niedziela, 23 listopada 2014

Od Niny

 Obudziłam się po dwóch dniach. Otworzyłam oczy, nie mogłam ruszyć prawą ręką. Przeraziłam się, że mam ją złamaną. Ale byłam zła, że w ogóle żyję! Czułam, że dostanę niezły opieprz od Caroline,Charliego... Martwili się o mnie. Są dla mnie jak rodzina, której nie mam. Racja, może zachowuje się głupio, dziecinnie. Chcę umrzeć, nie ratujcie mnie... Okay. Ale ja naprawdę chcę tego. Nie mam nic po co miałabym żyć.
 W pokoju siedział Michael, co mnie bardzo zdziwiło. Otrząsnęłam się i spojrzałam na niego. Próbowałam ruszyć ręką, ale nie mogłam. Kiedy Michael zauważył, że się obudziłam, zaczął mnie wypytywać jak się czuję itp. 
-N...N...Nie mogę... nie mogę ruszać ręką...-Wymamrotałam patrząc się na pościel. 
-Jak to nie możesz? Nie boli cię, jak dotykam... o tu?
 Pokręciłam głową na ''nie''. 
-Masz ją złamaną. Nie czujesz bólu... To jest dziwne. 
-Coś ty taki lekarz?
-Ciesz się, że uratowałem ci skórę.
-Właśnie, nie prosiłam cię o to.
-Po cholerę chcesz umierać?
-Bo nie mam po co żyć. To jedno wielkie bagno. Mój ojciec nie żyje... Moja matka mnie nie chce w domu widzieć. Mam tylko tutaj dach nad głową.
-Masz przyjaciół. 
-Ale utrata ojca jest jak... nie umiem tego nawet opisać. 
-Też straciłem rodziców, rozumiem twój ból ale to nie powód, żeby się zabijać. 
-Pieprzysz.-Machnęłam ręką.-Dobra, muszę stąd iść.
-Żeby cie znowu ten wampir katował?
-Skąd wiesz że to wampir?
-Ugryzienia o czymś świadczą. 
-Boże... Wampiry nie mają prawa istnieć.-Złapałam się za głowę.-Nie mają prawa, tak jak nie ma wróżek,wilkołaków,czarownic... to są bajki dla dzieci i znudzonych nastolatków. Tego nie ma... 
-Widać wampiry rzeczywiście istnieją.
-Wzięłam coś mocnego... Koniec z tym...
-O czym ty mówisz?-Zainteresował się. 
-Ćpałam, okay? Jeśli nie umiałam sobie poradzić z czymś, to ćpałam. Tak, byłam ćpunką, twoja dziewczyna miała rację. Możesz spadać.
-Po pierwsze, nie jest moją dziewczyną. Po drugie, nie pójdę. Po trzecie, nie chce mi się wierzyć, że taka dziewczyna jak ty ćpała.
 Nagle mnie olśniło. Musiałam zrobić dwie rzeczy. MUSIAŁAM. 
-Muszę wstać...
-Nie. 
-Michael! 
-Nie. 
-Przecież nie pytam się ciebie o zdanie, Boże...-Parsknęłam i wstałam, a on złapał mnie za ramiona.-Puść mnie, bo jak babcię kocham ci przyłożę...
-Dawaj.-Nadstawił policzek a ja przegryzłam wargę. 
-Dobra, muszę jechać po skrzypce, a druga rzecz... załatwię potem. Jak się odczepisz. 
 Zaśmiał się pod nosem i zszedł na dół do Caroline. Ja zaczęłam się ubierać w łazience. 

                    Oczami Caroline... 

 Byłam wściekła! Matko, co ona sobie wyobrażała! Znika, nic mi nie mówi o niczym, a potem przynosi ją jakiś chłopak nic mi nie mówiąc! Teraz nie odpuszczę. Muszę coś wiedzieć. Nie zniosę dłużej martwienia się o jej stan, czy w ogóle się wybudzi. Charlie pojechał do mamy, a ja podeszłam do tego Michaela. 
-Słuchaj, powiedz mi co z nią jest, jak się czuje, co się z nią działo. Bo skoro ją przyniosłeś w takim stanie, to znaczy, że coś albo ktoś musiało ją zranić.
-Wampir ją chciał skatować, jasne?
-Wampir? Ale... To nie możliwe... 
-Tak,wampiry istnieją,bla bla bla. 
-Michael, ale... dobra, skoro już wiesz o wampirach, to wiedz, ze ja też nim jestem, okay? Ale zamknij buzię na kłódkę, bo ci ją przestawię. 
-Co?! I ona mieszka z pijawą pod jednym dachem?!
-Jestem jej przyjaciółką, nic bym jej nie zrobiła! Zresztą... nie mówmy o tym. Nikt nie może wiedzieć o wampirach które mieszkają w tym mieście, bo wszystkich powybijają w.... ehm... 
-Co? Kto powybija?
-Tego też nie mogę mówić.
-Chcę wszystko wiedzieć. Co jej może grozić, moim znajomym i rodzinie. Gadaj. 
 Zrobiłam kwaśną minę i spuściłam wzrok.
-Wilkołaki.
-Co?! One też istnieją?! Jaja sobie robisz...
-Charlie nim jest. Jest jednym ze sfory... Jest tutaj piętnaście wilkołaków. Niektórzy jeszcze są ludźmi, ci którzy mają geny wilkołaka, zmieniają się z czasem, kiedy przyjdzie na to czas... Tylko Nina nie może o tym wiedzieć. Obiecaj, że nic nie powiesz. 
-Nie powiem, o ile ty obiecasz mi, że włos jej z głowy nie spadnie. 
-Nic bym jej nie zrobiła!
-OBIECAJ.
-Obiecuje. Ale teraz muszę znaleźć tego wampira. Za dużo namieszał. Już sporo zaginięć się pojawia, dziwnych morderstw i tym podobne... Jeśli Ninę porwał drugi czy trzeci raz, lub ona zetknęła się z nim... to nie odpuści. Każdy wampir ma w sobie instynkt łowcy. Nie odpuści, jest wyborowym łowcą. Zabije ją, jeśli jego się nie zabije. 
-Jak to zrobić?
-Ty w to nie wchodzisz.-Powiedziałam stanowczo.
-Bo co?
-Bo jesteś człowiekiem, na litość boską! Nina nie może się dowiedzieć, że w ogóle go będę szukać. A ty się nie mieszasz. Dwie osoby nie mogą go pojedynczo szukać, bo się dowie. Wiem kto jest wampirem... Znałam go osobiście. 
-Jak sie nazywa?
-David. Kiedyś przyjaźnił się z nami. Wie sporo o Ninie... Ja za bardzo go nie lubiłam, więc się z nim nie trzymałam. Jednak Charlie mi naopowiadał o nim dużo. Będzie trudno go złapać, ale dam radę.
-Pomogę ci. 
-Michael... Ty lepiej przypilnuj Ninę, bo będzie chciała zrobić coś głupiego. Zobaczysz. Znam ją, wiem że utratę ojca zniosła dosyć boleśnie... Nigdy nikogo nie straciła... Teraz matka ją wywaliła z domu. Jest sama. Boje się, że coś jej się stanie. Nie chcę jej stracić. Moja mama poszuka jakiś danych na temat Davida. 
-A co twoja mama może zrobić?
-Jest szeryfem. 
-Wie o wampirach?
-Wilkołakach też. Damy radę we dwie. 
-Jest człowiekiem?
-Tak. Słuchaj, nie odpowiadałeś mi na żadne pytania, a ja mam ci odpowiadać? Jeśli chcesz ze mną działać, musimy przejść na stronę pokojową, bo czuję, że nie jesteś do mnie pozytywnie nastawiony. 
-Do wampira mam być nastawiony pozytywnie?
-Nie wiem, czy Nina chciałaby, by cokolwiek ci się stało. 
-Co? Jak to nie chciałaby?
-Idę. Będę miała informacje, to zadzwonię czy coś. Wtedy się możemy spotkać, Powiem ci to i owo.Pamiętaj, że David poluje na Ninę. Kiedy ona będzie chciała pojechać do domu po swoje rzezy, pilnuj ją jak oka w głowie. Jeśli jej nie dopilnujesz, skręcę ci kark. 
-Boje się.
-Ha ha.
 Wyszłam z domu jeszcze przed wyjściem piorunując go wzrokiem. Wierzę, że dopilnuję Niny... Boję się o nią, nie wiem jak ją chronić, nie mam na nią wpływu. 


                    Oczami Niny...

Zeszłam na dół gotowa. Ręka cudem zaczęła powoli normalnie funkcjonować. Dziwne... Na dole spotkałam Michaela, przywitałam się z nim ponownie i poprosiłam go, by podwiózł mnie pod mój dom. Z resztą sobie poradzę.
-Nie. Dopilnuje cię do końca. 
-A twoja ciotka? Nie będzie się martwić?
-Myślę, że nawet jej to pasuje, że mnie nie ma.
-Co? Jak to? Przecież jest w porządku. 
-Wiem, ale ostatnio nie jest z nią najlepiej. 
-Powiesz mi w końcu coś więcej? Chcesz mnie chronić. Nie, poprawka, Caroline ci kazała. Jezu, nie musisz tego robić, idź do domu, zobacz co u tej Mel... Nie wiem, pogadaj z ciocią... Dam sobie radę. 
-Nie. 
-Jezu! Jesteś nie do zniesienia.-Opuściłam ręce i pojechaliśmy.
 Kiedy byłam w domu, mama siedziała w kuchni i kompletnie mnie olała. Powiedziała,że moje rzeczy są na górze, tak jak zawsze. Siedziała na laptopie, pewnie czatowała ze swoimi przyjaciółkami i pisała artykuł do swojej gazety. Szef znów nie daje jej spokoju... 
 Na górze w pokoju zaczęłam wyjmować te rzeczy, które były mi potrzebne. Ale kiedy spakowana ruszyłam się z pokoju, u mamy przez uchylone drzwi ujrzałam POŁAMANE skrzypce. Zamurowało mnie. Wypuściłam torbę z ręki i padłam na ścianę. Byłam wściekła, czułam napływ złości,rozpaczy. Za mną wszedł Michael. 
-Dziewczyno, ile można czekać aż się spakujesz.-Uśmiechnął się a kiedy zobaczył moją minę, spojrzał za moim wzrokiem do pokoju.-Moja matka... to zrobiła... 
-Słucham?!-Szepnął w szoku. 
-Trzymaj.-Podałam mu torbę.-Zabije ją... 
 Zbiegłam na dół i zamknęłam laptopa matki z całej siły i odsunęłam go. 
-Co ty robisz?-Spytała.
-CZEMU TO ZROBIŁAŚ?! CO CI TO DAŁO?! JESTEŚ OKROPNA! NIENAWIDZĘ CIĘ! 
-Nina, ale to dla twojego dobra..
-JESTEŚ NIENORMALNA! NIENAWIDZĘ CIĘ TAK BARDZO...! JESTEŚ KOMPLETNIE POPIEPRZONA! 
 Michael złapał mnie za ramię.
-Spokojnie. Chodź, nie warto... -Szepnął mi do ucha.
 Byłam tak rozjuszona, że nie zwróciłam na niego uwagi. 
-NISZCZYSZ MOJE MARZENIA! JESTEŚ SKOŃCZONA! NIENAWIDZĘ CIĘ!!!
 Wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu trzaskając drzwiami. 
-Nie wyżywaj się na samochodzie, tylko nie to.
Wsiadł za mną Michael kładąc torbę na tylne siedzenie. 
-Jedź. Nie chcę tu zostawać ani chwili. 
-Nino...
-Jedź. Proszę.-Poprosiłam go, a on bez słowa ruszył. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Gada teraz: