poniedziałek, 17 listopada 2014

Od Ash

Siedziałam na murku przed szkołą. W sumie nie wiedziałam dlaczego bo mogłam wrócić do domu. Patrzyłam się na tych wszystkich ludzi. Byli szczęśliwi, śmieli się. Chodzili w grupach. Mieli przyjaciół, chłopaków, dziewczyny. Mogłoby sie wydawać że niczego im więcej nie brakuje. Też tak bym chciała.
W klubie tańczyłam już trzy tygodnie. Od pierwszego razu dużo sie zmieniło. A najbardziej ja.
Schudłam i to dużo.. zrobiłam sie taka mizerna. Mało spałam i jadłam. Nikogo to nie interesowało.. a jak chodziłam w odwiedziny do Dominika, Peter i Sylwka to starałam się ukryć te wszystkie zmiany w swoim ciele. Mówiłam im że daje sobie radę i nawet nieźle mi to wychodzi, że mam pieniądze, jedzenie i niczego oprócz nich mi nie brakuje. O dziwo mi wierzyli.
Wstałam i poprawiłam kaptur na głowie. Ruszyłam prosto chodnikiem. Nagle dostałam telefon. Dzwonił Alex- mój szef.
-Ash nastąpiła zmiana planów. Korni zachorowała wiec ty za nią dziś zatańczysz.
-Ale miałam mieć dziś wolne...
-Nie ma żadnego "ale". Nastąpiła zmiana planów i ty masz sie dostosować.
Rozłączył się.
W ciągu tych trzech tygodni sporo zarobiłam. Jednak.. po co mi pieniądze skoro i tak nic prawie nie jem.. i nie korzystam z nich nie licząc płacenia rachunków? A poza tym brzydziłam sie tych pieniędzy jak i siebie samej.


***


Wieczorem jak zwykle wyszłam do klubu. Przed klubem postanowiłam sobie zapalić. Wyjęłam z kieszeni paczkę i odpaliłam jednego. Zaciągnęłam się i ze spokojem wciągnęłam szkodliwy dym do płuc.



Kiedy wypaliłam jednego.. zapaliłam drugiego. Normalnie nie paliłam tyle.. ale przez tą "prace" zaczęłam. Czasem jedna paczkę potrafiłam wypalić w ciągu paru godzin a to było na prawdę dużo patrząc na to że wcześniej paczka starczała mi nawet na parę dni. Weszłam w końcu do środka i przebrałam się. Kiedy weszłam na sale zobaczyłam dziewczyny. Tańczyły już. Weszłam na moją scenkę i także zaczęłam tańczyć.


***


Około 4 nad ranem wyszłam z klubu i poszłam w stronę domu. Czułam niepokój. Tak jakby ktoś mnie obserwował. Zaczęłam biec w panice.



Co chwila odwracałam sie do tyłu jednak nikogo tam nie było. Wbiegłam do domu. Odetchnęłam z ulgą. Bezpieczna. Jednak nie na długo. Czułam nadal tę dziwną obecność kogoś obcego.  Nagle jakiś mężczyzna wyłonił sie z kuchni.
-Kim ty jesteś?-zapytałam przerażona.
-Twoi chłopcy trafili do pudła.. jaka szkoda... choć w sumie. Zostałaś ty. Co ty na to byś spłaciła dług twoich koleżków i brata?
-Nie wiem o czym mówisz i kim jesteś. Zostaw mnie i mojego brata z kolegami w spokoju.
Nim sie zorientowałam zamachnął się i uderzył mnie w twarz. Straciłam równowagę i upadłam na ziemie uderzając czołem o kant szafki. Zaczął mnie kopać w żebra. Wszystko mnie bolało. Potem mnie podniósł a ja skorzystałam z momentu i wzięła do ręki wazon który stał na szafce i rozbiłam go na głowie napastnika. Ten mnie puścił a ja zdążyłam odbiec.. jednak nie daleko.. nawet nie przebiegłam dwóch metrów.



-Nie bij mnie. -zaczęłam prosić.
Złapał moja głowę i przywalił nią w ścianę za mną. Osunęłam się na ziemię zostawiając za sobą krwawy ślad tam gdzie miałam głowę.  Zobaczyłam mroczki przed oczami i naszły mnie mdłości.
Nagle mój telefon zadzwonił. To odwróciło jego uwagę. Podniosłam się i zaczęłam biec. Wybiegłam przez tylne drzwi. Miał nade mną przewagę. Kiedy chciałam przeskoczyć płot złapał mnie i ściągnął na ziemię. Usiadł na mnie okrakiem i zaczął okładać moja twarz i żebra oraz klatkę piersiową pięściami. Zaczęłam dławic sie krwią.
Kiedy byłam półprzytomna podniósł mnie za szyję i tak trzymał. Ledwo co dotykałam ziemi.



-I co? Fajnie ci jest? Mi tak samo było fajnie jak twoi koledzy mnie wychujali.
Spojrzałam sie na niego ledwo co łapiąc oddech. Rzucił mną na ziemię i odszedł a ja zaczęłam łapczywie nabierać powietrze i  pluć krwią. Czułam ze miałam połamane żebra i uszkodzoną głowę. Podniosłam sie i zginając się doczołgałam sie do domu. Jednak nie dałam rady wejść po schodach na taras i opadłam na nie po czym straciłam przytomność...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: