środa, 12 listopada 2014

Od Niny

 Wyszłam ze szkoły wkładając słuchawki i puszczając piosenkę Bastille - Pompeii. Kończyłam późno, o 17. Zwykle kończę w środy o 15.45 ale zaczęłam uczyć się gry skrzypcach z Davidem. Jako czternastolatek wymyślił sobie kiedyś grę na skrzypcach, ale kiedy zaczął grać niesamowicie, doskonale... po prostu mu się odechciało a ktoś tak niesamowity w grze na tym instrumencie mógłby mnie nauczyć.Ostatnio zachowywał się dziwnie, ale kiedy dowiedziałam się, że ma swój zespół... i w ogóle... postanowiłam, że może on nauczy mnie grać? Jednak od jakiegoś czasu mnie unika, a kiedy pytam się Caroline lub Charliego co z nim, nie chcą mi nic powiedzieć, wykręcają się szybkim ''muszę iść''. David zaczął nosić soczewki, ale o ile wiem nie musiał. Nosi jakieś dziwne, raz ma, a raz nie ma. Przecież to niemożliwe, mieć całe czarne oczy... No ludzie.
 Czekałam na przystanku zbyt długo. Zaczęłam iść pieszo, śnieg zaczął prószyć, a wszędzie było ciemno. Nigdy nie lubiłam chodzić po nocach. Muzyka przestała grać,Kiedy znalazłam się na drodze parkowej, usłyszałam krzyk gdzieś za sobą, w miasteczku. Odwróciłam się i ... no nie wiedziałam co mam zrobić. Krzyk był przerażający, mroził krew w żyłach, miałam dreszcze na całym ciele. Jednak kiedy usłyszałam kolejny krzyk... był już bliżej mnie. O wiele bliżej... 
 Zareagowałam, postanowiłam znaleźć kobietę, która tak przeraźliwie krzyczała. Znalazłam ją... ale to co zobaczyłam... było... Byłam w szoku... cała zdrętwiałam... 
 Kobieta miała rozszarpane gardło, jakby wielka bestia rzuciwszy się na nią chciała ją rozszarpać na kawałki dobierając się tylko do mięsa i pragnąć smaku krwi. Było to dla mnie szokujące. Krew była wszędzie... na chodniku... na podeszwie moich butów. 
-Boże... -Wydobyłam z siebie tylko to. 
 Za sobą usłyszałam kroki, a kiedy się odwróciłam... zobaczyłam Davida... Twarz miał we krwi, jak i ręce. Przeraziłam się. Cofałam się powoli. Jego oczy były tak samo czarne, miał te soczewki... mój przyjaciel... jest... mordercą... ? Kim on jest?! Czym jest?! 
 Przyłożył palec wskazujący do ust i uśmiechnął się lekko.
-Tylko spokojnie... Jeden ruch i cię zabiję. 
-C...Co... chcesz... zrobić...?
-Tylko wymazać ci pamięć.Ale cały czas mam cię na oku.Taka ''smaczna'' osoba nie może zniknąć mi z oczu...-Spojrzał mi w głęboko w oczy i powiedział - Nic nie widziałaś, szłaś do domu, nie było żadnego morderstwa, mnie. Nie ma krwi ani tego co przed chwilą widziałaś. 
 Otworzyłam oczy.
 Spojrzałam na zegarek i złapałam się za głowę.Matko, już 19.30! 
 Szybko popędziłam do domu. Co mnie tak zatrzymało na miejscu? Ach, pewnie jakaś głupota. Znów się zamyśliłam, tyle!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: