piątek, 14 listopada 2014

Od Niny

 Siedziałam u Caroline w kuchni. Byłam cała przemoczona, bo złapał mnie deszcz ze śniegiem. Piłam właśnie Burgunda rocznik 89. Caro wraz z Charliem wysłuchiwali mnie uważnie, kiedy zaczęłam mówić o Julliard, mamie i tej okropnej tajemnicy matki.
-Tak. Okłamała mnie.-Wzruszyłam ramionami.-Mogłam się tego spodziewać.
-Ale to twoja mama, kiedyś tam wrócisz.
-Jeszcze rok. Rok i stamtąd zniknę.
-Zapraszam.- Uśmiechnęła się moja przyjaciółka.
-Na pewno się u ciebie zatrzymam, ale nie zamieszkam. Znajdę sobie coś.
-Przesadzasz, a u mnie jest dość miejsca.
-To, że masz wielgachny dom nie znaczy, że musisz od razu zapraszać tabuny ludu do siebie. To nie noclegownia.
-Oj oj oj... Nina... Zawsze masz u mnie miejsce.
-Wiem.
-Muszę iść.
-Wracasz?
-Nie. Idę się przejść. Przemyśleć to i owo...
-Ale nie znasz tej okolicy, zawsze to ja cię tu przywoziłam samochodem...
-Jak się zgubię jestem pod telefonem.

 Maszerowałam tak długi czas. Doszłam do wniosku, że na serio się zgubiłam. To małe miasteczko miało tyle tajemnic i fantastycznych miejsc nie odkrytych przeze mnie, że chciałam się przewietrzyć i popodziwiać piękną zimę. A raczej jej końcówkę.
 Nagle coś nadepnęło na gałązkę za mną. Kiedy się odwróciłam, ujrzałam człowieka, idącego w moją stronę. Był to mężczyzna, wyglądał na młodego. Kiedy zbliżał się, ujrzałam na jego ustach krew i na ubraniu. Po chwili zdałam sobie sprawę, że to David. Jednak strach i przerażenie wzięło nade mną górę. Uciekłam, ale on znalazł się błyskawicznie przy mnie. Prawie krzyknęłam, ale zakrył mi usta.
-Ciii... Nie chcę stracić deseru.
 ŻE CO?!
 Boże... Muszę uciec... 
 Rozejrzałam się w okół i wyrwałam mu się. Po kilku minutach bieganiny odczepił się, a ja trafiłam na jakieś bloki, slamsy czy Bóg wie co. No tak... zgubiłam się.
 Wykręciłam numer do Caroline, ale nie odebrała. Nagle zadzwonił nieznany numer, po chwili zastanowienia wcisnęłam drżącym palcem zieloną słuchawkę.
-Słuchaj, czego chcesz koleś?!
-Znajdę cię.
-David, w co ty pogrywasz? To nie jest śmieszne!
 Rozłączył się. Rozejrzałam się zdenerwowana na całego. Jakiś świr przyjaciel mnie goni...! Kiedy miałam zadzwonić do Caroline, wcisnąć zieloną słuchawkę, telefon zgasł.
-Nie,nie,nie,nie! NIE!-Szepnęłam i padłam na ścianę koło kontenera na śmieci. Zakryłam twarz dłońmi i czekałam na zbawienie boskie. Co ja teraz mam zrobić? Nie ma tu żadnej budki. Niedaleko, na górce były luksusowe domy i apartamenty, które pokazywała mi kiedyś Caro. Ale nikogo tam nie znam, czy w ogóle tam mieszkają ludzie ze szkoły? Nie wprosze się im do domu, a ja muszę wracać... przerażały mnie takie miejsca, szczególnie, że ktoś mnie goni i chce zabić... Co teraz...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: