W pokoju siedział Michael, co mnie bardzo zdziwiło. Otrząsnęłam się i spojrzałam na niego. Próbowałam ruszyć ręką, ale nie mogłam. Kiedy Michael zauważył, że się obudziłam, zaczął mnie wypytywać jak się czuję itp.
-N...N...Nie mogę... nie mogę ruszać ręką...-Wymamrotałam patrząc się na pościel.
-Jak to nie możesz? Nie boli cię, jak dotykam... o tu?
Pokręciłam głową na ''nie''.
-Masz ją złamaną. Nie czujesz bólu... To jest dziwne.
-Coś ty taki lekarz?
-Ciesz się, że uratowałem ci skórę.
-Właśnie, nie prosiłam cię o to.
-Po cholerę chcesz umierać?
-Bo nie mam po co żyć. To jedno wielkie bagno. Mój ojciec nie żyje... Moja matka mnie nie chce w domu widzieć. Mam tylko tutaj dach nad głową.
-Masz przyjaciół.
-Ale utrata ojca jest jak... nie umiem tego nawet opisać.
-Też straciłem rodziców, rozumiem twój ból ale to nie powód, żeby się zabijać.
-Pieprzysz.-Machnęłam ręką.-Dobra, muszę stąd iść.
-Żeby cie znowu ten wampir katował?
-Skąd wiesz że to wampir?
-Ugryzienia o czymś świadczą.
-Boże... Wampiry nie mają prawa istnieć.-Złapałam się za głowę.-Nie mają prawa, tak jak nie ma wróżek,wilkołaków,czarownic... to są bajki dla dzieci i znudzonych nastolatków. Tego nie ma...
-Widać wampiry rzeczywiście istnieją.
-Wzięłam coś mocnego... Koniec z tym...
-O czym ty mówisz?-Zainteresował się.
-Ćpałam, okay? Jeśli nie umiałam sobie poradzić z czymś, to ćpałam. Tak, byłam ćpunką, twoja dziewczyna miała rację. Możesz spadać.
-Po pierwsze, nie jest moją dziewczyną. Po drugie, nie pójdę. Po trzecie, nie chce mi się wierzyć, że taka dziewczyna jak ty ćpała.
Nagle mnie olśniło. Musiałam zrobić dwie rzeczy. MUSIAŁAM.
-Muszę wstać...
-Nie.
-Michael!
-Nie.
-Przecież nie pytam się ciebie o zdanie, Boże...-Parsknęłam i wstałam, a on złapał mnie za ramiona.-Puść mnie, bo jak babcię kocham ci przyłożę...
-Dawaj.-Nadstawił policzek a ja przegryzłam wargę.
-Dobra, muszę jechać po skrzypce, a druga rzecz... załatwię potem. Jak się odczepisz.
Zaśmiał się pod nosem i zszedł na dół do Caroline. Ja zaczęłam się ubierać w łazience.
Oczami Caroline...
Byłam wściekła! Matko, co ona sobie wyobrażała! Znika, nic mi nie mówi o niczym, a potem przynosi ją jakiś chłopak nic mi nie mówiąc! Teraz nie odpuszczę. Muszę coś wiedzieć. Nie zniosę dłużej martwienia się o jej stan, czy w ogóle się wybudzi. Charlie pojechał do mamy, a ja podeszłam do tego Michaela.
-Słuchaj, powiedz mi co z nią jest, jak się czuje, co się z nią działo. Bo skoro ją przyniosłeś w takim stanie, to znaczy, że coś albo ktoś musiało ją zranić.
-Wampir ją chciał skatować, jasne?
-Wampir? Ale... To nie możliwe...
-Tak,wampiry istnieją,bla bla bla.
-Michael, ale... dobra, skoro już wiesz o wampirach, to wiedz, ze ja też nim jestem, okay? Ale zamknij buzię na kłódkę, bo ci ją przestawię.
-Co?! I ona mieszka z pijawą pod jednym dachem?!
-Jestem jej przyjaciółką, nic bym jej nie zrobiła! Zresztą... nie mówmy o tym. Nikt nie może wiedzieć o wampirach które mieszkają w tym mieście, bo wszystkich powybijają w.... ehm...
-Co? Kto powybija?
-Tego też nie mogę mówić.
-Chcę wszystko wiedzieć. Co jej może grozić, moim znajomym i rodzinie. Gadaj.
Zrobiłam kwaśną minę i spuściłam wzrok.
-Wilkołaki.
-Co?! One też istnieją?! Jaja sobie robisz...
-Charlie nim jest. Jest jednym ze sfory... Jest tutaj piętnaście wilkołaków. Niektórzy jeszcze są ludźmi, ci którzy mają geny wilkołaka, zmieniają się z czasem, kiedy przyjdzie na to czas... Tylko Nina nie może o tym wiedzieć. Obiecaj, że nic nie powiesz.
-Nie powiem, o ile ty obiecasz mi, że włos jej z głowy nie spadnie.
-Nic bym jej nie zrobiła!
-OBIECAJ.
-Obiecuje. Ale teraz muszę znaleźć tego wampira. Za dużo namieszał. Już sporo zaginięć się pojawia, dziwnych morderstw i tym podobne... Jeśli Ninę porwał drugi czy trzeci raz, lub ona zetknęła się z nim... to nie odpuści. Każdy wampir ma w sobie instynkt łowcy. Nie odpuści, jest wyborowym łowcą. Zabije ją, jeśli jego się nie zabije.
-Jak to zrobić?
-Ty w to nie wchodzisz.-Powiedziałam stanowczo.
-Bo co?
-Bo jesteś człowiekiem, na litość boską! Nina nie może się dowiedzieć, że w ogóle go będę szukać. A ty się nie mieszasz. Dwie osoby nie mogą go pojedynczo szukać, bo się dowie. Wiem kto jest wampirem... Znałam go osobiście.
-Jak sie nazywa?
-David. Kiedyś przyjaźnił się z nami. Wie sporo o Ninie... Ja za bardzo go nie lubiłam, więc się z nim nie trzymałam. Jednak Charlie mi naopowiadał o nim dużo. Będzie trudno go złapać, ale dam radę.
-Pomogę ci.
-Michael... Ty lepiej przypilnuj Ninę, bo będzie chciała zrobić coś głupiego. Zobaczysz. Znam ją, wiem że utratę ojca zniosła dosyć boleśnie... Nigdy nikogo nie straciła... Teraz matka ją wywaliła z domu. Jest sama. Boje się, że coś jej się stanie. Nie chcę jej stracić. Moja mama poszuka jakiś danych na temat Davida.
-A co twoja mama może zrobić?
-Jest szeryfem.
-Wie o wampirach?
-Wilkołakach też. Damy radę we dwie.
-Jest człowiekiem?
-Tak. Słuchaj, nie odpowiadałeś mi na żadne pytania, a ja mam ci odpowiadać? Jeśli chcesz ze mną działać, musimy przejść na stronę pokojową, bo czuję, że nie jesteś do mnie pozytywnie nastawiony.
-Do wampira mam być nastawiony pozytywnie?
-Nie wiem, czy Nina chciałaby, by cokolwiek ci się stało.
-Co? Jak to nie chciałaby?
-Idę. Będę miała informacje, to zadzwonię czy coś. Wtedy się możemy spotkać, Powiem ci to i owo.Pamiętaj, że David poluje na Ninę. Kiedy ona będzie chciała pojechać do domu po swoje rzezy, pilnuj ją jak oka w głowie. Jeśli jej nie dopilnujesz, skręcę ci kark.
-Boje się.
-Ha ha.
Wyszłam z domu jeszcze przed wyjściem piorunując go wzrokiem. Wierzę, że dopilnuję Niny... Boję się o nią, nie wiem jak ją chronić, nie mam na nią wpływu.
Oczami Niny...
Zeszłam na dół gotowa. Ręka cudem zaczęła powoli normalnie funkcjonować. Dziwne... Na dole spotkałam Michaela, przywitałam się z nim ponownie i poprosiłam go, by podwiózł mnie pod mój dom. Z resztą sobie poradzę.
-Nie. Dopilnuje cię do końca.
-A twoja ciotka? Nie będzie się martwić?
-Myślę, że nawet jej to pasuje, że mnie nie ma.
-Co? Jak to? Przecież jest w porządku.
-Wiem, ale ostatnio nie jest z nią najlepiej.
-Powiesz mi w końcu coś więcej? Chcesz mnie chronić. Nie, poprawka, Caroline ci kazała. Jezu, nie musisz tego robić, idź do domu, zobacz co u tej Mel... Nie wiem, pogadaj z ciocią... Dam sobie radę.
-Nie.
-Jezu! Jesteś nie do zniesienia.-Opuściłam ręce i pojechaliśmy.
Kiedy byłam w domu, mama siedziała w kuchni i kompletnie mnie olała. Powiedziała,że moje rzeczy są na górze, tak jak zawsze. Siedziała na laptopie, pewnie czatowała ze swoimi przyjaciółkami i pisała artykuł do swojej gazety. Szef znów nie daje jej spokoju...
Na górze w pokoju zaczęłam wyjmować te rzeczy, które były mi potrzebne. Ale kiedy spakowana ruszyłam się z pokoju, u mamy przez uchylone drzwi ujrzałam POŁAMANE skrzypce. Zamurowało mnie. Wypuściłam torbę z ręki i padłam na ścianę. Byłam wściekła, czułam napływ złości,rozpaczy. Za mną wszedł Michael.
-Dziewczyno, ile można czekać aż się spakujesz.-Uśmiechnął się a kiedy zobaczył moją minę, spojrzał za moim wzrokiem do pokoju.-Moja matka... to zrobiła...
-Słucham?!-Szepnął w szoku.
-Trzymaj.-Podałam mu torbę.-Zabije ją...
Zbiegłam na dół i zamknęłam laptopa matki z całej siły i odsunęłam go.
-Co ty robisz?-Spytała.
-CZEMU TO ZROBIŁAŚ?! CO CI TO DAŁO?! JESTEŚ OKROPNA! NIENAWIDZĘ CIĘ!
-Nina, ale to dla twojego dobra..
-JESTEŚ NIENORMALNA! NIENAWIDZĘ CIĘ TAK BARDZO...! JESTEŚ KOMPLETNIE POPIEPRZONA!
Michael złapał mnie za ramię.
-Spokojnie. Chodź, nie warto... -Szepnął mi do ucha.
Byłam tak rozjuszona, że nie zwróciłam na niego uwagi.
-NISZCZYSZ MOJE MARZENIA! JESTEŚ SKOŃCZONA! NIENAWIDZĘ CIĘ!!!
Wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu trzaskając drzwiami.
-Nie wyżywaj się na samochodzie, tylko nie to.
Wsiadł za mną Michael kładąc torbę na tylne siedzenie.
-Jedź. Nie chcę tu zostawać ani chwili.
-Nino...
-Jedź. Proszę.-Poprosiłam go, a on bez słowa ruszył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz