Siedziałem przy stole pod dziwnym ostrzałem spojrzeń ciotki. Była jakaś zdenerwowana... Miała cienie pod oczami. Wszystko jej z rąk leciało. Przygryzłem wargę.
- Ciociu co jest? - spytałem gdy stuknęła kolejny talerz.
Nawet się nie odezwała! Drgnęła tylko i powróciła do mycia. Wstałem i do niej podszedłem, a ona zrobiła coś, co mnie kompletnie zaszokowało.
Syknęła i cofnęła się.
- Nie podchodź! - popatrzyła mi w oczy z przerażeniem, a potem z jękiem poszła do swojego pokoju mrucząc niewyraźnie pod nosem.
Zaszokowany zamarłem patrząc na drzwi, które zamknęły się za nią. Nie wiedziałem co zrobić... Podszedłem jeszcze do nich i zapukałem... Ale nic nie dobiegało z środka....
Zdezorientowany odwróciłem się i wyszedłem na pole. Idąc tak poczułem mdłości. Było mi nie dobrze, a na dodatek okropnie swędziały mnie łopatki. Szwendałem się po ulicy nie wiedząc co ze sobą zrobić i rozmyślałem o dziwnym zachowaniu ciotki.
- Na co się gapisz? - warknąłem do kundla krążącego wokół słupa. Ze złością kopnąłem kamyk, który niechcący uderzył w psa. Mały brudas zapiszczał i odszedł kuśtykając, a mi jakoś zrobiło się go żal.
Sfrustrowany westchnąłem.
Znalazłem się w dziwnej sytuacji.
I nie wiedziałem co z tym zrobić...
Ciotka nigdy się tak nie zachowywała. O co jej teraz chodziło? Czyżby... ah... nie... Nawet nie chciałem myśleć o takiej możliwości!!
Wyczerpany psychicznie usiadłem na krawężniku i schowałem twarz w dłoniach. Problemy, problemy, same problemy...
- Nic ci nie jest kochanieńki? - moich uszów dobiegł jakiś damski, wysoki głos.
Podniosłem głowę i zobaczyłem starszą, siwą panią pochylającą się nade mną z troską.
- Nie, nie - mruknąłem.
- Na pewno? - upewniła się - Może zadzwonię po pogotowie? Słabo ci?
Nie, naprawdę, proszę się nie denerwować. Wszystko ze mną w porządku - wstałem na potwierdzenie tych słów - Dziękuję pani - uśmiechnąłem się.
Lękliwie odwzajemniła mi ten uśmiech.
- Pomóc w czymś? - spytałem zerkając na jej ciężkie siatki pełne zakupów.
I wtedy to poczułem... Bolesne szarpnięcie w sercu. Nie wiem co się stało, ale jakby czas się zatrzymał. Bez słowa minąłem oburzoną kobietę, która już mi dawała siatki do rąk i poszedłem w przeciwnym kierunku niż z tego z którego przyszedłem. Doszedłem w końcu do jakiegoś budynku. Nie wiem co mną kierowało, ale przed oczami miałem tylko i wyłącznie obraz jednej dziewczyny. Niny...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz