, bo robiła to coraz ciszej. Poderwałem się i bezszelestnie domknąłem drzwi. Dumny z siebie patrząc na rysunek i te magnetyczne kocie oczy zdałem sobie sprawę, że opuściłem chemię i sprawdzian - a zagrożenie teraz na pewno mnie już nie ominie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz